Posty

Wyświetlam posty z etykietą Madeira

A może kiedyś będę malarką?

Obraz
Fot. Vanessa Eslain Miałam taką dziwną wizję. Byłam 11 - 12 letnią dziewczynką i szłam cudną aleją przepełnioną rozdygotanym światłem w złotawych kolorach zachodzącego słońca.  Nie pamiętam nazwy miejscowości, myślę, że były to jakieś kolonie, na które prawie co roku wyjeżdżałam dofinansowywane przez zakład pracy mojego ojca... I SZŁAM SOBIE TĄ BAJKOWĄ ALEJĄ... I wypełniało mnie poczucie nieskończonego piękna i wiążąca się z nim wszechogarniająca radość... I pomyślałam wtedy... Zupełnie bezpodstawnie... Bo przecież mała dziewczynka, z małej wsi, zajmująca się trojgiem młodszego rodzeństwa, królikami, które ojciec hodował i którym trzeba było "narwać" pożywienia i opiekująca się ogródkiem warzywnym latem co nie było łatwe bo podlewać było trzeba wodą ze studni i przelewać w konewkę... I nikt nie myślał o rozwijaniu w dziewczynce jakiejkolwiek pasji... I pomyślałam wypełniona uśmiechem wewnętrznym - A MOŻE KIEDYŚ BĘDĘ MALARKĄ? - tak zupełnie znikąd... Taka dziwna w...

Tego dnia Emily była trochę smutna...

Obraz
Fot. Vanessa Eslain Tego dnia Emily była trochę smutna, trochę wesoła, trochę melancholijna, jak to często bywało u kontemplującej zmiany nastroju, nigdy niedojrzałej emocjonalnie kobiety. Emily rozgląda się wokół zadziwiając się światem... W końcu... Po to przybyła na tą dziwną, pełną bólu i szczęścia planetę, zaskakująco straszną i przerażającą, i powalająco uszczęśliwiającą. Przybyła tu aby "doznawać" choć nie była świadoma, że "doznania" te mogą sprawiać tak wiele, tak niewyobrażalnego dla przybysza z krainy odwiecznej harmonii - bólu. Nie wiedziała co to znaczy ból. W jej krainie nikt nie cierpiał. Czasami tylko słyszała od podróżujących, powracających że jest taka planeta - nazywano ją planetą skrajności, gdzie "podróżujący" doświadczali skrajnych doznań.  Gdzie istoty zamieszkujące tą dziwną planetę posiadają ciało. I to ciało jest źródłem wszech doznań począwszy od zachwytu i ekstazy skończywszy na bezgranicznym, ogarniającym każdą komórkę...

Przemyślenia w podróży - Madera

Obraz
  Madera, Funchal, hotel Dorisol Mimosa - listopad 2016r. Siedzę sobie w pięknym pokoju przy okrągłym, ekskluzywnym stoliku  na ekskluzywnym krześle z pięknym widokiem na ocean i wzgórza okolic Funchal...  I trochę zazdroszczę gołębiom, które smakowicie wyjadają okruszki ciasta zaserwowanego przeze mnie. Są dość nieustraszone a ja zajadam niby Szarlotkę  upieczoną własnoręcznie tuż przed wylotem na Maderę i myślę, że gołąbki nie omieszkały podjąć próby ataku na moją Szarlotkę. Także po wypieczeniu niby Szarlotka smakowała wyśmienicie, teraz trochę mniej ale i tak jestem szczęśliwa, że ją mam i mogę podjadać bezpośrednio z mało ekskluzywnej biedronkowej reklamówki, w którą w pędzie (bo miałam jak zwykle za mało czasu na pakowanie) wrzuciłam mój mało ekskluzywnie wyglądający wypiek, ale bardzo szczęśliwa, że go dokonałam. Teraz delektuję się wymarzonym ciastem.  Gołębie - symbol szczęścia i miłości   W przepięknej sce...

Madera, czyli Malarstwo, Pasja i Euforia!

Obraz
Lot na Maderę, fot. archiwum prywatne Lot na Maderę, fot. archiwum prywatne Lot na Maderę, fot. archiwum prywatne Pokochałam loty samolotem. Oczywiście zawsze trochę się boję, czy oby tym razem dolecę do miejsca tam gdzie zmierzam…, Ale wytłumaczyłam sobie, że ewentualna śmierć w katastrofie lotniczej jest bardzo szybka i zawsze mam trochę alkoholu ze sobą w plecaku, żeby „w razie czego” znieczulić trochę tę ewentualną ewentualność. Teraz właśnie kupiłam sobie piwko i kanapkę i delektuję się podróżą, choć jak zwykle przez moje niezorganizowanie i pragnienie doświadczania jak najwięcej przyjemności… no i stres towarzyszący konieczności pakowania… i problemy ze snem, które w idealnych warunkach, niestety ciągle mi towarzyszą… a w sytuacjach stresowych… niestety mój mózg jest przestraszony, że nie podoła nagle działać i zaraz potem wyciszać się i zasnąć tak, aby dać mojemu ciału wypoczynek i regenerację … nie szkodzi….    Lot na M...