piątek, 13 kwietnia 2018

            Czarno - białe obrazy w ogrodzie 

Moje ulubione przezroczystości ,tym razem w kolorze czerni zagościły w super mariażu z czarno-białymi obrazami w ogrodzie na Drwęckiej.Uwielbiam przezroczyste ubrania, dodają poezji każdej stylizacji a długie romantyczne spódnice każdej kobiecie małej czy dorosłej kojarzą się z marzeniami o byciu choć przez chwilę księżniczką czy czarodziejką .



  "Zmysłowe prześwitujące koronki i tiul królowały zarówno na pokazach pret- a- porter, jaki haute couture. Pierwsze skrzypce grały w kolekcjach Dior, Elie Saab i Giambattista Valli. A najlepiej prezentują się w klasycznej czerni - zgodnie przyznali projektanci " - Harper's Bazar styczeń-luty 2018


























                                                       Harper's Bazar-styczeń-luty 2018


                                                                     Harper's Bazar-styczeń-luty 2018






wtorek, 6 marca 2018

Planeta Ziemia -Madera -I wspaniała poetka Marta Pilszczek / Planet earth - Madeira - And wonderfull poet Marta Pilszczek


Poznałam na razie tylko telefonicznie fascynującą istotę- jest to poetka i pisarka, wcześniej pani architekt i projektantka witraży. Zadzwoniła do mnie gdy pokonywałam szlak turystyczny na maderze z Ribeiro Frio  do Porteli. Na początku wyprawy byłam jak zwykle na Maderze oczarowana nieskazitelną czystością, świeżością otaczającej przyrody. Czułam zachwyt mojej skóry wilgotnym i chłodnym powietrzem i delikatnymi mikroskopijnymi kropelkami łagodnego deszczu, którego nie było ale moja spragniona takiego uczucia skóra - chłonęła łapczywie każdą  mikroskopijną kropelkę będącej eliksirem obezwładniającego błogiego szczęścia. I tak trwałam w tym euforycznym stanie ciała i ducha przez najbliższe 9km chłonąc ducha maderskiej przyrody. A propos dla miłośników zwiedzania Madery samemu nie lubiących się w zorganizowanych oczywiście dużo droższych 'lewadach' które proponują liczne biura turystyczne, to na tą lewadę można dojechać z Funchal autobusem do... przejść piękną 11km leadę i wrócić do  Funchal z Parteli z przesiadką w urokliwym miasteczku (w którym też kiedyś trochę pomieszkałam)  Machiko ...Ale dochodząc powoli do Portelli te cudne, delikatne, niewidzialne 'znikąd' kropelki 'niby bryzy niebiańskiej' zamieniły się w strugi deszczu, które spływały po moim przemokniętym jestestwie, moje okulary z niezamontowanymi wycieraczkami nie pomagały mi rozróżnić głębszej kałuży od płytszej... więc brodziłam w moich absolutnie przemakalnych pumach, które wcześniej były piękne czarne z białymi dodatkami a aktualnie zmieniły barwę na kolor rudawej kupy... i tak naprawdę, to w zupełności wyżej rzeczoną kupę przypominały, kolorem, konsystencją nawet klapało się w nich jak w kupie choć na moje szczęście nie klapałam jeszcze w kupie, ale myślę że byłoby podobnie  może tylko  zapachów byłoby cała moc... I tu nagle telefon dzwoni ukryty głęboko  w kieszeni nawilżałej już bardzo. I takie uczucie w mojej głowie, że jak spróbuję odebrać to może  być to moja ostatnia rozmowa, bo telefon przemoknie. Ale ciekawość zwyciężyła... i... tu... o dziwo... cud. W chwili wyjęcia telefonu z przemoczonej, przepastnej na szczęście dla telefonu, bo nie zamókł... przestało lać... Później dowiedziałam się, że to intrygująca istota, która do mnie zadzwoniła kocha PLANETĘ ZIEMIĘ i ma z NIĄ niezwykłe kontakty. Czy to dlatego PLANETA na chwilę zamilkła... bo to była dla NIEJ ważna rozmowa. Kocham piękne bajki i baśnie gdzie dobro i miłość zwyciężają i ogarniają baśniowy świat. Kocham opowieści o dobrych wróżkach leśnych duchach gór o stwarzaniu myślą światów. Kocham metafizyczne przekazy dobra i miłości, które tak często dostaje drepczące moimi licznymi szlakami gdzie dostaję tak wiele dobra może z odrobiną delikatnych emocji jeśli dzień zbliża się ku końcowi a ja jeszcze nie dotarłam do celu. Wierzę, bo sama doświadczyłam  działania ' Sekretu' Rhoundy Byrne... więc nie dziwią mnie kontakty nieoczywiste na przykład kobiety z planetą co tym razem usłyszałam przez telefon od fascynujący kobiety, której głos brzmiał jak radosnej nastolatki... a kobieta ta, poetka, pisarka jutro miała  skończyć 70lat i mój obraz 'Srebrzysty glob miał być prezentem na 70 urodziny od jej ukochanego męża i jednocześnie odkładką do przepięknej choć jeszcze przeze mnie nie przeczytanej... ale streszczonej w kilkunastu przejmujących zdaniach przez pisarkę opowieści o TEJ po KTÓREJ STĄPAM I KTÓREJ DOŚWIADCZAM KAŻDEGO DNIA. KOBIETA I PLANETA... któż bardziej potrafi zrozumieć ból narodzin,powstawania, przeobrażania się ból i radość istnienia. Pisarka doznała czegoś w rodzaju objawienia, misji napisania odysei powstania, istnienia kataklizmów do których przyczynia się człowiek zamieszkujący ten boski twór i radość i cierpienia boskiego bytu - PLANETY ZIEMI. Nie czytałam ale idea i takie same wibracje które usłyszałam przez telefon - zaczarowały tamten dzień... a ta naprawdę ZACZAROWAŁY całe moje życie, bo już zawsze każde stąpnięcie po boskiej PLANECIE ZIEMI będzie dla mnie prawdziwym błogosławieństwem... i z jeszcze większym namaszczeniem będę wypowiadała stąpając po TOBIE - KOCHAM CIĘ!!!






















SO VINCENTE
Moje ukochane miejsce na maderze to oprócz stolicy Funchal którą uwielbiam to eypel so vincente. Kursują autobusy 113 do Baja de Abra. Jak głosi legenda to właśnie do tego miejsca po raz pierwszy przypłynął odkrywca Madery... którego piękny pomnik stoi na głównej ulicy w Funchal na przeciwko katedry. Podobnież odkrywcy bali się Madery bo złowieszczo wyglądała skalista wyspa we mgle. Mgły na tej wyspie są czystym zjawiskiem ze względu na lasy wawrzynowe sprawdzić czy nie laurowe. Nie dziwię się odkrywcom. We mnie pomimo ogromnej miłości  do tego przepięknego cypla ze wspaniałym szlakiem prowadzącym przez najpiękniejsze punkty widokowe- również raz poczułam grozę i potęgę żywiołów. Pogoda na Maderze jest bardzo zmienna. Przed południem może grzać palące słoneczko a za parę godzin może być olbrzymia ulewa. Tak było i tym pamiętnym razem ale do dość dużego deszczu doszedł jeszcze porywisty wiatr. No i poczułam co to znaczy szalejący żywioł na spacerowych łagodnych szlakach na cyplu So Lorena chyba siedem razy  próbowałam zdobyć łagodną górę i za każdym razem wiatr 'powalił' mnie na skałę o parę kroków niżej. Było mi wstyd bo niektórzy wytrawni turyści pięli się do przodu więc się nie poddawałam i próbowałam siedmiokrotnie. Podejrzewałam, że byłam za lekka, żeby stawić jakikolwiek opór dla szalejącego wiatru. Sponiewierana żywiołem wróciłam do Funchal  oczywiście następnego dnia pojechałam do tego magicznego miejsca chłonąc magię, czyste powietrze, historię i przede wszystkim wszech panujące i wszech przytłaczające - PIĘKNO