Posty

Wyświetlam posty z etykietą alone

Czas na Iran!

Obraz
W końcu wróciłam.  Po prawie trzech tygodniach spędzonych w Islamskiej Republice Iranu trudno jest na nowo wrócić do szarej rzeczywistości. Dramat.  W następnych notkach opowiem Wam o tym, co widziałam, o ludziach, których poznałam, o jedzeniu, które mogłam skosztować i o kraju, który zwiedziłam.  Słowem wstępu do dalszych irańskich opowieści, chciałabym wszystkim, którzy są niepewni i wszystkim, którzy są nieprzekonani do wyjazdu  - Iran to najpiękniejsze, najbezpieczniejsze państwo!  Wszystko to, co widzimy w telewizji - nijak się ma do tego, co zobaczycie na miejscu. Przyjaźnie nastawieni Persowie, burza kolorów w Irańskich miastach sprawia, że zmienia się dotychczasowe myślenie o tym kraju.  Agnieszka Goździk

Jedno oko na Maroko (4)

Obraz
Zaledwie 160 km na południe od Agadiru, znajduje się według mnie prawdziwa przyrodnicza perła Maroka - Legzira. Legzira, która od niedawna szczyciła się dwoma ogromnymi monumentalnymi łukami z czerwonego piaskowca, które są obmywane oceanicznymi przybojami dzielącymi plażę na pomniejsze części, dostępnymi dla spacerowiczów tylko podczas odpływów. Niestety kilka miesięcy temu, pod wpływem erozji jeden z łuków runął - pozostawiając po sobie kupę gruzowiska. Dużo czytałam na blogach podróżniczych o tej plaży, więc tak jak z miastem Fez - chciałam sprawdzić czy naprawdę jest tak zapierająca dech w piersiach! Jedynym sposobem by się tam dostać było użycie autostopu.  Nie było z tym drugim żadnego problemu, tak jak w przypadku podróży do Agadiru - zatrzymał się kierowca tira jadącego do samego miasta, tak z Agadiru to była kwestia czasu kiedy dotrę na miejsce.  Sam Agadir - jest przereklamowany, bardzo dużo turystów, samo miasto nie zachwyca, bo chce być za wszelką cenę europe...

Jedno oko na Marko (2)

Obraz
Tajemnicza, link do pracy znajdziecie  tutaj Kolejnym miastem, które odwiedziłam była Casablanca. Każdy chyba już wie, że film Casablanca ma tyle wspólnego z Marokiem, co nic. Pewnego dnia w Rabacie stwierdziłam, że spróbuje pojechać do Casa autostopem. Chłopaki wytłumaczyli mi którym autobusem można dojechać na wyjazdówkę, miły Pan z autobusu widząc karton z napisem „Casablanca” i wiedząc, że to już teraz trzeba wysiadać nie umiejąc powiedzieć po angielsku tego, krzyknął tylko „CASABLANCA” i wysiadłam. Długo czekać nie musiałam, bo od razu zatrzymała się dziewczyna jadąca do mojego miejsca przeznaczenia. Po dowiedzeniu się skąd jestem, czemu Maroko i kim w ogóle jestem, zostałam zaproszona przez Nią na obiad do jej domu. Jeśli chodzi o samo miasto. To było moje największe rozczarowanie. Ojej. Po obiedzie w domu Sary i jej rodziny poszłam odkrywać miasto. Największe miasto w Maroko, gdzie ekskluzywne domy łączą się ze slumsami. Od razu wiedziałam, że to nie jest bezpi...

Jedno oko na Maroko (1)

Obraz
Kiedy z początkiem listopada w moim sercu zapanował chłód i oziębłość w kontaktach z innymi ludźmi, a w głośnikach zamiast przaśnych, wesołych pioseneczek nastały smutne, mroczne teksty Joni Mitchell – jedyne co poprawia mi nastrój i jest niczym światełkiem nadziei, że za trzy miesiące znowu słońce zaświeci a ja zrzucę kurtkę zimową – są wspomnienia z podróży do Maroka. Chciałabym raz jeszcze mieć jedyny problem, jakim jest waga plecaka… Moja historia zaczyna się pod koniec stycznia ubiegłego roku, kiedy rozpoczęła się moja pierwsza samotna podróż do Afryki, do Maroka. Największym katalizatorem, który spowodował taką a nie inną decyzję była książka „Dom w Fezie”, opowiadająca o dwójce Australijczyków,  którzy zakochali się w malowniczych, krętych uliczkach tytułowego miasta i zdecydowali się rzucić wszystko i kupić ów dom.  Postanowiłam sprawdzić czy Fez ale również inne miasta są faktycznie tak urokliwymi, że można rzucić wszystko i zacząć swoje życie na nowo ty...