czwartek, 29 grudnia 2016

Zaha Hadid, czyli Muza mojej córki (genialnej Polskiej Zahy Hadid) Vanessy Świgulskiej



Źródło
  

 Zaha Hadid - inspiruje

„Zaha Hadid” - myślę, że każdy architekt, który zetknął się z twórczością Zahy Hadid – a tak naprawdę nie jest to możliwe nie poznać jej fascynujących dokonań, zarówno tych, które pozostały tylko projektami jak i absolutnie powalających największych ignorantów, zadufanych w sobie konserwatystów, którzy uważają, że architektura powinna się „wpasowywać” w już istniejącą – to znaczy broń boże nie można wychylić się poza szereg – genialnych realizacji. 


Zaha Hadid:

Zielona architektura,

Moja muza,

Muza mojego męża,

Muza mojej genialnej Polskiej, Zahy Hadid – Vanessy Świgulskiej – mojej ukochanej córeczki,

Muza i niedościgniony ideał architektów XX i XXI wieku i myślę, że niepoliczonej rzeszy nienarodzonych jeszcze przyszłych architektów.



Tym bardziej Zaha Hadid jest fenomenalnym zjawiskiem na miarę architektury światowej, że urodziła się kobietą, co znacznie utrudnia karierę w każdej dziedzinie a niestety architektura od wieków zdominowana była przez mężczyzn.

Źródło


Kobiety i architektura - własne doświadczenia

…Tu anegdota z mojej skromnej kariery architekta. Zaprojektowałam wnętrza wspólnie z moim mężem, ale akurat pokój dwukondygnacyjny dzienny wraz z kominkiem utrzymany w niebanalnym duchu rzeźbiarsko postmodernistycznym (określany w łódzkich kręgach architektów Świgulszczyzną) z powyginanymi, zmieniającymi, co chwila kąty wychylenia, pochylonymi w różnych płaszczyznach ścianami (a propos akurat nie byłam oczarowana tym moim dokonaniem, a w większości przypadków jednak byłam). Pani inwestorka skądinąd fascynująca kobieta – otwarta na niekonwencjonalnie poetyckie podejście do architektury, osoba światła, pełna uroku, pani profesor doskonała, wiedziała, kto zaprojektował, którą część jej rezydencji.



…Zwróciła się z DUMĄ i UWIELBIENIEM W STRONĘ MOJEGO MĘŻA, JAKBY W OGÓLE MNIE NIE ZAUWAŻAJĄC.

Źródło


…Cytat: „jak to przepięknie zaprojektowałeś RADKU!!!!” a Radek tym razem, bo czasami zapominał, że ja „coś” zaprojektowałam i świadomie i nieświadomie zadufany w sobie MISTRZ – udawał, że stworzył wszystko SAM, ale tym razem ze stoickim zadowoleniem mówi, „ale to Lusia akurat zaprojektowała Twój pokój dzienny”, ale nasza klientka zdawała się zignorować to NIEWŁAŚCIWE WTRĄCENIE.... I z JESZCZE INTENSYWNIEJSZYM UWIELBIENIEM, jeszcze donośniej podkreśliła „RADKU JESTEŚ PRAWDZIWYM LEONARDO JAK WSPANIALE ZAPROJEKTOWAŁEŚ MÓJ POKÓJ DZIENNY!!!” po czym Radek po raz kolejny powtórzył, „ale to Lusia akurat zaprojektowała pokój”... na co nasza klientka „no, często kobiety przy sławnych mężach były taką SZARĄ EMINENCJĄ” i zerknęła na mnie szarym, niewdzięcznym wzrokiem, na ułamek sekundy, po czym rozpromieniona wróciła roziskrzonymi oczyma podziwiać swojego LEONARDO.  Takich zdarzeń było, co najmniej kilka i mam nadzieję, że wkrótce o nich napiszę, bo są śmieszne, dla mnie „śmieszne”, ale i krzywdzące i świadczące o tym, że nadal, choć mamy XXI wiek i jesteśmy w Europie, to dominacja „FACETÓW” tak bardzo zakorzeniła się w naszym NOWOCZESNYM, równouprawnionym społeczeństwie.



…A JESTEM EUROPEJKĄ A ZAHA HADID była nie dość, że kobietą, to ARABKĄ.


 …„gdzie ona się pcha, nawet po otwarciu centrali BMW w Lipsku słyszałam w Londynie, że moje rysunki są nieczytelne” wspomina w „Financial Times”. „O CO CHODZI? MOŻE SYNDROM MAŁEGO SIUSIAKA?” - (Cytat z Harper's Bazaar czerwiec 2016. „Planeta Zaha” Piotra Zachara).



Oczywiście odsyłam czytelników mojego bloga do przeczytania tego artykułu, jest napisany z ogromnym zaangażowaniem, czystym językiem.



„(…) czy obserwowane z lotu ptaka, czy też z perspektywy żaby budynki ZHA wyglądają jakby eksplodowały. Krytycy architektury tłumaczą to doświadczeniami z dzieciństwa, autorka nieraz otarła się o rewolucję. Najpierw w Bagdadzie, gdzie urodziła się w 1950 roku pod szczęśliwą gwiazdą. Jej ojciec był przewodniczącym Narodowej Partii Demokratycznej, z ministrem finansów w Rządzie, który przejął władzę w Iraku po egzekucji, króla Fajsala” (cytat z Harper's Bazaar, tekst Piotr Zachara „Planeta Zaha”).

Źródło



Dzieciństwo a rozwój osobowości

… ja urodziłam się w 1961 roku w Rzekuniu w małej wiosce koło Ostrołęki gdzie nie było żadnej rewolucji, może oprócz tych, które „urządzał” mój ojciec alkoholik, który „wylał” mnie razem z „blaszaną wanienką”, w której kąpała mnie moja mama, jako dwulatkę, małą dziewczynkę... A później... To już ciągłe awantury, wyzwiska, walenie w okna, pijany bełkot... Bardzo baliśmy się mojego ojca... Czwórka małych wystraszonych dzieciaków... Wciąż w moim domu nie było... „Perskich dywanów i modernistycznych mebli” sprowadzanych z Europy. Zamiast kanalizacji było „wiadro” a mróz na szybach zimą malował przecudne formy. A o sztuce nie dyskutowało się w moim domu, słyszałam tylko „chamskie” wulgaryzmy, którymi mój ojciec szczodrze obdarowywał moją mamę. Nie piszę tego po to, aby wzbudzać czyjąkolwiek litość... Absolutnie... To z perspektywy upływających lat nie jest bolesne... Po prostu bardzo interesują mnie LOSY LUDZKIE, lubię poznawać „historie życia”, najbardziej znam swoją... Wciąż póki pamiętam... Opisuję... Moja mama czasami nie pamięta „jak się nazywa”... Jak na pewno wspomniałam już wcześniej, cierpi na Alzheimera, więc żyje w swoim wyimaginowanym świecie...

Aby przekonać się jak Zaha Hadid inspirowała i inspiruje nadal zapraszam na stronę z twórczością mojej córki Vanessy Świgulskiej:


Poniżej zamieszczam również niektóre moje i jej projekty!
A co Wy o tym myślicie?

"Tańczący dom" arch. Mariola Świgulska

Wnętrze kościoła - arch. Mariola Świgulska

Kościół - arch. Mariola Świgulska

Biurowiec - arch. Mariola Świgulska

 
Wizualizacja sklepu - arch. Vanessa Świgulska




MUZEUM PININFARINA - arch. Vanessa Świgulska

MUZEUM PININFARINA - arch. Vanessa Świgulska

MUZEUM PININFARINA - arch. Vanessa Świgulska

MUZEUM PININFARINA - arch. Vanessa Świgulska

MUZEUM PININFARINA - arch. Vanessa Świgulska


czwartek, 15 grudnia 2016

Hipnotyzująca z cyklu Kobiety Świata


Hipnotyzująca z cyklu Kobiety Świata, 120x120 (cm), olej i akryl, płótno


Kilka lat temu poleciałam do Dubaju, pełna obaw i niepokoju, jak poradzę sobie, jako samotna kobieta w kraju arabskim, gdzie dominują i rządzą mężczyźni. Był to mój pierwszy wylot niezorganizowany. Dotychczas zawsze wylatywałam z biur podróży, gdzie na lotnisku czekał rezydent, który opiekował się turystami przez cały pobyt do dnia powrotu z wypoczynku. I przeżyłam szok pod każdym względem, głównie kulturowy, religijny, obyczajowy. 





 




Myślę, że każda kobieta jest „hipnotyzująca” w pewnym okresie swojego życia lub wielokrotnie dla jednego mężczyzny lub wielu mężczyzn. Jest to zjawisko absolutnie naturalne i bez tej zdolności „hipnotyzowania” nie byłoby ludzi na tej planecie, a jeśli byliby przez laboratoryjne zapłodnienia… to ludzkość straciłaby to, co najbardziej fascynujące, ekscytujące, co daje napęd, chęć do tworzenia, do osiągania rzeczy niemożliwych, do przekraczania granic, do czynienia dobra, a czasem do czynienia zła w okowach zaślepiającej, nieokiełznanej namiętności. Często piękno bywa źródłem ogromnego cierpienia, często nie trzeba być piękną, aby doświadczyć cierpienia (to dla wielu ludzi jest niezrozumiałe) wystarczy po prostu być kobietą, aby doświadczać prześladowań, znęcania, bólu, co najczęściej zdarza się w krajach muzułmańskich, gdzie do tej pory kobiety traktowane są, jako osoby „drugiej kategorii”. Na szczęście nie zawsze.
Podczas mojej podróży w Dubaju, której się bardzo obawiałam, czy poradzę sobie, jako samotna Kobieta, mała blondynka w świecie, zdominowanym przez mężczyzn.

Poradziłam.










I oczarowała mnie odmienność kulturowa. Mężczyźni w białych „sukniach”, w turbanach na głowach, kobiety otulone chustami, często widoczne były tylko ich oczy… Ale te oczy… oczy to zwierciadło duszy, ale oczy kobiet „zapatulonych” od stóp do głowy były piękne… kobiece… wymalowane… czarną konturówką i podkreślone pogrubiającym tuszem do rzęs. Piękne… I nawet jak zabiorą nam wszystko…, „bo jesteśmy złem tego świata” w mniemaniu opętanych, religijnych nieudaczników… i zostawią nam tylko oczy… a reszta to okropne, czarne ubranie, tak parzące w upały w Dubaju… to te oczy potrafią wszystko… i nadal jesteśmy pięknem…, czyli w mniemaniu religijnych nieudaczników… złem. Na szczęście tak bardzo uprzedzona do muzułmanizmu – zauważyłam akurat w Dubaju, bo inne miałam inne doświadczenia… tam widziałam, nie często ale jednak, mężczyznę w białej sukni trzymającego czule za rękę swoją zapakowaną w czerń kobietę i było to takie naturalne… przepełnione troskliwością, miłością i to było, takie miłe, pocieszające i napełniające wiarą w człowieka.









 Moja „Hipnotyzująca” jest piękna, uwodzicielska i pełna niewinności. Oczy ma piękne, ale patrząc w nie widzimy, że kobieta ta doświadczyła wszystkich odcieni dobra i zła, i patrzy z nadzieją, zadumaniem, powagą, niepokojem, troską… promieniejąc kobiecością, czarując kobiecością… Takie jesteśmy…

wtorek, 13 grudnia 2016

Widzę drzewo – myślę życie

"Drzewo życia", 60x30 (cm)

Zapytasz mnie, „dlaczego akurat życie?” – Odpowiedź jest dość prosta.
Drzewo zawsze będzie symbolem naturalnego procesu życia.


Wiosna
Tak jak wiosną, życie nabiera barw, smutni ludzie zaczynają żyć „naprawdę”, to w świecie natury ta pora roku nadaje początek istnienia bądź jest swoistym elementem narodzenia na nowo każdej, nawet najmniejszej rośliny.
To właśnie wiosną, wszystko budzi się do życia. Nie tylko my – zwykli śmiertelnicy, ale cały mikroklimat wszystko, co nas otacza. To właśnie wtedy, wiatr pachnie inaczej, czuć tą zmianę, zmianę na lepsze. 

"Lekkość wiosennego poranka", 80x120 (cm)


Lato
Lato, lato. Poszukujesz cienia pośród drzew lipy czy kasztanu. A co by było, gdyby nie było gdzie się skryć?
W tym okresie wszystko zaczyna dojrzewać, w świecie ludzi jest to swoiste dojrzewanie a w świecie natury? Kołyszące się łany zbóż, okrywające polany zieleń.
To pośród korony drzew, schronienie znajdują nie tylko ptaki – to w końcu dom dla mniejszych płazów i gadów. 

"Letni zachód słońca" 65x120 (cm)
Jesień
Jesienią, złotą, polską jesienią – idąc na spacer, zachwycamy się kolorem liści. Niestety im bliżej listopada, tym większość z nas wpada w depresję – nie dziwię się. Wszak patrząc, na co raz spadające liście, można się domyśleć, że przez kolejne dni już nie będzie lepiej. Słońce nie będzie już nas pieścić swoimi promieniami, a my nie będziemy szukać ucieczki przed nim, wręcz przeciwnie! To w tych dniach będziemy go szukać. W naszym świecie jesienią – zastanawiamy się nad wszystkimi podjętymi wcześniej decyzjami. Jesienne wieczory pod kocem i z książka w ręku to czas, w którym również głębiej zastanawiamy się nad istotą naszego życia. 

"Na brzegu rzeki usiadłam...", 60x120 (cm)


Zima
Zgodzisz się chyba, że bajkowy wygląd nadaje pierwszy śnieg, który otula korony (bądź, co bądź) łysych drzew. To magia. I tak jak to z zimą - zawsze przychodzi niespodziewanie wprowadzając w stan uśpienia rośliny, ale również nas. Jest to okres ciszy
i spokoju. Cóż. Trzeba przeżyć ten czas, by na nowo „żyć” wiosną.
Będąc częstym gościem u Lusi i patrząc na to majestatyczne drzewo mogę sobie pozwolić na refleksje dotyczące tego, że jak to drzewo - każdy z nas jest na swój sposób silny, ale zarazem kruchy.

"Wśród ciszy", 80x120 (cm)

Agnieszka Goździk



czwartek, 8 grudnia 2016

Madera - wymarzone miejsce na wakacje


W poprzednim wpisie zakończyłam o tym, że uwielbiam wędrować a oto powód. Otóż największą przyjemnością jest dla mnie poznawanie.


Madera, fot. archiwum prywatne
Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne


RADOŚĆ POZNAWANIA

Madera, fot. archiwum prywatne
A poznaje TAM wszystko, psy ujadające, przejechane węże czy żmije, rodzinne rezydencje ogromnych szczurów [na przykład na wyspie Korfu, gdzie szczury są  wielkości królików (a ja mam ogromną fobię na myszki i szczury) więc przemierzanie ich rezydencji było i jest dla mnie dużym wyzwaniem]… 

Madera, fot. archiwum prywatne
Tak też myślałam w Dubaju, gdzie bardzo duże odległości przemierzałam pieszo, często nocą, często w strachu czy „się nie pogubiłam?” Czasami biegnąc, bo bałam się, że jest już bardzo późno i może być niebezpiecznie w kraju muzułmańskim. … Jednak moja „ciekawość świata” i upartość, że dam radę „dojść sama”, „brały górę” i z „sercem na ramieniu” dreptałam. Czasem pytałam "złych muzułmanów" o drogę… ale na szczęście spotykałam tylko „tych dobrych” oczywiście nie omieszkali oni rzucić miłego komplementu, ale na szczęście spotkałam tylko miłych, "dżentelmeńskich muzułmanów" w Dubaju (inspiracją z Dubaju, było namalowanie przeze mnie jednego z moich ukochanych obrazów, o którym napiszę w następnym poście). 


Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

… A wczoraj …. zamiast „po Bożemu” zjeść kolację, spakować się , umyć i iść o „normalnej” godzinie spać.. to nie.. nie udało się JAK ZWYKLE…  Ale dążę do „doskonałości!”. Około południa jak z trudem ( bo zawsze „grzebie się” strasznie zanim „wypełznę” z pokoju hotelowego a często przez permanentny deficyt snu i duże ilości kofeiny z rana, żeby „zafunkcjonować”, żeby „mózg zechciał działać” i problemy z kręgosłupem szyjnym wyeksploatowanym przez lata pracy architektonicznej i złej postawy, ciągle lekko przygarbionej…. Miewam niestety depresje i wcale nie z powodu, że świat jest zły… bo świat jest dobry i zły… Jest szczęściem i nieszczęściem… ale przez to, że ciągle czuję się źle, bo ciągle „coś” mnie boli lub jestem bardzo nieprzytomna albo absolutnie nieprzytomna do granic wytrzymałości człowieczej, bo chciałabym wtedy błagać o „nieistnienie”, ale nie mam siły… 

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne




JEŚLI BYĆ BEZDOMNYM, TO TYLKO NA MADERZE

Ale wczoraj byłam szczęśliwa i „żyłam” i radowałam się pięknem świata , cudną wiosenną pogodą na przepięknej wiosennej wyspie (zapraszam do obejrzenia mojego filmiku z wyprawy na najwyższy klif na Maderze!)… Myślę, że  powinnam mieszkać na tej pięknej, rajskiej wyspie najlepiej w stolicy Funchal lub w pobliżu, bo uwielbiam atmosferę dużego miasta, dużą ilość kawiarni, sklepów, kościołów, placów, przechadzających się turystów, uwielbiam ludzi, ruch, gwar, zgiełk, i luksus, bo Funchal jest miastem luksusu.
Przede wszystkim czyni to pogoda… bo nawet gdy pada i wieje, to co chwila wyziera słońce i daje nadzieję na lepszą aurę no i miasto.. zadbane, czyste, pełne zabytków  z przepięknym portem i górującym nad nim wzgórzem ze sławnym Kasynem otoczonym uroczym parkiem z perfekcyjnie zadbaną egzotyczną roślinnością. Ale są tam również bezdomni i to wielu, mieszkających na ławeczkach, proszących o wsparcie. Myślę, że jeśli musiałabym być bezdomną, to chciałabym być nią na Maderze, bo mrozów tu nie uświadczysz… a z pobliskich plantacji jakiegoś niedojrzałego banana da się "przechwycić". 

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne


…. Kiedyś opiszę los „znajomego” bezdomnego w Polsce, któremu zamarzły nogi w jego rezydencji pod schodami na zapleczu apteki.  Ludzie śmiali się z niego, że „załatwiał się” do kartonu.. ale w Polsce nie są popularne „zadbane”, darmowe toalety publiczne a na Maderze... takowe istnieją… może nie w nadmiarze, ale są czyste i zadbane.
… Ciężko mi się skupić na tym, co planowałam napisać, bo pochłania mnie każda kwestia, każda przepływająca mała myśl, która napływa jak mała niewinna chmurka po chwili przeistacza się w nawałnicę myśli. Dlatego często opisywane przeze mnie „historie” mają tylko POCZĄTEK… czasami nawet ciężko się czytelnikowi zorientować… jest to początek? … ale.. JAKIEJ OPOWIEŚCI??? Czasem widać tą osobniczą skłonność do … początku… w moich obrazach… zafascynuje mnie proces tworzenia… pogrąży bez reszty, do utraty zmysłów… Przenoszę się do świata zaczynającego się pojawiać na płótnie… i… czasami sama… czasami pomaga mi Radek, Venessia lub przypadkowy widz "SPEKTAKLU JEDNEGO AKTORA"… zostawiam „POCZĄTEK”, bo jest ŚWIEŻOŚCIĄ, CZYSTOŚCIĄ, NIEPRZEGADANY MANIERYZMEM, BIJE BLASKIEM WSTAJĄCEGO PORANKA, NADZIEI NA PIĘKNY DZIEŃ… UCHWYCONY W CZASIE… POCZĄTEK…



"Powrót do historii", 80x120 (cm)

"Struktury wszechświata", 80x160 (cm)

"Stale płynne", 100x120 (cm)


OBRAZ MOŻE UNIESZCZĘŚLIWIAĆ 
Obraz – powinien wzbudzać EMOCJE – RÓŻNE… ZACHWYT, MELANCHOLIĘ, RADOŚĆ, SMUTEK, CIERPIENIE…. SĄ TO UCZUCIA MALARZA PRZELANE NA PŁÓTNO i nie oceniałabym obrazu od ilości  zużytej farby i spędzonego czasu przy nakładaniu kolejnych warstw. …to holenderscy mistrzowie… i minione epoki, gdzie liczył się WARSZTAT i ilość WYSIEDZIANYCH GODZIN przy obrazie… dziś… na szczęście dla malarzy i ich koneserów oprócz oczywiście ogólnie rozumianego RYNKU SZTUKI, gdzie obrazy są ogromnym rynkiem światowego biznesu… ale dla przeciętnych nieopływających w miliony dolarów inwestorów, których nie stać na dzieła Rothko (więcej o tym artyście przeczytacie tutaj)…. czy Georgii O’Keeffe (po więcej zapraszam tutaj lub tutaj), …. To mówiąc kolokwialnie … przeciętny odbiorca pragnie… „coś czuć” wydając w jego rozumieniu duże pieniądze… chce czuć... RADOŚĆ PATRZENIA… PRZENOSIĆ SIĘ ZA KAŻDYM SPOJRZENIEM DO „ŚWIATA LEPSZEGO”… choć jak zwykle to stwierdzenie zdawałoby się PRAWDĄ a NIE JEST… OBRAZ MOŻE UNIESZCZĘŚLIWIAĆ..  przekonałam się kilkakrotnie na tak zwanej „własnej skórze”… Ostatni raz kiedy bardzo unieszczęśliwiało mnie CZYJEŚ „DZIEŁO” był to „OBRAZ” wiszący w moim pokoju, w moim uroczym hotelu na Maderze, z którego właśnie wracam do Polski. Dzieło to wisiało niestety nad uroczym stolikiem, przy którym starałam się spędzać piękne chwile, jedząc najpyszniejsze kolacje (codziennie takie same), przeżywając kosmiczne „orgazmy jedzeniowe” i widokowe, bo przez okno miałam przepiękny widok na Funchal i pobliskie zjawiskowo piękne wzgórza, ale moje ODLOTY ORGASTYCZNE były dopóki, niechcący nie zerknęłam na „DZIEŁO” wiszące nad moim uroczym stolikiem… więc wiem, że można CIERPIEĆ… patrząc.. na obraz, ale to nie cierpienie uduchowiające , wprawiające w stan zadumania  nad losami człowieczymi, okrutnością wojen,… to cierpienie z powodu oprawionego w ramkę NIC ale nie NIC, wprawiającego w melancholię, to NIC sprawia „WKURZENIE”… O BOŻE … DLACZEGO TO TAKIE BEZNADZIEJNIE BRZYDKIE i jak bardzo szpeci uroczy pokój na pięknej Maderze. 



Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne


 
JEDZENIE MOŻE USZCZĘŚLIWIAĆ
 
 A każdego wieczora z trzęsącymi się z głodu i podniecenia nie mogąc doczekać się najgenialniejszego jedzenia (gotowałam jednego lub półtora lub dwa ziemniaki lub bataty lub batata i ziemniaka zwyczajnego do tego genialnego już samego w sobie dania robiłam sałatkę z 2 pomidorów, pół cebuli, 1 ząbku czosnku, trochę startego imbiru i pestki awokado, do tego boska kurkuma i pieprz najpierw czerwony później biały, bo czarny mi się skończył… no i oliwa z oliwek… dużo oliwy z oliwek… dużo pysznej oliwy z oliwek, żeby aż sobie oka tłuste pływały swobodnie… i sól… ja miałam najgenialniejszą, bo himalajską, ale może być każda, aby słona). ODLOT… SPRÓBUJCIE… CAŁY uroczy stolik upaprany w warzywnych skórkach …. I wtedy smakuje najlepiej… w takim nieładzie artystycznym… ale to jedzenie ma swoje minusy… od tych ogromnych batatów urósł mi okrąglutki, przypominający batata "brzuchol"… więc może w Polsce… spróbujemy coś zrobić z tym batatem :) :)


Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne

Madera, fot. archiwum prywatne
Madera, fot. archiwum prywatne

No właśnie w Polsce! Ja już muszę wysiąść z samolotu, więc opowieść jest chwilowo przerwana (prawie wszystkie zdjęcia są zmontowane w filmik, który znajdziecie tutaj) i może nie na 100% będę ją kontynuowała kiedyś... ;)