Ten obraz jest dla mnie uosobieniem przeszłości, która choć zatarta bywa przez upływ czasu i wydarzenia dnia dzisiejszego, i tak potrafi wiązać naszą uwagę z emocjami i skupiać ją na wspomnieniach. Eter zjawisk przeszłych tak bardzo potrafi oddziaływać na życie obecne, że choć stało się to dawno, strzępy fal umysłu tamtej epoki absorbują nas teraz. Na obrazie widzę właśnie te fale, wdzierające się we mnie dzisiaj, w teraźniejszości próbując namieszać swoją siłą. I choć bywają piękne, mają też swoje ciemniejsze oblicza. Wszystko, co wydarzyło się kiedyś, umrze w mojej głowie. Wiem o tym. Być może za kilka lat ani moja świadomość, ani jej matka podświadomość nie będą pamiętały moich wzlotów i upadków z dzieciństwa, okresu dojrzewania, dojrzałości, czy zmierzchu życia. Ale teraz, gdy umysł poszukuje upragnionej ciszy i równowagi, mącą one moją wewnętrzną harmonię. Dlaczego? Być może sama przypisałam niektórym wydarzeniom ważność i odczuwałam je za bardzo aż do tego stopni...