środa, 28 października 2015

Poranek; zanim nałoży makijaż


Zimowy świt, jeszcze ciemno, za wcześnie na twarz, pierwszy papieros... W kobiecym malarstwie Lusi nie brakuje miejsca na zmysłowe impresje. Linia ciała, kształty zbudowane ze światła i geometryczne plamy obcego otoczenia - oto esencja zimnego poranka ukazana w aktach.

Emilia Dadan

wtorek, 27 października 2015

Inspiracje: Camilla Akrans


Kobiety i kwiaty, romans sztuki z modą, zmysłowość i delikatność w surrealistycznych kolorach - tak najkrócej można scharakteryzować główne motywy w twórczości Camilli Arkans. Szwedzka fotografka za pomocą umiejętnej gry barwą i światłem, tworzy oniryczny, fantasmagoryczny świat, w którym rozkwita nie tylko przyroda, lecz także kobieca seksualność. Jej zdjęcia pojawiają się w prestiżowych magazynach i w kampaniach reklamowych luksusowych marek. Sposób, w jaki przedstawia rzeczywistość jest daleki od ascetycznej dokumentacji. Każde ze zdjęć jest wykreowaną fantazją, teatralną migawką, w której na pierwszy plan wysuwają się kostiumy, rekwizyty i modelka-aktorka. Wraz z obrazem dostajemy rozbudowaną wizję, sięgającą daleko poza kadr; historię z alternatywnej rzeczywistości, w której piękne kobiety nie wstydzą się swojej siły i nie odcinają od pierwotnego związku z przyrodą. 
Kompozycje Camilli Akans cechują wibrujące, intensywnie kontrastujące barwy, a także śmiałe gesty upozowanych modelek, wyznaczające diagonalne linie podziału zdjęcia. Świat przedstawiony, do którego zaprasza nas fotografka, jest pełen kwiatów, dojrzałych owoców i wyrazistych (dobrze ubranych) kobiecych postaci. 
Najbardziej inspirujący w pracach Arkansas jest właśnie ten wizerunek dumnej, podmiotowej kobiecości. Poza tym, graficzne wykończenie i sposób zestawiania kolorów, które pobudzają wyobraźnię
Camilla Arkans jest autorką kampanii H&M i Guerlain, sesji zdjęciowych Anji Rubik i Rihanny, zdobywczynią tytułu Fotografa Roku wg magazynu Elle i introwertyczką, mieszkającą na przedmieściach Sztokholmu, narzekającą na chwile twórczej niemocy i niechętnie wypowiadającą się na tematy prywatne. 
Podobnie jak Mariola, Camilla jest wielbicielką kwiatów, która lubi pielęgnować ogród, zanurzać dłonie w wilgotnej ziemi i pracować nad kompozycjami roślin.  
Również pejzaże, na których tle fotografuje modelki, przypominają te, spod pędzla Lusi. 
Jestem więc przekonana, że obie panie, pomimo pracy w zupełnie różnych dziedzinach i środowiskach, reprezentują podobny sposób widzenia świata i zachwytu nad jego pięknem.


Emilia Dadan

wtorek, 20 października 2015

Ważne spotkania

Zdjęcie z wystawy moich prac w Galerii Sztuki TAB
Wernisaże i wystawy to cudowna okazja do bezpośrednich spotkań z odbiorcami mojej sztuki. Każdy taki kontakt bardzo sobie cenię. Każda opinia - krytyka sztuki, klienta, gościa galerii - jest dla mnie ważna.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o dwóch niesamowitych kobietach, które udało mi się poznać podczas otwarcia mojej wystawy w 
Warszawskiej Galerii Sztuki TAB. Pierwszą z nich jest Pani Joanna Pomykała (na ostatnim zdjęciu, po lewej) - właścicielka galerii, marszandka, wybitna postać na polskim rynku sztuki. Bisneswoman obdarzona wybitnym zmysłem estetycznym. Od lat z sukcesami promuje Polskich artystów w kraju i za granicą. Zarówno tych uznanych, jak i obiecujących, młodych twórców. Wkłada serce i pasję w swoją pracę, więc świat sztuki kocha ją z wzajemnością.
Druga to Henryka Krzywonos (na drugim zdjęciu). W moich oczach - Kobieta-Anioł o niecodziennej wrażliwości. W czasach PRL - bohaterka Solidarności i strajków na wybrzeżu. Tramwajarka, która postanowiła wziąć bieg historii we własne ręce. Matka, która przypłaciła opór wobec komunistycznej władzy utratą nienarodzonego dziecka. Tak dzielne kobiety zawsze należy podziwiać. 
Pani Henryka najczęściej pojawia się w kontekście swojej działalności opozycyjnej z lat 80, walki o wolne związki zawodowe, sprawiedliwość wobec internowanych (została odznaczona przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski). Nie wolno jednak zapomnieć, że jest też żoną (od lat tego samego mężczyzny) i matką, która dała ciepły, rodzinny dom dwanaściorgu dzieci. Dla mnie uosobieniem silnej kobiecości.
Za każdym razem jestem oczarowana i zaszczycona, kiedy mam okazję spotykać fantastyczne kobiety. Myślę, że dla każdego to ogromne przeżycie - poznać kogoś, kogo biografia jest tak imponująca. Tym bardziej, kiedy osoby, które podziwiasz, okazują się tak życzliwe i otwarte. Jestem wdzięczna światu za każdą taką kobietę i każde takie spotkanie.


Mariola Świgulska

poniedziałek, 19 października 2015

Cypryjski laid-back


Cypr jest dla mnie szczególnym miejscem, jedną z ulubionych destynacji. Cały czas mam w pamięci kilometry pieszych wędrówek, błądzenie (odkrycie, że zgubiłam się w środku niczego, na drugim końcu wyspy i właśnie zapada zmierzch, to dla mnie w podróży standard) i łapania okazji. Chętnie jeżdżę autostopem, a los zsyła mi niesamowitych towarzyszy podróży. Na Cyprze o takich nietrudno. Spotykałam temperamentnych Greków i gościnnych Turków, bezzębnego malarza, melancholijnego rzemieślnika i prominentnego polityka. Jeden z wyjazdów odbyłam również z moją ukochaną towarzyszką - córką Vaneską (za jej pomalowanymi na czerwono ustami oglądali się wszyscy mężczyźni, niezależnie od wieku i pochodzenia), zwykle jednak cieszyłam się samotnością i przelotnymi spotkaniami. 
Do tego pejzaże, krajobraz trochę jak z biblii, a trochę jak z powieści z gatunku realizmu-magicznego. Grecy i muzułmanie starają się pielęgnować swoje tradycje. Trudno odgadnąć, kto pierwszy wymyślił Bakławę i Lokum - tradycyjne słodycze, które przypisują sobie obie kuchnie - Turecka i Grecka. Ten swoisty tygiel kulturowy daje wstęp do magicznej krainy zapachów (kawa, tytoń, migdały, rozgrzana ziemia), opowieści (zwłaszcza o krwawej historii wyspy) i wyjątkowego, wyluzowanego, ospałego stylu życia, w zgodzie z naturą i upływającym czasem. Fizyczne przejawy tego luzu starałam się uchwycić na fotografiach. 






 

Mariola Świgulska, Emilia Dadan

poniedziałek, 12 października 2015

Skąd się biorą obrazy?

Wczesne Dmuchawce, dostępne w WillaArt.com


Może inaczej; Gdzie się kupuje sztukę? Jak? I czy Cię stać?
Zacznijmy od końca: - w zasadzie tak. Stać Cię. Chyba, że akurat wydajesz mnóstwo pieniędzy na używki. Ale zawsze możesz iść na wernisaż. Tam wino jest za darmo. I przy okazji możesz kupić obraz! W ten sposób radzimy sobie od razu z odpowiedzią na dwa pozostałe pytania :)
A tak zupełnie serio - obrazy można kupować przez internet. To jedna z najwygodniejszych opcji (na przykład dlatego, że przywiozą Ci obraz do domu i nie będziesz musiał się stroić na wernisaż). 
Pozostaje pytanie: gdzie konkretnie? O ile aukcje sztuki są ogólnie w porządku, to akurat w internetach profesjonalne galerie maja przewagę nad allegro. Dlaczego? Ano dlatego, że wybór dzieł nie jest przypadkowy. Marszandzi generalnie się znają i wybierają takich artystów i takie prace, które mają faktyczna wartość, a co za tym idzie - ich ceny mają sens. Płacisz za unikalność, za autentyczność, za materiał, nazwisko, technikę, treść i pracę. A także za opiekę marszanda, który się zna. A także faktycznie pośredniczy między artystą, a klientem (Czy można namalować obraz w tym stylu, tylko że o wymiarach wnęki w Twojej ścianie? Czy można negocjować cenę? Czy można na tym pejzażu jeszcze domalować krowę?). 
Mariola Świgulska współpracuje z szeregiem galerii i galerii internetowych. Chwalimy się na przykład, że jesteśmy w wąskim gronie artystów WillaArt.com
Galerię prowadzi pan Szymon Michalewicz, który bardzo dba o swoich twórców. Odzywa się do nas, pilnuje terminów i wszystko ogarnia. 
Przez jego stronę można nabyć dzieła (pan Szymon jest bardzo uprzejmy i profesjonalny, więc polecam). Nie tylko malarstwo, ale także rzeźbę, ceramikę artystyczną i różne inne ładne rzeczy. Sztukę i dekoracje, robione przez bardzo zdolnych ludzi, dla ludzi bardzo wrażliwych na piękno. Lub tych, skłonnych zainwestować w sztukę (choć niekoniecznie oszałamiająco bogatych). Także... zapraszamy :)

"W białym świata okruchu", dostępny w Galerii Willaart.com
Emilia Dadan

piątek, 9 października 2015

Wzburzone fale dotykają nieba

http://www.artmakers.pl/artwork/wzburzone-fale-dotykaj%C4%85-nieba

Kiedy jestem w podróży, lubię pisać dziennik. "Zawsze podziwiam fascynujące morze, które aż pachnie falami. Niby nic na nim się nie dzieje, a jednak fala nigdy nie jest taka sama, jak poprzednia. Każda różni się choć trochę. Wszystko to jest tak piękne w swej monotonii. Tak naprawdę to dopiero dziś odkryłam, jak pięknie jest tu, na tej małej plaży. Przez całe dwa tygodnie pobytu nie zauważyłam urody tego miejsca. Wręcz byłam zawiedziona jego banalnością. Uciekałam z niej, wymyślając codziennie nowe atrakcje: wypożyczanie roweru, skuterka, itp, co dostarczało mi dużych emocji. 
Przed chwilą zaczepiło mnie dwóch przystojniaków, z powodu pieska, który się do mnie przysiadł. Dałam mu olbrzymią kanapkę, którą podstępnie wykradłam ze śniadania. Ja nie jadam śniadań, czasami schodząc do restauracji tylko wykradnę kanapkę. Chyba była to najprzyjemniejsza chwilka dzisiejszego dnia dla tego przybłąkanego pieska.
Wracając do plaży - ile czasami musi upłynąć czasu, aby dostrzec piękno w czymś lub kimś co mamy obok... "


Najwięcej nauczyłam się podróżując. Mówi się, że „podróże kształcą”, jest to najprawdziwsza prawda. Nigdy nie dowiedziałabym się tak wiele o życiu, i nigdy nie udałoby mi się poskromić mojej strasznej choroby (18-letnia bezsenność, której poświęcę osobny tekst) gdyby nie podróże, poszukiwania i czytanie. Jest to jedna z przyczyn, dla których sama zaczęłam pisać. Ludzie lubią czytać. Sama, dzięki czytaniu uratowałam swoje życie. Czytanie sprawiło, że jestem szczęśliwa. Tu i teraz, w tym momencie mojego życia, a jutro będę jeszcze szczęśliwsza. Dzięki czytaniu teraz wiem, że jedynym i najważniejszym celem i powołaniem w życiu każdego człowieka, każdej żywej istoty na tym świecie jest bycie szczęśliwym w każdym momencie naszego istnienia.
Skąd jednak mamy znać takie proste „przepisy na życie” jeśli nikt nas tego nie nauczył. Tyle lat najpiękniejszych marnujemy w szkole, na nauce zupełnie niepotrzebnych rzeczy, które zaśmiecają nam umysł, a nie uczą nas podstawowych, prostych praw, dzięki którym moglibyśmy sprawić, że życie będzie piękniejsze i radośniejsze. Zaś dla niektórych, cierpiących na straszne choroby, mogłoby się ono stać znośniejsze do przeżycia.

Mariola Świgulska

czwartek, 8 października 2015

Inspiracje: Mark Rothko


Miłość do Marka Rothko rzadko jest uczuciem od pierwszego wejrzenia. Zwykle najpierw widać absurd: kolorowe prostokąty, które na aukcjach osiągają ceny rzędu 80 mln $. 
Ale jest w tym absurdzie coś drażniącego i fascynującego, co każe przyglądać się dalej. Wpatrywać się w powierzchnię płótna, po to, by zgadnąć, dlaczego kolekcjonerzy są gotowi zapłacić za te prace 80 milionów dolarów, zamiast wydać je na coś porządnego. 
I bynajmniej nie dlatego, że można je będzie korzystnie odsprzedać (ceny rosną wykładniczo z każdym rokiem). Po prostu po to, by je mieć - przeżywać i kontemplować.
Więc człowiek stoi, wpatruje się i próbuje poznać sekret tego łotewskiego-nowojorskiego czarodzieja. A później... jest już za późno. Jesteś zakochany. Myk polega na tym, że jeśli przyglądasz się tym obrazom zbyt długo - to już się od nich nie uwolnisz. Każde dzieł Rothko wsysa człowieka i nie wypuszcza. A przynajmniej - nie wypuszcza takim, jakim był poprzednio.
Mimo rezygnacji z figur i treści, artysta bardzo dbał o warstwę formalną. O estetykę, o sposób prowadzenia pędzla - to widać z bliska. Prostokąty nie są płaskie - widać grę nasyceniem i światłem. Z koloru wydobyte jest wszystko, co można z niego wydobyć.
Sztuka Rhotko to czyste, fizyczne, zmysłowe doświadczenie. Płótna są ogromne, monumentalne, onieśmielające. Kolor omija warstwy intelektu i wiedzy. Dociera do emocji wprost przez ciało. Odwołuje się do elementarnych instynktów, które każą nam kojarzyć określone barwy, w konkretny sposób. Czerwone - dojrzałe. Żółte - jadowite.
Tym, intelektualistom, którzy zdążyli zapomnieć, że są zwierzętami. będzie trudno zaakceptować tak bezceremonialne wtargnięcie w sferę ich instynktów i prostych odruchów. 
Przed płótnem Rothko możesz zacząć drżeć, poczujesz się nieswojo, lub zbierze ci się na płacz.
Jego dzieła są bowiem produktami rozpaczy. Depresji, która doprowadziła go do samobójstwa (Rothko podciął sobie żyły w swoim nowojorskim atelier). Spotkałam się nawet z interpretacją, iż, czarne prace z dojrzałego okresu artysty symbolizują rozkopane groby, ciemną ziemię i prostokąty trumien...
Ciężko, o piękniejszy smutek.


Emilia Dadan

wtorek, 6 października 2015

Sercem, czy rozumem?

http://www.gallerystore.pl/mariola-swigulska-2

Jak odbierać sztukę? Stawiać na intelektualną analizę i badanie kontekstu, czy na prostą, zmysłową impresję: "podoba mi się, bo tak!"? 
No właśnie nie wiadomo.
Każdy natknął się w życiu na jakiegoś wyjątkowego bohomaza. Takie przebrzydłe paskudztwo, w zawrotnej cenie, opisane, jako "inkoherentne, transcendentne i stworzone przez wybitnego przedstawiciela transgresji". Niestety ani akademicki języki, ani rekordowa cena, nie zmieniły naszego odbioru rzeczonego bohomaza. Mogły nas nawet zirytować. Wszak, to obraz - artefakt, powinien mówić za siebie; nie jego cena, lub wynurzenia przeintelektualizowanego krytyka. Prawda? A może jednak nieprawda? 
Może właśnie warto zaufać ludziom i instytucjom, które się "znają". Bo badają sztukę od lat i wiedzą, co dobre. Mają teoretyczne przygotowanie, którego nam często brakuje. I wskazują, na co warto zwrócić uwagę. W końcu, coraz częściej nie dzieło jest ważne, ale kontekst; Kiedy i dlaczego powstało? Jak koresponduje z poprzednimi pracami artysty? Czy wprowadza do malarstwa nową jakość? Współczesna sztuka to już nie udawanie fotografii i naśladowanie rzeczywistości, ale krytyczna analiza - nie tylko świata, ale też samej sztuki. Np. sztuka nowoczesna bardzo często brała sobie za temat samą sztukę - jak wąż połykający swój ogon - wystarczy wspomnieć tutaj Malewicza i jego badanie plamy barwnej na płaszczyźnie, które doprowadziło do powstania "Czarnego kwadratu na białym tle" - malarskiego atomu, które jest dziełem wybitnym, lecz trzeba wiedzieć o co chodzi.
Więc sercem, czy rozumem?
Nawet lata studiów na wydziale historii sztuki i wieloletnia praca kuratorska nie da Ci odpowiedzi na to pytanie. Ani na inne. Co jest sztuką, co jest kryterium, co ma znaczenie. Od czasów Duchampa i jego pisuaru (lub Manzoniego i gówna w puszce) wiadomo, że sztuką może być wszystko, co wyjdzie spod ręki (tudzież z innej części ciała) artysty. I że ilu odbiorców, tyle interpretacji.
Moim zdaniem intelekt nie powinien zastępować zmysłów. W sztukach wizualnych, właśnie to, co wizualne powinno grać pierwsze skrzypce. To nie tak, że treść i kontekst nie mają znaczenia. Ale powinno być, jak w miłości - intelektualnie należy zgłębiać, tylko to, co przyciąga nas swoją powierzchnią, wyglądem. Tylko tam, gdzie jest "chemia", można odnaleźć sens i szczęście. Ah, i pociągający wygląd - to nie tylko piękno. Czasem wręcz przeciwnie. Wszak miłość to tajemnica. 

 Emilia Dadan