poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Inspiracje: Gustav Klimt


"Pocałunek" Klimta to obraz ikoniczny. Zmysłowy, olśniewająco erotyczny, bezkompromisowo dekoracyjny. Secesyjne złote płaszczyzny zadomowiły się we współczesnej kulturze wizualnej, równie mocno co koszulki z Che Guevarą. Reprodukcje na każdą kieszeń, w każdej Ikei lub na stoisku z plakatami w Empiku. Dobrze się sprzedają, bo ciężko przejść obojętnie obok tego, co błyszczy. Zwłaszcza, gdy jest nieprzyzwoite.
W związku z tym, pojawiają się wątpliwości, czy prace Klimta wciąż są w "dobrym guście"czy może bardziej w guście "nowych-ruskich". W końcu cóż może być bardziej kiczowate, niż malowana złotem erotyka?
Treść obrazu Klimta jest jednoznaczna.
Nieprawdopodobny kunszt, nowatorstwo i bogactwo środków malarskich, służy wyłącznie do zilustrowania namiętności. Jednak jego siła oddziaływania zadziwia (zwłaszcza, że żyjemy w kulturze, gdzie nawet reklamy są soft-pornograficzne). Musi chodzić o coś więcej niż o wybujałość formy,  pętelki, pawie oczka, malowanie płatkami złota i anielską twarz ukochanej Emilie. 
Poza seksem mamy tu miłość, uświęcającą parę kochanków złotym nimbem. 
A czy nie w każdej miłości jest trochę kiczu? 
Mariola, zainspirowana "Pocałunkiem", zbliżyła się nieco do form Klimta. Linearyzm, złoto, kompozycja. Współczesna interpretacja dawnego piękna. 
Obraz może być rodzajem hołdu składanego dawnym mistrzom.







Emilia Dadan
Prześlij komentarz