poniedziałek, 24 lipca 2017

Asertywność... to takie modne słowo...


Asertywność... to takie modne słowo... Przeczytałam wywiad z Anną Dereszowska 'Gracji' czerwiec 2017r. autorstwa Anny Paczkowskiej 'Teraz szukam spokoju'




To miało dowiedzieć się, że nie tylko ja mam problemy emocjonalne ze sobą i z całym światem. Oczywiście może nie aż w tak dużym stopniu jak u mnie się dzieje... ale okazuje się że wiele ludzi boryka się z tak zwaną 'codziennością. Myślę że noszą dzisiejszą cywilizację ogarnięta 'manią doskonałości' Może właśnie przez kolorowe czasopisma, które notabene tak uwielbiam, które często  pokazują wyfotoszopowanych ludzi tak zwanego SUKCESU. Oczywiście przyczynia się również do tego telewizja, lansujące się 'gwiazdy' w kreacjach od znanych projektantów i makeupie zakrywającym wszystkie niedoskonałości. Dlatego gdy porównujemy siebie z kimś ze srebrnego ekrany... to widzimy siebie jako kogoś gorszego. Może przesadzam... i może to tak u mnie się dzieje z powody wieloletniej chronicznej choroby, z którą nie mogę sobie poradzić i to głównie umniejsza moje poczucie własnej wartości? A może większość z nas ludzi zmagająca się z jakimiś 'niedoskonałościami' tylko nie mamy śmiałości przyznać się do nich... i skrywamy je skrzętnie na dnie swojej podświadomości? a to 'troszkę' psuje nam nasze szczęście. Kiedyś rozmawiałam na ten temat z jedną z moich bardzo młodych koleżanek, i ona powiedziała, że 'ukrywa to skrzętnie' bo boi się, że ktoś zdemaskuje ją i odkryje, że nie jest dostatecznie mądra. Powiedziała mi to 'w tajemnicy' i pewnie bardzo męczyło ją to może wyimaginowane poczucie bycia nie dostatecznie 'mądrą' Pewnie ulżyłoby tej koleżance, jeśliby szczerze powiedziała otoczeniu że nie jest mistrzynią wszechwiedzy... ale próbuję się uczyć. Szczerość często burzy wszelkie stworzone w naszych głowach mury. Ale sama wiem dobrze jak szybko budujemy te mury w 'swojej głowie' jak wysokie i 'nieprzebyte' potrafią być. Wiem o tym bo prawie codziennie je buduje... i bywają dni, tygodnie, miesiące, lata a one rosną... rosną... i izolują od szczęścia. A co z ASERTYWNOŚCIĄ? Czy potrafimy mówić NIE, czy cierpimy latami, czasami jak w przypadku jednej starszej pani, która w wieku osiemdziesięciu lat pierwszy raz powiedziała NIE, komuś z bliskich osób, które od lat wykorzystywały jej dobre serce z premedytacją bez skrupułów korzystały z niedoskonałości jej charakteru. Dobrze wiemy jak bardzo cierpi nasze wewnętrzne dziecko, gdy po raz kolejny robimy coś czego ogólne nie chcieliśmy zrobić, jak bardzo wtedy siebie krzywdzimy... choć dla mojego pokolenia 'zjawisko wykorzystywania' było zupełnie normalne i wielce ludziom, oczywiście szczególnie kobietom bo my jesteśmy emocjonalnie delikatniejsze, nie przyszło do głowy, że można próbować 'coś z tym zrobić' że można próbować nad swoim tak zwanym charakterem. Przecież tak popularna dziś asertywność jeszcze do niedawna była zjawiskiem nieznanym. Wydawało się że 'słabsze' osoby, które nie potrafiły odmawiać 'skazane' są do końca życia na wykorzystywanie a takich jest moc! Więc może miała nieco  racji moja młoda koleżanka ukrywając swoją według niej 'wadę' teraz tak mi przyszło do głowy. Wcześniej przed tym 'pisaniem' przekonana byłam że absolutnie 'prawda' o nas samych, ułatwia nam życie, oczyszcza, oczyszcza i wyzwala... a jednak... może nie zawsze... ja... osobiście jestem taką 'do bólu' szczerą osobą. Ale czy to dobrze?... I słyszałam takie wypowiedzi że ten blog... czy to nie zbyt osobiste wyznania? TAKA JESTEM, może zbyt szczera... Ale czy miałoby sens pisanie czegokolwiek gdyby to nie było szczere, z czystego serca... nawet jeśli opisuję ból, cierpienie... to właśnie taka jestem i może po to przybyłam na tą planetę, żeby doświadczyć tych wszystkich 'straszności' a może wręcz przeciwnie... może powinnam ZŁE przeżycia zachować dla siebie i dzielić się tylko RADOŚCIĄ ISTNIENIA jak radzi RHONDA BYRNE? DOBRO przyciąga... DOBRO... złe myśli przyciągają złe zdarzenia... zdania są podzielone... a może trzeba sięgnąć dna żeby zrozumieć innych i spróbować im pomóc... i żeby 'zdychać ze szczęścia' kiedy przychodzi lepszy dzień.
Cytat z Gracji '...Już wiem z czym mam kłopot. Z komunikowaniem negatywnych emocji z asertywnością. Kiedy muszę powiedzieć komuś 'nie' jest to dla mnie jednocześnie z tym ,że zrobię drugiej osobie przykrość 'A.Dereszowska
Wolisz więc zrobić przykrość sobie? A. Rączkowska
Albo robię przykrość sobie albo odkładam odpowiedź. Nie odbieram telefonu, nie oddzwaniam. I to zawsze prowadzi do jakiejś katastrofy, bo osobie po drugiej stronie faktycznie robi się w końcu przykro, bo się na coś nastawia, a tu po tygodniu nieodbieranych telefonów słyszy 'Przepraszam, ale nie' To jest coś nad czym pracuję. Wychodzi mi coraz lepiej, ale wciąż mam z tym problem.    

Kilka moich obrazów :) 


Zawstydzona 150cm x 70cm


Senne wizje 130cm x 70cm



Uczucie niestałości 80cm x 120cm


Atomistyczna przestrzeń 80cm x 120cm


piątek, 21 lipca 2017

Salvador Dali powiedział podobno „wyklułem się z jaja”. Patrząc na obrazy artysty nie trudno dostrzec, że był to motyw bardzo lubiany i często stosowany przez twórcę.


O jajach




Salvador Dali, Geopolityczne dziecko obserwujące narodziny nowego człowieka, 1943.




  
Salvador Dali, Alegoria amerykańskiego Narodzenia, 1943



Jaja absolutny cud natury dający zaczątek istnienia... Tak było... dopóki człowiek przebiegły nie zaczął masowych hodowli kur w urągających człowieczeństwu holokaustach dla kur. Bo czyż jeśli ptak, który ma skrzydła jest w klatce w której ledwo może się przekręcić często bez piór, bo po co hodowcom pióra, sprawiają tylko kłopot po zabiciu ptaka na mięsa. Podobnież padłe współtowarzyszki niewoli są zjadane. Jak takie jaja mają nam dać wspaniałe składniki odżywcze, gdy kura znosi je w stresie absolutnym ogłupiona chorym jedzeniem napakowanym antybiotykami żeby jakoś przetrwać w krainie zła. Dlaczego tak bardzo przejmuje nas zło wyrządzone przez hitlerowców w holokaustach? a sami robimy to zło komuś słabszemu, kto nie ma szansy na obronę... no może tylko taką, że przekazuje nam cały ból, stres w jajkach, które zjadamy... i chorujemy... cierpimy.... To co dajesz wraca do ciebie zwielokrotnione... stara zasada... A człowiek ma tylko jedno w głowie.... NAPCHAĆ SIĘ... oby TANIO... oby DUŻO... przecież nie widzi jak kury cierpią, jak zjadają się nawzajem... bo z bólu i niewoli postradały rozum...'konsument' tak górnolotnie nazywamy stałych bywalców hipermarketów- MA CZYSTE RĘCE , CZYSTE SUMIENIE BO NIE WIDZI CIERPIENIA ZWIERZĄT, widzi tylko niską cenę na opakowaniu, często o 'głupoto ludzka' plastikowym bo za mało mamy plastiku w naszej 'plastikowej cywilizacji'... 'konsument' nie widzi... jak cudne, puchate, żółciutkie ufnie dreptające kurczaczki zagarnia maszyna i mieli na żywca... SZOK... czy chcielibyście sami to przeżyć... NIE RÓB DRUGIEMU CO TOBIE NIE MIŁE tak prosta nieskomplikowana zasada. Wystarczy wyobrazić sobie siebie w jednej z tych strasznych sytuacji, które stwarzamy zwierzętom. Trochę sumienia... Czy pieniądze nawet olbrzymie sprawiają pseudo hodowcom radość... gdy widzą, mękę, ból, smród, upodlenie... czy mają tak bardzo 'wyniszczone' mózgi od 'swoich' jajek??? A może oni jedzą tylko ekologiczne, bo ich na to stać bo mają 'brudne' pieniądze. A jeśli istnieje reinkarnacja to mogą odrodzić się jako męczona kura, żeby doświadczyć tego co sami sprawiali innym. Tego nie wiemy i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Może w świecie dusz? Wiem, że częścią nieodłączną tego świata jest okrucieństwo, bo widzę często 'co wyprawiają' koty jak męczą myszki póki ich nie zabiją. Więc sprawianie bólu dla przyjemności nie jest tylko domeną ludzi. Tylko my ludzie oprócz instynktu obdarowani jesteśmy rozumem i może co niektórzy nawet EMPATIĄ??? Zdaję sobie sprawę z tego, choć długo nie potrafiłam tego zaakceptować, że to taka planeta ZIEMIA... taka szkoła dla dusz bardzo HARDKOROWA, gdzie po to właśnie tu przybyliśmy by doświadczyć DOBRA I ZŁA, RADOŚCI I BÓLU. Więc może nie powinnam się 'żołądkować' Niech wrzucają 'ludzie' we wrzątek piszczące  wniebogłosy RAKI??? Ale czy jeśli istnieje reinkarnacja to czy ten 'oprawca' też będzie tak 'piszczał' wrzucany żywcem na wrzątek. Czy będzie wiele lat umierał na raka w cierpieniach nie do zniesienia aby doświadczyć tego co komuś uczynił??? Ktoś powie... jakaś rozhisteryzowana wariatka to pisze, ciesz się życiem wariatko, kup Homara na wyspach, zapij winem i nie histeryzuj!!! Może ten ktoś ma rację... bo źle myśli... i coraz więcej rodzi się bólu i pytań bez odpowiedzi... WYBIERAMY DOBRO... WYBIERAMY POKÓJ... WYBIERAMY MIŁOŚĆ... Poczytajmy książki  Louisy I Hay, Rhondy Byrne, Jacka Confielda i świat znowu powraca do równowagi... A inspiracją do tego dość 'zjadliwego' tekstu było właśnie DOBRO, które w sprawie kur nadchodzi. Nie przypuszczałam że w tym życiu doczekam się takiego szczęścia... To balsam na moją duszę.... Byłam w szoku pozytywnym i miała być euforia a było tyle... Ale może ten tekst do kogoś przemówi... może wzbudzi refleksje... może więcej dobra będzie na tej planecie... wracając do mojego zachwytu i 'Balsamu dla duszy' przeczytałam w Gracji krótki artykuł 'Jakość się liczy' Mnie nawet nie chodzi o jakość, chociaż mój ulubiony kogel-mogel zrobiony z dwóch wiejskich jajek  smakuje bosko... ale o trochę litości dla cudnych ptaków, które dodają tak wiele uroku naszej planecie , kiedy biegają szczęśliwie po wiejskich zagrodach. Tak cierpliwie kwoki wysiadują jaja i z taką troską opiekują sie cudnymi żółciutkimi puszystymi maleństwami. Cytat z Gracji czerwiec 2017' Ekolodzy triumfują- kolejne markety  wycofują się ze sprzedaży jaj z chowu klatkowego. WARTO WALCZYĆ O DOBRO ZWIERZĄT bo wygrywamy lepszej jakości produkty dla nas.
Wreszcie Największe sieci dyskontów  w Polsce w ślad za swoimi europejskimi odpowiednikami zadeklarowały rezygnację ze sprzedaży jajek z chowu klatkowego  tzw. trójek. Jaja od polskich masowych producentów oraz przygotowane na ich bazie produkty mają zniknąć z marketów najpóźniej do 2025 roku. Rezygnacja z 'trójek' to trend, który przyszedł z Zachodu. Ta decyzja jest krokiem milowym, jeśli chodzi o poprawę warunków życia zwierząt, choć oczywiście nie cieszy samych biznesmenów. Obecnie jajka z klatek to ponad 90% rynku jaj w Polsce. Wiadomo od dawna, że kury cierpią, są zbyt eksploatowane. Przedwojenna kura zniosła 200 jaj rocznie, dzisiejsza z klatki znosi ich nawet 320... Miałam kolegę w Technikum Budowlanym w Ostrołęce, był najprzystojniejszy w klasie, najbardziej elokwentny, wypowiadał się przepięknie z wiedzą czy bez wiedzy - czarował słuchających. Miał przepiękną dziewczynę... Był 'gospodarzem' klasy... wszystko to miał... urodę, elokwencję charming - i kiedyś rozmawiając z moją przyjaciółką z klasy dowiedziałam się, że ma fermę kurzą. Bardzo się zasmuciłam i tak bardzo czerpanie zysków z niedoli naszych 'współbraci mniejszych' nie pasowało mi do nieskazitelnej wizji pięknego idola moich młodzieńczych lat. Rok temu zadzwoniła do mnie ta sama przyjaciółka z Technikum Budowlanego zapraszając mnie swoim uroczym nic nie zmienionym przez upływ czasu głosem na zjazd klasowy. I wtedy dowiedziałam się, że kolegi, który miał fermę kurzą już od kilku lat nie ma wśród nas. Więc może należy czynić dobro ile tylko się da... do wiadomo... nie jesteśmy doskonali... a może nasza dusza SIĘ RADUJE w innej rzeczywistości patrząc na swoje 'dokonania' podczas tego krótkiego pobytu na planecie ZIEMIA... A i my będąc jeszcze tu napełniamy się szczęściem gdy jesteśmy dobrzy dla innych. DOBRO ZAWSZE WYGRYWA. DOBRO DANE. WRACA DO NAS PO STOKROĆ ZWIELOKROTNIONE                                     

 Jubilerska pisanka


Choć od stworzenia pierwszego jajka przez Fabergé minął ponad wiek, one wciąż fascynują i kuszą.


środa, 12 lipca 2017

I tak wróciłam wspomnieniami do fragmentu mojej wiedeńskiej historii...

W Wiedniu mieszkaliśmy z moim mężem i pracowaliśmy w biurze architektonicznym trzy lata. Na początku oczywiście byliśmy oczarowani pięknem tego miasta. Nasze biuro mieściło się w samym centrum tuż przy operze i jednocześnie na wprost pięknego parku. Delektowaliśmy się urokiem przepięknego Wiednia każdego dnia. Niestety po kilku latach mieszkania i pracy we Wiedniu przyznam szczerze, że trochę nam spowszedniał . Może brakowało tam najbardziej spontaniczności, otwartości, troszkę szaleństwa u 'uporządkowanych' Austriaków. Z ogromną radością wróciliśmy do przepięknej Łodzi.

Właśnie z wycieczki z Wiednia wróciła moja przepiękna, młoda koleżanka. Wygląda tak cudnie malarsko we wnętrzach pięknego pałacu w Schonbrunnie.






Reszta zdjęć z cudownej wycieczki do Wiednia. Zachęcamy do odwiedzenia tego pięknego miasta.
 

Pomnik Mozarta 



 Katedra św. Szczepana


Belveder 


Kolumna morowa 


Parking dla dorożek :) 





 Ring wiedeński 




I tak wróciłam wspomnieniami do fragmentu mojej wiedeńskiej historii... 

Obraz Marioli Świgulskiej nawiązujący do Wiedeńskiej secesji :)


Zdjęcia robiła Kamila Kozub :)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Donatella Versace - fasion designer or art in itself

Donatella Versace

 'Donatella zawsze miała oko i rękę do młodych talentów. Dawała im szansę wykazać się w Versace' (Cytat z Harper's Bazaar Polska nr 03 (42)). W artykule tym Donatella wypowiadała się na odwieczny dylemat... 

Czy moda jest częścią ogólnie pojętej SZTUKI? 

'Nie wydaje mi się by można by płaszcz uważać za dzieło Sztuki' wypowiada heroicznie... A według mnie oczywiście jest to nieprawdą. Wielokrotnie wypowiadałam się na ten temat i po raz kolejny podkreślam, że moda OCZYWIŚCIE jest częścią sztuki i to bardzo ważną... Oczywiście szczególni
e ważną dla kobiet... Jestem malarką i architektem tworzę piękne obrazy i piękną architekturę ... I czasem coś szyję... Lub przeszywam... Lub doszywam... I jestem tak samo oczarowana procesem tworzenia obrazu, budynku, czy spódnicy... 'Umieram ze szczęścia' bo tworzę...

'Moda i sztuka zbliżają się do siebie, gdy wywierają na ludzi wpływ i prowokują do dyskusji' mówi Donatella w wywiadzie dla Harper's Bazaar w rozmowie z Jeffem Koonsem, z Lady Gagą o sztuce o tej ostatniej wypowiedziała się 'że to najinteligentniejsza dziewczyna na świecie'.

Czy Donatella sama w sobie nie jest dziełem sztuki?  

W białym świata okruchu

Brzozowa melodia

Brzozowy zagajnik

Inny wymiar

Zbliżenie