czwartek, 28 kwietnia 2016

Niby to tylko kwiaty. Niby niewiele, niby tylko trochę przyrody, czerwieni (/różu) i szarości. Ale co jeśli natura jest całym światem? Jeśli wydarzenia życia stanowią jedynie źródło zagrożenia i ucieczka w głąb serca Matki Ziemi to jedyna droga przetrwania? Co jeśli strach uśmierzyć można tylko za pomocą spokoju i piękna kwiatów? Taki banał, a tak wiele może zmienić. Czasami wystarczy malutkie ziarenko uroku żeby poruszyć jakąś napiętą strunę w duszy i zmotywować ją do zmiany wewnętrznego rytmu. I tak właśnie jeden kwiat, wiewiórka dostrzeżona w jej szybkim skoku czy jedna chmura podświetlona blaskiem Słońca mogą być zapalnikiem. Mogą stać się początkiem przygody w nowej rzeczywistości. Mogą być balsamem dla chorej, poranionej duszy.
Dla jednych obraz z kwiatami może być jedynie miałkim przedstawieniem bardzo popularnego motywu w sztuce. Dla innych każda z tych roślin namalowanych na płótnie, jest zupełnie inną historią opowiedzianą niewerbalnym przekazem. Dla mnie obraz ten opowiada o sile. Każdy z tych kwiatów ma swoje życie. Krótkie i kruche. Jak ludzie. Targane są nieokiełznanymi wichurami i potęgą zamieci. Ale mimo to pozostają w swym miejscu niezmienne, walczą, nie ustępują w tej beznadziejnej wojnie. Trwają. W tym, co dał im los. Trwają w swej egzystencji, jakkolwiek nie byłaby ona bezsensowna. Trwają i wierzą w swoją siłę, jakby mogły nagle stać się leśnymi mocarzami. Jakby mogły być ponad wszystkim. Może z nami też tak jest? Może potrafimy wygrać walkę z wichrami naszej duszy, z szaleństwami uczuć, z gwałtownością naszych emocji? Może jesteśmy czymś więcej niż tylko maleńkim pyłkiem w świecie burzy, który skazany jest na zagładę? Te czerwone kwiaty z obrazu to dla mnie symbol walki z samym sobą i z cierpieniem. Skoro one potrafią przeciwstawić się wszystkim mrokom świata, to dlaczego my, ludzie, mielibyśmy nie dać rady?
Z pozdrowieniami dla wszystkich walczaków i bohaterów własnego jestestwa :)



Supposedly these are only flowers. Supposedly it isn't so much only some nature, red (/pink) and grey. But what if the nature is whole the world for sb? What if events of ordinary life are the source of danger and escape to inside our Mother Earth is the only way of survive? What if the fear can be only relieved by calmness and the beauty of flowers? It's a banality but can change many things. Sometimes grain of charm is sufficient to move some taut string in our soul and motivate its to change the rhythm inside. And that's one flower, squirrel seen in its fast jump or one cloud highlighted by sunshine can be igniter. They can begin start new adventure in new reality. They can be balm to sick wounded soul.
For some people picture with flowers can be only shallow show of popular theme in art. For other each of these plant painted on the canvas is entirely diffrent story told by non-verbal communication. For me this pic tells about strenght. Each of these flowers has itself life. Short and fragile. Like people. Sieged by untamed wind and power of blizzard. Despite this they still stay in the same place, they fight, don't give up in this hopeless war. In this, what they got from fate. They remain in their existence although it is senseless. They are and belive in their strenght if they could suddenly begin forest strongman. If they could all be over. Maybe it's the same with us? Maybe we can win this battle with gales of our souls, with madness of our feelings, with violence of our emotions? Maybe we're somethin more than only small pollen in world of storm, which is foredoomed? These red flowers are symbols of struggle with myself and with the pain. If they can oppose to all darkness in the world, so why we, people, we woulnd't deal with it?
Greetings for all drums and heroes of your own existence :)
~~Kamila Kossowska

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Spowita płaszczem oniryzmu. Taka się czuję patrząc na ten obraz. Latam we mgłach wspomnień, jakichś kolorowych wyobrażeń. Odczuwam ulgę, mogę być sobą w tych chmurach marzeń. Bo są moje. Odczuwają mnie, a ja pochłaniam całą ich wyjątkowość. Mimo że obraz ten namalowała Mariola, czuję się z nim czymś połączona. Czuję te barwy w sobie, wewnątrz organów. Przenikają mnie, pomimo czarnej barwy mojej duszy. Może właśnie z powodu tej ciemności, chłonie ona wszystkie kolory odmienne. Nie czuję się natomiast przeładowana nadmierną radością. Nie, to spokojna podróż w efemerycznej rzeczywistości. Gdyby obraz przytłoczył mnie swym optymizmem, nasyceniem czy wręcz próbą zarażenia szczęściem, nie byłabym w stanie go szanować. Ale ten obraz jest cudowny. Daje mi szansę zapomnieć o chorobie ludzkości jaką jest zagubienie... Oglądam ten obraz i błądzę sobie spokojnie w łagodnym wymieszaniu zmysłów. Widzę delikatne mgławice, czuję zapach tulipanów, może konwalii, słyszę jakiś szmerek szumiących gałęzi wierzby, dotykam aksamitnej skóry mojego mężczyzny. Takie chwile są potrzebne. Gdyby w chaosie życia, jego potworności, złych zdarzeń i podłych ludzi, nie istniała chociaż chwila upojenia, zapomnienia, wszyscy skończylibyśmy zamknięci. W sumie wyglądałoby to tak, jak teraz tylko nikt nie bałby się już kryć ze swoim szaleństwem. Bylibyśmy otwarci w swoich intencjach i cywilizacja, płacząc nad naszym upadkiem, zdechłaby w lichości ostatniego tchnienia. Na szczęście mamy sztukę, jej oddech, otaczający tych wrażliwców, którzy na co dzień umierają w zmaganiach istnienia. Mamy siebie, tę jedną osobę, która na zawsze stała się naszym osobistym oswojonym azylem. Mamy nas samych, nasze myśli pełne wszystkiego. I mamy wyobraźnię. Podtrzymującą nasze marne życia w napięciu, w oczekiwaniu na spełnienie, na piękno, na miłość. Karmi nas oszustwem. Ale jest to bardzo słodki pokarm, bez którego nie sądzę żeby egzystencja miała jakiekolwiek znaczenie. Czasami jest kapryśna, czasami chce zniszczyć nasze chore oczekiwania i pogrywa z nami doprowadzając do niezgody danych w naszej głowie. Ale czasami tylko ona jest uzdrowicielem dla naszej uśpionej wewnętrznej siły, tylko ona każe nam wstać i na wpół naćpanej duszy mówi, że ma iść dalej; że ta egzystencja jeszcze się nie kończy. Nie dzisiaj. 



Wreathed by coat of onirism. When I look at this pic I feel sth like that. I'm flying inside hazes of memories, colorful visions. I feel relief, I can be myself inside these clouds of dreams, because they are mine. They feel me and I absorb all uniqueness of them. Although that this pic is painted by Mariola, I feel some connection with it. I feel these colors inside me, inside my organs. The penetrate me in spite of black shade of my soul. Maybe this is the reason of this darkness, my soul absorbs other colors. However I don't feel overloaded by overmuch joy. No, it's calm journey in ephemeral reality. If the pic make me overwhelmed by its optymism, saturation or attempt to infection happiness, I couldn't respect it. But this pic is wonderful. It gives me chance to forgive about human disease which is loss... I'm watching this picture and I'm roving calmly in soft mixing of the senses. I see gentle nebulae, I smell tulips or lily of the valley, I hear some murmur hummig willow branches, I touch soft skin of my man. Similar moments are necessary. If in chaos of life, its monstrosity, bad events and mean people, doesn't exist some moment of intoxication, oblivion, we all will put away. In all it would be like at present day but people won't be scared of their madness. We won't hide our real wrong intentions and civilization will be dead in last breath with many tears. Fortunately we have art, its breath which surrounds these sensitive men, who every day die due to strife of existence. We have ourselves, this only one person, who became our tamed refuge. We have ourselves and our thoughts full of everything. And we have imagination. It keeps our miserable lifes in suspens, in waiting for fulfillment, for beauty, for love. It feeds us by fraud. But this is very sweet aliment and without it I don't think so that existnece would be live. Sometimes imagination is capricious, sometimes it wants to destroy our ill expectations and it tickles with us leading to discord data in ou brain. But sometimes it is our healer for our dreaming inner strenght. Only our imagination commands us to stand up and says to stoned soul that it should do ahead; that this existence not be ended. Not today. 


~~ Kamila Kossowska

środa, 20 kwietnia 2016


Z tym obrazem jest trochę tak jak ze skrzywdzonymi ludźmi. Wysyła mi przekaz, że nie mogę się zbliżyć, bo jest niebezpieczny. Próbuje bronić się przede mną. Wysyła mi jasny komunikat, ze jest silnym tworem, który nie da się zranić. Jest ostry i agresywny. Mówi mi, że wytworzył wokół siebie barierę, która stanowi zagrożenie dla innych.
Widzę wielu ludzi, którzy jak ten obraz, nadają pewien przekaz. Ponieważ sami stali się niegdyś ofiarą cudzej złośliwości, ich zgubnego wypływu, gwałtowności, starają się teraz ochronić przed cierpieniem. Uciekają w formę. Forma ta ma informować, że grozi ci niebezpieczeństwo, bo jesteś takim samym diabłem jak wszyscy inni. Bo też chcesz zniszczenia duszy zranionego. Bo chcesz wyżyć się na człowieku pękniętym w środku. Nie zbliżaj się. Nie ufam ci. Ten obraz to esencja szaleństwa człowieka zamkniętego przed światem, który tłucze się jak nietoperz w klatce swojego umysłu. Nie wie jak żyć. Nie wie z kim. Nie wie, że istnieją ludzie z dobrymi intencjami. Człowiek ten żyje jedynie w swoich urojeniach, upaja się swoim cierpieniem, karmi duszę bólem i strachem przed innymi. Nie ma dla niego uleczenia. I dlatego szamocze się bezradny, dokonuje gwałtu na swej duszy, próbując ją zmienić; próbując wejść w inną formę, która pomogłaby mu ukoić szaleńczą energię wewnętrznego zła. Czy to jest w ogóle możliwe? Zmiana ukształtowanej już bryły? Da się w niej wyrzeźbić delikatne, mało znaczące elementy. Ale co z większą zmianą? Jak zaufać, jak pokochać, jak szanować żywą destrukcję? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Tak samo jak nie znam ulgi dla tych poranionych dusz, buntujących się przeciwko ich wiecznemu zawieszeniu pomiędzy światem własnej imaginacji a rzeczywistości przepełnionej brudem ludzkiego wzajemnego uboju. I chyba dlatego wciąż jestem TYLKO człowiekiem i AŻ człowiekiem.


With this pic is a bit like wronged people. It sends me some message that I can't approach to it, because it's dangerous. It tries to defend itself against me. It sends me bright message that it's a strong creature, which won't let to hurt itself. It's sharp and aggressive. It says that it made barrier around it. This barrier it's danger for others.
I see many people who send me some message like this picture, because they begun vicitm of malice of others, their pernicious influence, violence. Due to it they try to save they against suffering. They run away in some shape. This shape has to inform you that you are the same devil like others and you are in danger. Because you also want to destroy soul of wronged man. Don't bring closer. I don't trust you. This pic is essence of man's madness who is introverted and like bat in cage of his mind. He doesn't now how he can live. He doesn't know with him he can live. He doesn't know that they are people with good intention. This man lives only in his dreams, he gets drunk with his agony, he feeds his soul of pain and fear against other people. There is no cure for him. And this is why he is helpless and he struggles. He rapes his soul, because he tries to change it. He tries to come in the form, which can help him soothe crazy energy of inside evil. It is possible? Change of shaped block? You can sculpt soft insignificant elements. But what with a big change? How is it possible to trust, love, respect living destruction? I don't know the answer to this question. I don't know how is it possible to make alleviation for these wounded souls which rebel against eternal suspense between world of their imagination and the real world full of dirt mutual human slaughter. And maybe this is the reason why I am still ONLY man or a man UP.

P.S. I am really sorry for my English. I know it isn't very good skill...


~~Kamila Kossowska


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Świeże spojrzenie


Nowa osoba w pracowni zawsze oznacza powiew świeżości, nowe pomysły i spojrzenie na moją sztukę z zupełnie innej perspektywy. To bardzo ożywcze doświadczenie. Poznaliście już nową autorkę na blogu, Kamilę. Od niedawna pomaga mi w pracy i dzieli się swoimi spostrzeżeniami na swojej stronie na facebooku: MÓJ DZIEŃ Z MARIOLĄ ŚWIGULSKĄ, gdzie opisuje moje obrazy, a także swoje impresje i doświadczenia, w niezwykle barwny i oryginalny sposób. Często zaskakujący i odkrywczy również dla mnie. Serdecznie zapraszam do obserwowania mojej utalentowanej asystentki!

Mariola Świgulska

czwartek, 14 kwietnia 2016

Beksiński, Baudelaire, Lusia i ja

       Rzeka pełna krwi i wyrastające z niej kawałki ludzkiego ciała. Trochę brutalnie, ale szczerze. Właśnie to widzę. Ten obraz i ja to miłość od pierwszego wejrzenia :-D Bynajmniej nie dlatego, że jestem seryjnym mordercą ze skłonnością do uwielbiania rozczłonkowanego ciała. Po prostu widzę po części wijące się elementy, a takie secesyjne podejście do malarstwa jest jedną z moich ulubionych tendencji. Widzę w tym też trochę Beksińskiego. Może nie są to duże fragmenty. Może nie jest to odbicie lustrzane. Ale widzę go w ostrych barwach różowej krwi i ludzko wyglądających pnączach. Mimo tego koloru, myślę tylko o tym i o marze sennej. Nie jest to koszmar. Ale budzi niepokój. Jakaś mistyczna kraina spowita mgłą, mrokiem, grozą. Ale nie ciemnością. Dla mnie to fascynujące, że Mariola za pomocą tak dziewczęcej barwy ukazała większą grozę niż wykorzystując po prostu odcień czerni czy szarości. Na tym obrazie prawie nie ma ciemnych miejsc! Chyba jednak racją jest to, że malarz powinien uzyskiwać ciemność, korzystając z farb kolorowych, a nie czarnych. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Sama próbowałam parę razy rozwinąć się w rysunku, malarstwie czy tworzeniu pastelami. I zawsze słyszałam, że mam zakaz używania czarnego koloru. Wściekałam się bardzo, bo uważałam, że ten kolor jest niezbędny! Jak bardzo się myliłam. Ale chyba właśnie od tego jest człowiek, aby się mylił, ale i uczył ;-) Te konstrukcje z obrazu są dla mnie dosyć mroczne, ale z drugiej strony może dlatego właśnie są piękne. Niejednokrotnie prostolinijne piękno, stereotypowe, potrafi wydać się brzydkim. Natomiast brzydkie może wydać się pięknym. I nie mówię tutaj o naturalizmie czy turpizmie. Ale coś, co odstaje od ogólnie przyjętego kanonu piękna, jest z reguły lekceważone, jest miałkie. Szukanie niezwykłości w mroku, w śmierci, depresji, bólu, chorobie, przemijaniu czy brudzie może otworzyć zupełnie inne okno na świat. Może pokazać coś, co jest na co dzień niewidoczne! Niewidoczne dla ograniczonego umysłu. I dlatego może też odnajduję się w poezji Charles'a Baudelaire'a. Oczywiście nie wszystko do mnie trafia. Ale np wiersz "Spleen" jest dla mnie cudownym przeżyciem :-) Mimo opisów ubezwłasnowolnienia, mimo pogrzebu duszy, mimo duchowej udręki podmiotu lirycznego i jego ulatującej nadziei, widzę w tym piękno. I dlatego nawet cierpienie czy ostateczny koniec są w życiu potrzebne. Dlatego dzięki umiejętności dostrzegania piękna w samym środku zła, potrafię ten obraz ocenić jako próba ukazania szlachetności i uroku tego, od czego większość ludzi ucieka. Może od strachu, może od bólu a może od śmierci.



       The river full of blood and growing out pieces of human body. A little roughly, but truly. So this is what I see. This pic and me it's love at first sight :-D And it's noway that I'm serial killer who like fragmented body. Just I see some winding elements and this secessionist tendency it's one of my fav. I see also a bit of Beksiński. It isn't very much of pic. And it isn't mirror of his art. But I see him in intensive pink colorsof blood and human-looking creepers. Although this color I think only about it and dream. It isn't nightmare, but it's a little disquieting. Some mistic land wreathed by fog, darkness, awe. But not blackness. It's fascinating that Mariola by means of this girlish color showed more menace if she'll use black or grey colors. On this pic almost there isn't dark places! I think, however, that painter should use only colorful dyes to make black place. I didn't understand this. I tried myself drawing or painting. And i heard that i can't use black dye. I was really angry with this because I thought that this color is necessary! How wrong I was! But maybe man should be mistaken and due to it learn sth. These structures from pic are for me gloomy, but in the other hand maybe due to this they are so beautiful. Often simple, stereotypical beauty can be ugly. And ugliness can be beautiful. And I don't think about naturalism or turpism. But sth, which isn't at the borders of general adopted canons, is often neglected or shallow. Looking for fascination in darkness, death, depression, pain, disease, vanishing or dirt can show sth else, new, unusual. Sth which is invisible. Invisible for narrow-minded people. And maybe this is the reason of why I find myself in poetry of Charles Baudlaire. Of course not everything I like, but for example poem "Spleen" is wonderful ecperience for me :-) Though description of incapacitation, though funeral of soul, though mentally pain of subject and his disappearing hope I see beauty. And this is the reason of utility of suffering and the final end. Due to my skill to see sth beautiful in heart of evil, I can note this pic as attempt showing nobility and charm this, from what most people are escaping. Maybe fear, maybe pain or maybe death.

- Kamila Kossowska

środa, 13 kwietnia 2016

Kurz i pajęczyny


Wspominałam już o tym, że lubię obrazy z wyraźną fakturą. Wspominałam również, że na obrazie, zwłaszcza abstrakcyjnym, można sobie widzieć, co się chce. Albo nawet nic nie widzieć, a i tak będzie dobrze.

Tutaj jest kurz. Przynajmniej moim zdaniem. Grube warstwy kudłatych kotów z kurzu. Pobebłanych i pozlepianych pajęczynami. Widzę też strukturę pleśni, taką mechatą, jak na zbyt długo otwartym jogurcie. I miał węglowy. Generalnie klimat wilgotnej, dawno nie otwieranej piwnicy... I podoba mi się! Choć nie mam pojęcia dlaczego :)

Widzę też muzykę. Drgania i rozchodzące się kręgi, jak w doświadczeniu z figurami Chladniego. Jeśli nie znacie eksperymentu z rezonansem i metalową płytką obejrzyjcie go TUTAJ.  Koniecznie!
Wielka szkoda, że nie tak wyglądają lekcje fizyki w szkołach

Chyba nie do końca jeszcze wiadomo, jak działa w naszych mózgach recepcja i kojarzenie różnych wzrokowych bodźców. Ani dlaczego coś się podoba. 
Dlaczego reakcje na ten sam obraz bywają tak skrajne? Jeśli są na sali eksperci  - jestem szalenie ciekawa, jak to wszystko działa z biologicznego i psychologicznego punktu widzenia. I proszę o komentarz!

Emilia Dadan

poniedziałek, 11 kwietnia 2016


Obraz ten to dla mnie morze. Jego chaos, ale i stałość. Przedstawienie próby zharmonizowania nieopanowanego żywiołu. Mógłby on nasuwać na myśl duszę romantyka w osobie obserwatora, który zachwyca się typowo tym obrazem. Ale nie, nie dla mnie. Dla mnie to właśnie zjawisko kontrolowane. Widzę spienione, wzburzone fale.Widzę czystość. Przejrzystość. Mimo ciemniejszych fragmentów, widzę na tym obrazie odbicie dobra. Nie widzę szaleństwa żywiołu, który byłby dostrzegany w dobie romantyzmu. Wręcz przeciwnie. To wszystko jest usystematyzowane. To wszystko tworzy całość, konkretną i uporządkowaną.
Kolory wzbudzają we mnie zaufanie. Zaufanie i odczucie piękna. Prostego piękna, które dzięki obrazowi nie jest ulotne. To przykre gdy napotykam piękno, które jest krótkotrwałe. Nie mogę go wchłonąć żadnym kawałkiem mnie. Ucieka. Odczuwam lęk. Otaczana jestem przez smutną, szarą otoczkę jaką jest rzeczywistość. Widzę zniszczenie, pustkę, obojętność. Dzięki sztuce czuję się lepiej. Chowam się przed szarością, chowam się przed maskowaniem emocji. Mogę je pielęgnować, żywić je całą sobą bez obawy, że lada moment wszystko umknie w pędzącym zgiełku mdłych wydarzeń.



This picture is for me the sea. His chaos but also his stability. It's performance of trying harmonize uncontrollable element. It can mention that observer has a romantic soul if he adore this pic. But no, not for me. For me it's phenomenon controlled. I see frothed and rough waves. I see cleanliness. Clarity. Though deeper fragments I see reflection of good. I don't see madness of element, which would be seen on epoch of romantic literature and art. Contrary. All is systematized. All is one whole conrete and orderly.
The colours make me confident. Make inside me confidence and feeling beauty. Simple beauty which isn't fleeting thanks to this pic. It's sad that when I meet beauty in my life, it's short. I can't absorb it. It escapes. I feel fear. I am surronding by sad, grey areola which is the reality. I see destruction, emptiness, impassivity. Thanks to art I feel better. I hide from emotions which are masked. I can care about my emotions, feed them without anxiety that all will get away in speeding tumult of inspid events.



~~Kamila Kossowska

piątek, 8 kwietnia 2016


Uwielbiam obrazy tego typu. Uwielbiam szarości. Jak to się dzieje, że czerń i biel są w stanie wyrazić więcej niż nawet najlepiej skomponowane soczyste kolory? Nie rozumiem tego, ale nie muszę. Ważne, że widzę coś, co mi się podoba w głębszym znaczeniu tego sformułowania. Fascynujące jest to, że każdy może widzieć inną rzeczywistość w obrazie. Co ja tutaj widzę? Je ne sais pas. Może rozciągłość wydarzeń. Ich lejącą strukturę. Są takie zdarzenia, które nie są konkretnym punktem w przestrzeni; leją się dniami i rozciągają nie dając nam spać ani funkcjonować. I to chyba nasuwa mi na myśl ten obraz. Mimo wszystko, mimo moich odczuć nawet takie zdarzenia są potrzebne. Wszystko na świecie po coś istnieje, nieprawdaż? :-)


Sorry for my english at first. I want to write posts in english, but you know it isn't very well :-D So, I love paintings like this. I love grey colors. How it is possible that black and white can show more than very intensive good composed colors? I don't understand, but I don't have to. It's important that I see something I like, but like deeper than you think. It's fascinating that everybody can see other reality in picture. What do I see? Je ne sais pas. Maybe stretch of events. Their pouring structure. There are some events which aren't concrete point in space; they flow all days and extend not let us sleep and function. And about this I think when see this pic. In spite of all, in spite of my feelings this kind of events are necessary. Everything on this world live for something, doesn't it? :-)

- Kamila Kossowska

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Inspiracje: Gustav Klimt


"Pocałunek" Klimta to obraz ikoniczny. Zmysłowy, olśniewająco erotyczny, bezkompromisowo dekoracyjny. Secesyjne złote płaszczyzny zadomowiły się we współczesnej kulturze wizualnej, równie mocno co koszulki z Che Guevarą. Reprodukcje na każdą kieszeń, w każdej Ikei lub na stoisku z plakatami w Empiku. Dobrze się sprzedają, bo ciężko przejść obojętnie obok tego, co błyszczy. Zwłaszcza, gdy jest nieprzyzwoite.
W związku z tym, pojawiają się wątpliwości, czy prace Klimta wciąż są w "dobrym guście"czy może bardziej w guście "nowych-ruskich". W końcu cóż może być bardziej kiczowate, niż malowana złotem erotyka?
Treść obrazu Klimta jest jednoznaczna.
Nieprawdopodobny kunszt, nowatorstwo i bogactwo środków malarskich, służy wyłącznie do zilustrowania namiętności. Jednak jego siła oddziaływania zadziwia (zwłaszcza, że żyjemy w kulturze, gdzie nawet reklamy są soft-pornograficzne). Musi chodzić o coś więcej niż o wybujałość formy,  pętelki, pawie oczka, malowanie płatkami złota i anielską twarz ukochanej Emilie. 
Poza seksem mamy tu miłość, uświęcającą parę kochanków złotym nimbem. 
A czy nie w każdej miłości jest trochę kiczu? 
Mariola, zainspirowana "Pocałunkiem", zbliżyła się nieco do form Klimta. Linearyzm, złoto, kompozycja. Współczesna interpretacja dawnego piękna. 
Obraz może być rodzajem hołdu składanego dawnym mistrzom.







Emilia Dadan