czwartek, 10 sierpnia 2017

BEKSIŃSKI... ciąg dalszy

Kiedyś... za czasów studenckich kiedy mieszkaliśmy z mężem w akademiku politechniki Łódzkiej na 8 piętrze w pokoju chyba 511, pod moim pokojem mieszkali nasi znajomi kolega z żoną i z dzieckiem. Śmieszne, bo kolega ten był tak wierny kolegą że czekał kilka godzin wypatrując kiedy wrócimy z Pabianic i potrafił tak czekać do 3 w nocy... i ledwo weszliśmy do pokoju zmęczeni od razu pukał szczęśliwy, że przyjechaliśmy. I GADALIŚMY...a tak naprawdę to głównie czekał na mnie, chyba się trochę we mnie podkochiwał. Często tak było, że jakiś kolega pukał... Zobaczył samego Radka, który wtedy nie był jeszcze takim gaduą... pytał... jest Mariola ?... acha... to ja przyjdę później. Uwielbiał u nas przesiadywać... Kiedyś w gości do akademika przyjechał mój brat i właśnie w 'gości' przyszedł nasz inny kolega,... I mój brat chciał być miły... i zabawiał rozmową naszego kolegę... mineło parę godzin... a mój brat nadal 'zabawiał rozmową' naszego kolegę... i już minęło wiele godzin... i mój brat był już na skraju wyczerpania, głos mu się załamywał z przegadania... i w końcu Sławek wstał i wyszedł... no to narazie... mój brat padł nieżywy na łóżko - powiedział 'co to za namol, myślałem że już nigdy nie pójdzie'... Takie tam czasy życia w akademiku... kawał naszej historii... Ale wracając do mistrza Beksińskiego... to żona tego kolegi, który mieszkał pod nami... i tu wspomnę że oboje bardzo się cieszyli kiedy to siedzieliśmy do późna w nocy i hałasowaliśmy im jeżdżąc krzesłami na kółkach nie najlepszej jakości które bardzo hałasowały. Oni cieszyli się bardzo słysząc te hałasy... O Świgulscy pracują!!! lubili nas bardzo.... Ale teraz to już naprawdę wracając do mistrza Beksińskiego... to żona tego kolegi... postanowiła napisać artykuł o nas, zafascynowana naszą twórczością projektową i malarską... i długo rozmawialiśmy... i opowiadaliśmy też o Beksińskim... i ona postanowiła napisać list do samego mistrza. Z pytaniami czy może podpowiedzieć, co zrobić, od czego zacząć żeby młodzi artyści wtedy chodziło głównie o Radka bo miał już wtedy duży dorobek malarski i ona chyba była głównie zafascynowana postacią Radka... żeby poradził jako najbardziej znany polski malarz.... i przybiegła do nas kiedyś rozentuzjowana...




ODPISAŁ!!! I czytała... odpisał na kilka stron, zwyczajnie, z jakimiś błędami... bez 'zadęcia'... szkoda że nie zrobiliśmy sobie kopi tego listu bo byłaby pamiątka już teraz historyczna... że zechciał, jakimś tam studentom odpisać, że znalazł czas i chciało mu się...Pisał, że on nie wie co poradzić... on nie robił nic więcej... po prostu malował. Pisał jak pracował w jakimś socalistycznym zakładzie i kradł plakaty malowane na płótnie jakieś propagandowe już nie potrzebne... i zamalowywał je...i na tych płótnach malował swoje obrazy... niestety nie wiele pamiętam, ale list był ciepły, szczery, od kogoś zwyczajnego, miłego, i normalnego. Na pewno sława nie zaszkodziła jemu na normalność.
...A tu leci 'ruskaja' muzyczka ... na mojej ulubionej plaży w Budwie, bo sąsiedzi obok 'zapodają' bo jak ty mnie zabudziesz (zapomnisz) to i tiebie zabudu... tu jest rosyjska kraina wypoczywanie - więc cieszę się i chłonę ruskji język zafascynowana że w większości rozumiem... historie... ktoś się pojawia na tej planecie... 'namiesza'... i znika









Przez długi czas po tragicznej śmierci Beksińskiego miałam takie złe wizje, że nam może przydarzyć się podobnie też od wielu lat mieliśmy kogoś, kto przez wiele lat zajmował się pracami przygotowawczymi przy obrazach, zajmował się ogrodem i remontami. Skądinnąd bardzo kontrowersyjny człowiek i bardzo wiele nacierpiałam przez wiele lat znosząc jego bardzo uciążliwe towarzystwo. Ma on dzieci córkę i syna i dzieci te wychowywały się z moją córeczką. Próbowałam zapewnić im namiastkę szczęścia kiedy przebywały w moim domu, bo niestety ojciec nie spełniał się pod żadnym względem... więc sytuacja podobna do tej, która spotkała rodzinę Beksińskich... To były takie 'czarne' wizje po tym tragicznym wydarzeniu, teraz już tak nie myślę... Myślę że dobro dane kumuś, przyciąga jeszcze więcej dobra dającemu...

Zdzisław Beksiński został zamordowany w swoim mieszkaniu w Warszawie przy ulicy Sonaty 6/314[5] w nocy z 21 na 22 lutego 2005 roku, na kilka dni przed swymi 76. urodzinami. Pogrzeb Zdzisława Beksińskiego odbył się 8 marca 2005 roku
Zabójcą okazał się Robert K.[37], liczący wówczas 19 lat mieszkaniec Wołomina. On sam, jego ojciec, matka i siostry od lat pracowali dla artysty, zajmując się dokonywaniem drobnych napraw i sprzątaniem. Motywem morderstwa miało być to, że Beksiński odmówił udzielenia pożyczki sprawcy. Zabójca zadał malarzowi siedemnaście pchnięć nożem[38], po czym razem ze swoim 16-letnim kuzynem wyniósł ciało na balkon i usiłował zatrzeć ślady        -wikipedia

I bardzo długo zastanawiałam się, czy Beksiński nie wymalował sobie swego tragicznego życia. Piszę 'tragicznego' bo dla wielkości z nas ludzi największym szczęściem na tej planecie są dzieci i ich szczęście. Kiedy dziecku 'nie wiedzie się' to już jest przyczyna do zamartwiania się rodziców, kiedy umiera to wielki smutek pada na całą rodzinę, a kiedy popełnia samobójstwo... to 'czarna rozpacz' zamienia życie w egzystencję z przymusu. Rhonda Byrne w książce sekret opisuje historię producenta filmowego który wymalował sobie SZCZĘŚCIE

 




Ponure cmentarzyska Krzyże, jakby rozkładające się ciała... porozrzucane czaszki... Nikt tego nie wie na pewno może oprucz R. Byrne... Czy twórczość... bo to co malował Beksiński jest mimo swej straszność... piękne... tajemnicze... namalowane doskonałe jesli chodzi o warsztat mistrza. Malarstwo Beksińskiego miało i ma tysiące wielbicieli w Polsce i na świecie. Jego malarstwo w czasie kiedy żył dawało mu oprócz satysfakcji również źródło utrzymania dla jego i jego rodziny... Więc co... jeśli posiadałby w tamtym czasie wiedzę 'sekretu' siły przyciągania... to powinienbył wyprzeć... to co mu w duszy grało? I zacząć malować radosne widoczki, kwiatki, łączki, radość, szczęście??? i czy wtedy jego syn żyłby szczęśliwy z żoną i gromadką dzieciaków, a on sam delektowałby się życiem w domku z bajecznym ogródkiem??? Czy istnieje prawo KARMY i karma musi się wypełnić bo po to przybylismy na tą planetę, żeby zrealizować PLAN DUSZY  i prawo przyciągania, pozytywne myslenie, nie jest w stanie PLANU zmienić... I czy w mojej duszy jest tylko radośc, szczęście i miłość do życia... Maluję raczej 'optymistyczne' obrazy sławiąc piękno przyrody ekscytując się magią kwiatów i niezliczonymi konfiguracjami kolorystycznymi w moich abstrakcjach... Ale często klienci, znajomi... mówią, że te obrazy mają MOJĄ MELANCHOLIĘ ciągłe PRZEMYŚLENIA nad sensem egzystencji na tym świecie, trochę przenika je ezoteryka. Myślę, że mimo że tak bardzo wiele przecierpiałam i nadal cierpię...to i tak moja dusza jest RADOSNA choć często rozpacza i płacze... piszę ten tekst dzisiaj na plaży na wyspie św Stefana w Budwie ... i oczarowana jestem po raz setny pewnie... rozbryzgającymi się falami o kamienistą plażę.... i słońce zaszło.... i już tak nie pali...                   

Kilka obrazów mojej twórczości nawiązujący do tematyki



wtorek, 8 sierpnia 2017

Zdzisław Beksiński idol naszej młodości...

Kiedy ja, mój mąż, koledzy rozmawiailiśmy o Beksińskim... to pojawiała się MAGIA. Ciężko 'tknąć' świętość... szczególnie że opóścił naszą planetę w tak tragiczny sposób. Dlatego tak długo zbierałam się, żeby napisać parę słów o moim idolu, a nawet bardziej o idolu mojego męża ZDZISŁAWIE BEKSIŃSKIM o idolu naszej młodości... Był jeszcze jeden Beksiński, który wywarł na nasze w szczególności studenckie życie duży wpływ i dał ogromną przyjemność podczas nieprzespanych nocy w akademiku podczas 'ślęczenia' nad projektami... prowadził audycje radiowe z dobrą muzyką równie znana postać naszej epoki syn Zdzisława Beksińskiego... Tomasz... w latach 80 były w Polsce prawie pielgrzymki, żeby obejrzeć wystawy malarstwa Zdzisława Beksińskiego. Sama byłam na takiej wystawie i oprócz ogromnej przyjemności oglądania oryginałów...miałam niesamowite szczęście, bo akurat Zdzisław Beksiński wraz z żoną w tym momencie byli na wystawie. Spokojny, dystyngowany nie narzucający  się swą osobowością... chyba zadowolony... ale bez euforii... Ja jak mam wystawę lub wersnisaż swojej twórczości... to wychodzę z siebie, gadam, tłumaczę, ekscytuje się... a on, stanął z boku z żoną... i nie był gwiazdą... ja poznałam go ze zdjęć... ale nie otaczał go krąg wiwatujących fanów...to nie te czasy... a może... to prawdziwa 'klasa' a może taka osobowość dość zamknięta w sobie introwertyczna... nie wiem...




Obraz powstał zupełnie nieświadomie, ale jednak w mojej podświadomości tkwią dość mroczne wizje rodem z twórczości Z.Beksińskiego.



Senne Katedry 100cm x 60cm


Kontynuacja w następnym wpisie...

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Abstrakcja / Abstract

Absolutna radość tworzenia. Dająca poczucie wolności, pozwalająca uwolnić tkwiące głęboko w duszy fantazje. Gra kolorów, taniec plam i linii wprowadza w krainę sztuki.
Nie wiem czy Pollock którym się tak zachwycam i inspiruję miał również tak ogromną radość tworzenia kiedy powstały jego zachwycająca dzieła. Mam nadzieję że tak...




















 

…Pollock – coś z życia (kilka faktów)…
Jakcson urodził się w 1912 w Wyoming, w jednym z małych amerykańskich miasteczek. Skończył szkołę artystyczną i w latach 30-ych, przeniósł się do NY. Od najmłodszych lat przejawiał skłonność do ryzyka, ale i tworzenia. Taki Cowbay z pędzlem, chyba najlepiej oddaje jego charakterystykę. W Polsce byłby ‚kozakiem’, lubił się popisywać  i nie stronił od mocnych trunków. Lubił też szybką jazdę, co przyczyniło się niestety do jego przedwczesnej śmierci – zginął w wypadku samochodowym w wieku 44 lat. Ten ‚dziki’ temperament (i bezkompromisowość), połączone z gwałtowną i skrytą naturą  chłopaka z małego miasta, biją z jego obrazów. Chociaż zakończę wyświechtanym frazesem, dobrze oddaje on żywioł  dzieł Pollocka:


 Chociaż w Ameryce posiadanie w nazwisku słowa Jackson’ to jak połowa sukcesu, to jednak niczego nie gwarantuje. Młody, nieznany nikomu Jackson P. podróżując po kraju ze swymi rodzicami (to wtedy zafascynował się indiańskimi wierzeniami i kulturą)  snuł (nie)śmiałe plany o karierze malarza? Być może… Nie wiedział jednak, że po premierze jego płótna w 1943 r. w Muzeum Guggenheim’a, stanie się symbolem nowej amerykańskiej sztuki, która zdawała się znaleźć własną  drogę, wolną od europejskich wzorców. Swymi abstrakcyjnymi, gęstymi od nieregularnych serpentyn obrazami, Pollock przecierał szlak malarstwu znanemu później pod nazwą: action painting

Jackson Pollock plasuje się wśród najbardziej znanych abstrakcjonistów takich jak:  

Willem de Koonig, Wassily Kandinsky,  Francis Picabia

 


A11 50x100cm


A12 40x70cm

Radość tworzenia 50x100cm

środa, 2 sierpnia 2017

FIND ART

ms i ms2
Wystawa będzie czynna do 27 sierpnia 2017r
Zachęcamy do obejrzenia :)






















Kilka moich obrazów o podobnej tematyce :)