środa, 25 listopada 2015

Droga ku szczęściu


Przeżyłam największy koszmar mojego życia. 18 lat nie spałam, byłam jak żywy trup. Dziś uwielbiam życie. Tak powstawały moje piękne obrazy i projekty, i w takim stanie wychowywałam ukochaną córeczkę. Dzięki temu co przeszłam, wiem, że wszystko jest w tym życiu możliwe.
Moja historia naznaczona jest piętnem choroby, która zabijała każdej nocy i każdego dnia, a jednak dała się przeżyć. Nauczyłam się jednak afirmacji życia we wszystkich jego odcieniach. Celebruję chwile, kiedy jestem wesoła, zabawna, troszkę rubaszna. Zdarzają się także te smutne i melancholijne. Różne.
Gdy wyjeżdżam często chcę nadrobić stracony czas i delektować się życiem. Cały czas uczę się bycia szczęśliwą. Tu i teraz. Wiem, że jutro będę jeszcze szczęśliwsza.
Kiedyś pozwalałam, by targały mną emocje. Teraz wiem, że jedynym i najważniejszym celem i powołaniem w życiu każdego człowieka, każdej żywej istoty na tym świecie, jest bycie szczęśliwym w każdym momencie naszego istnienia.
Skąd jednak mamy znać takie proste „przepisy na życie”, jeśli nikt nas tego nie nauczył? Tyle lat, najpiękniejszych, marnujemy w szkole, na nauce zupełnie niepotrzebnych rzeczy, które zaśmiecają nam umysł, a nie uczą nas podstawowych, prostych praw, dzięki którym moglibyśmy sprawić, że życie będzie piękniejsze i radośniejsze, a dla co niektórych, cierpiących na straszne choroby, znośniejsze do przeżycia. 
Po wszystkich złych rzeczach, które przeszłam, wiem jak bardzo ważna jest iskierka nadziei, że „jutro będzie lepiej”. I wciąż tak wiele chcę przekazać światu, tak wiele ofiarować i czerpać szczęście garściami. Życie jest rewelacją. 

Mariola Świgulska

piątek, 20 listopada 2015

Portrety


Portrety autorstwa Lusi są niezwykle dekoracyjne. Twarze modelek są wymodelowane niezwykle subtelnie; miękkie linie i plamy nadają im anielskiego wyrazu. Równie istotnym etapem pracy jest wykańczanie tła. Po przeniesieniu rysów modelki na płótno, Lusia koncentruje się na odpowiedniej oprawie. Wprowadza postać do swojego malarskiego świata. Twarz portretowanej osoby zwykle otaczają abstrakcyjne mozaikowe wzory, motywy roślinne, tętniący życiem świat "zewnętrzny", który otula postać, umiejscawia ją w przestrzeni, otacza ciepłym światłem i subtelnym pięknem przyrody.
Każda z portretowanych osób jest indywidualnością, dlatego każdy obraz jest zupełnie inny - linia, balans światła i cienia, dekoracje - wszystko to skomponowane jest ze swoistą aurą, wizerunkiem danej postaci. Unikalny kontakt między model, a artystką owocuje niepowtarzalnymi obrazami, na których uchwycony w czasie zostaje nie tylko wygląd zewnętrzny, ale też cała gama impresji składająca się na "wrażenie" danej osoby.
Taki portret może być cudowną pamiątką lub pięknym prezentem. 
Niezwykle trudno jest uzyskać podobny efekt, siadając naprzeciwko "seryjnego" portrecisty na dowolnym starym rynku, dowolnego miasta.  
By dostrzec prawdziwe piękno potrzeba więzi


Emilia Dadan

wtorek, 10 listopada 2015

I ciągle tęskniłam...


I ryczałam i krzyczałam
i chciałam i myślałam
i piłam i drwiłam
i marzyłam i śniłam 
i ciągle tęskniłam...
Lecz pustka do mnie przybyła,
w sumie już wcześniej była.
O nic nie chce walczyć,
pozostaje obojętność niańczyć.

Anastazja

Dziecko ziemi


Kiedyś, stojąc na brzegu o Tobie myślałam,
w dół spoglądałam oraz ciągle płakałam.
Słuchając ptaków, cały czas patrząc na morze,
modliłam się w duchu i mówiłam: Boże!
czemuś mu pozwolił zranić me biedne serce,
które zostało poddane straszliwej męce?!
Tylko dla niego, tego jedynego biło,
powiedział jedno słowo, które mnie zraniło.
To wystarczyło, żeby wszystko się skończyło... 

Anastazja

Melancholia



Myśli me rozchwiane,
a marzenia rozwiane.
Nastrój melancholijny,
stan umysłu - utopijny.

Anastazja

czwartek, 5 listopada 2015

Za rękę z wewnętrznym dzieciakiem


"Każde dziecko jest artystą. Wyzwaniem jest pozostać artystą, kiedy się dorośnie." 
– Pablo Picasso

Lusia żachnęła się i roześmiała, kiedy spytałam wprost, o jej wiek. To nie ma żadnego znaczenia, to nie ma wpływu na nic. Zwłaszcza, jeśli przez całe życie pozostaje się trochę dzieciakiem. I nie chodzi bynajmniej o niedojrzałość - raczej o nieustanną zdolność zadziwiania się i zachwycania światem, o umiejętność beztroskiej zabawy, o tworzenie trwałych przyjaźni z ludźmi młodszymi o dwadzieścia parę lat. To właśnie ten przypadek.
Chodzi także o pewną wyrozumiałość wobec siebie i innych - o wrażliwość i zdolność opiekowania się "wewnętrznymi dziećmi", które, mimo upływu czasu, w nas zostają. 
Lusia je zauważa. Dzieci z niedosytem miłości, głodem uwagi, trochę bezbronne, trochę bezradne. Nawet u tych, którzy dorastali w atmosferze troski i uznania... Bo przecież nie ma tak całkiem dobrych domów, ani tak całkiem szczęśliwych rodzin. 
Efekt? Rzadko słyszę tyle komplementów, co w pracy :)
Równie ważne, by umieć opiekować się sobą. W przypadku Marioli - to nieustanny wysiłek, codzienne poszukiwania. Setki wykładów o motywacji, książki, terapie (tradycyjne, alternatywne i te zupełnie odjechane), które mają załagodzić "ból istnienia", ukoić delikatny organizm i pomóc zasnąć (Lusia cierpi na bezsenność niemal od dwudziestu lat).
Aby tworzyć trzeba nieustannie pozostawać w kontakcie ze swoimi emocjami. Z różnymi poziomami percepcji, z różnymi warstwami świadomości (czy aby na pewno świadomość ma warstwy? Mam nadzieję, że jakiś fachowiec-freudysta w razie czego mnie poprawi), szukać równowagi. Pomiędzy rozpaczami, a zabawą, adrenaliną i rozsądkiem, i tak dalej... Umieć poruszać swoje nastroje, jak wahadło, wpadać w wir życia, wydarzeń, a później (by pozostać na siłach emocjonalnie) w porę się zatrzymać. Mieć się czego złapać. Wziąć za rękę wewnętrznego, rozhisteryzowanego dzieciaka i zabrać go na kakao.

  
Emilia Dadan