niedziela, 30 sierpnia 2015

Trzy secny z życia


Dzisiaj mam dla Was trzy krótkie filmiki. Pierwszy przedstawia etapy powstawania dzieła - jednego z bardzo charakterystycznych dla Marioli czerwonych kwiatów. Tempo jest zawrotne, a wideo krótkie i efektowne, więc polecam :)

Drugi jest okazją, by wysłuchać, co sama artystka ma do powiedzenia na temat swojej twórczości, tego co lubi w malowaniu i jak wygląda jej codzienna praca.

Trzeci filmik to krótka relacja z wystawy Lusi w łódzkiej Alliance Francaise.

Ciekawe rzeczy, zwłaszcza, jeśli planujesz związać swoje życie ze sztuką i zastanawiasz się, jak będzie wyglądało :)



piątek, 28 sierpnia 2015

Znasz jakieś stereotypy o artystach?


 Generalnie: Wszystko, co myślicie o artystach, to prawda, ale nie do końca :)

Nie wolno generalizować, każdy jest inny, bla, bla... Ale pozwólcie, że przybliżę wam ogólne tendencje. Zwłaszcza tym z was, którzy nie mieli jeszcze przyjemności się zetknąć ze środowiskiem twórczym, za to mieli okazję nasłuchać się obiegowych opinii. Nadchodzi czas prawdy :)

Powiem wam, jak to wygląda z mojej perspektywy. Siedzę w kulturze od paru lat. Najpierw w szkole artystycznej, później w pracy, w galeriach, na wernisażach i zupełnie prywatnie - codziennie obcowałam ze sztuką i twórcami. I ze sobą samą. W końcu też mam dyplom i nawet trochę maluję.
I nauczyłam się kilku rzeczy.

1. Artyści są rozchwiani emocjonalnie
W różnym stopniu, ale tak. Ogromna wrażliwość na bodźce, wyczulone zmysły, bogate życie uczuciowe - to wszystko cechy charakterystyczne dla osobowości twórczych. Czasem człowiek zastanawia się czy to jeszcze wrażliwość, czy już borderline :)
Charakterystyczne są okresy ożywionej pracy, zarwanych nocy i szalonych pomysłów, przeplatające się z fazami depresji, bezsenności, niemocy twórczej. Podobnie jest z życiem towarzyskim. Ciężko o półśrodki - możesz tańczyć na stole w knajpie pełnej pijanej bohemy, albo zaszyć się w domu na trzy tygodnie i wyłączyć telefon. Generalnie twórcy są pełni sprzeczności, a przeważającym typem osobowości jest ekspresyjno-introwertyczny.

2. Artyści są skoncentrowani na sobie
Owszem. Ale nie nazwałabym tego arogancją. Raczej ciekawością siebie, nieustanną chęcią badania własnych emocji i wrażeń, gotowością do wewnętrznych przemian. I całkiem dużą dawką miłości własnej (absolutnie konieczną, by uznać, że twój głos, jest ważny, a twój talent wart pokazania), którą łatwo zranić. Więc z twórcami ostrożnie.

3. Artyści klepią biedę
To skomplikowane :) Na pewno praca twórcza na własny rachunek oznacza nieregularne dochody. I nienormowany czas pracy, bo sztukę ciężko oddzielić od "reszty życia". Ciężko również wycenić dzieło. Czasem właściciele galerii wyceniają obrazy "od metra", jak wykładzinę dywanową. Czasem studenci sprzedają swoje prace za grosze (a później dostają po głowach od profesjonalistów, za "psucie rynku"), a inni, zwłaszcza ci z pewnymi sukcesami na koncie, twardo trzymają się wygórowanych cen, chociaż już dawno, z braku klientów, musieli przejść na odżywianie energią słoneczną. Są też Ci, których prace osiągają na aukcjach zawrotne kwoty kilkuset tysięcy euro. Właściwie - jest ich kilku.
Zapewniam jednak, że pracując "na pełen etat", będąc elastycznym w negocjacjach z klientami, ale zachowując przy tym pewne standardy cenowe - można sztuką zarabiać życie.

4. Wszyscy artyści są gejami
Nie no, nie aż tak :) Ale faktycznie, jeśli wybierasz się na studia artystyczne w poszukiwaniu męża, albo jesteś walczącym aktywistą ONRu to ... nie polecam. Środowisko jest zróżnicowane, znam fajne pary małżeńskie artystów i fajnych homoseksualistów. Nie wiem, czy jest ich więcej niż w innych branżach. Może po prostu łatwiej być gejem/lesbijką w gronie twórców, ponieważ z reguły to otwarci i tolerancyjni ludzie, więc nie ma powodu ukrywać swojej orientacji.

5. Artyści dziwnie wyglądają
Znów - otoczenie jest przyjazne wszelkim przejawom indywidualności, więc czemu nie? Nie ma dress code'u, nie ma mundurka. Wyrażanie siebie jest ważne, więc twórcy uskuteczniają je na różnych polach. Artyści lubią się stroić, ale lubią się też brudzić. Więc na co dzień wcale tacy wystrojeni nie chodzą.
Jako nastolatka miałam błękitne włosy (zanim to było modne :) i byłam przeszczęśliwa, że wolno mi tak iść do szkoły. Miałam też krótkie, męskie paznokcie, bo wiecznie chodziłam upaćkana po łokcie gliną i o manikiurze nie mogło być mowy. Pewnie wyglądałam trochę dziwnie.
Kiedy Lusia pracuje - przeważnie ma na sobie rozciągnięty sweter i legginsy. Kiedy wychodzi - staje się barwnym ptakiem.

6. Artyści generalnie są dziwni

Ok. Są. Jedni tylko trochę ekscentryczni, a drudzy całkiem pieprznięci. Każdy z nas jest wyjątkowy, a artyści są jeszcze pięć razy bardziej wyjątkowi. Pełni sprzeczności i absolutnie fascynujący. Potrafią działać na nerwy, ale potrafią też oczarowywać swoim nietuzinkowym podejściem do rzeczywistości, spostrzegawczością i wrażliwością.

Reasumując, jeśli jesteś rozchwianym emocjonalnie gejem o błękitnych włosach - świat sztuki stoi otworem :) Ale jeśli jesteś elegancką panią w beżowych garsonkach to również, bo nic nie jest równie dobre, jak przełamywanie stereotypów.



Emilia Dadan

czwartek, 27 sierpnia 2015

Moda i sztuka na co dzień




Obrazy we wnętrzach to coś znacznie więcej niż dekoracja. Wprowadzając do wnętrza sztukę, budujemy wyjątkowy nastrój i personalizujemy swoje otoczenie. Tworzymy własną scenografię dla codziennych wydarzeń. Jesienne romantyczne pejzaże wprowadzają do mieszkania spokój. Przywodzą na myśl kojącą moc natury, czułą melancholię, delikatny powiew wiatru znad jeziora. Pozwalają stworzyć atmosferę wrześniowego popołudnia we własnym domu.

Moda to coś znacznie więcej niż okrycie. Ubrania również mogą budować całą gamę skojarzeń. Pozwalają nam tworzyć swój wizerunek codziennie na nowo. Jak śpiewała Katarzyna Groniec "Jestem taka, jaką zrobię". Każdego dnia inna.

Strój może przywołać w naszym umyśle najpiękniejsze chwile. Romantyczne koronki, wzory, biżuteria, każdy z tych elementów jest powiązany ze wspomnieniami, z emocjami.

I cóż - tak, czasem jestem trochę hippiską. 


Mariola Swigulska

środa, 26 sierpnia 2015


Nieodzownym elementem pracy w tak sfeminizowanym otoczeniu jest wzajemne podpatrywanie swoich stylizacji i dyskusje o ciuchach. Obrazy, które wychodzą spod mojego pędzla niejednokrotnie są inspirowane kolorystycznymi połączeniami, czy kształtami podpatrzonymi ze świata mody. Tej wielkiej, jak i tej ulicznej.


Mariola Świgulska

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Azteckie impresje


Podróże to niewyczerpane źródło inspiracji. Zanurzanie się w historii innych kultur, zwłaszcza w folklorze pokazuje jak różnorodne mogą być związki między człowiekiem-twórcą, a przyrodą, społeczeństwem i bóstwami.


Wszystkie pierwotne ludy były wnikliwymi obserwatorami natury. Jej intensywności, nieustannego odradzania się, barwnego, tętniącego kręgu życia. W sztuce plemiennej wykorzystywano naturalne materiały - ochrę, włókna roślinne, korę, pióra.

Artystka, tworząc dzieło abstrakcyjne, przyjrzała się z bliska teksturom poszczególnych materiałów i spróbowała przeskalować je, a następnie przenieść na płótno i skontrastować.
Sztuka starożytnych ludów wiąże się także z bogatymi systemami wierzeń, często malowidła stanowiły tło lub rekwizyt w obrzędach religijnych. Symbole miały zapewniać pomyślność w polowaniu lub chronić przed złymi duchami. Motywami przewodnimi były wizerunki bóstw, sceny rodzajowe i przedstawienia mitycznych stworzeń. Jednak wizerunki ludzi i zwierząt niemal zawsze były ozdabiane niezwykle szczegółowymi, dekoracyjnymi i skomplikowanymi, linearnymi lub mozaikowymi wzorami.

Obraz Marioli Świgulskiej podnosi owe wzory do rangi tematu dzieła. To, co było jedynie tłem dla przedstawień figuratywnych, teraz znajduje się na pierwszym planie, stało się przedmiotem analizy i inspiracją dla kompozycji malarskiej. A co za tym idzie - zaproszeniem do wspólnej podróży i zachętą do interpretacji na nowo sztuki dawnych ludów.

Emilia Dadan

Ciało i dusza



Czy przeznaczeniem ciała i duszy jest pozostawać w konflikcie?

Ten obraz nie jest odpowiedzią. Ten obraz jest opowieścią.
To jest obraz o szukaniu. O szukaniu wewnętrznego, sycącego światła, którym można karmić ciało. O szukaniu duchowości, także poprzez fizyczność.

Sylwetka długowłosego mężczyzny uchwycona jest w pozie medytacyjnej, czy raczej w pozycji seksualnej? Chwytające go kobiece dłonie chcą czerpać z jego wewnętrznego blasku, czy jedynie sycić się dotykiem jego nagiej skóry? A może nie sposób tego rozgraniczyć? Czy seks również może być medytacją? Dzieło ma wiele warstw, zarówno tych symbolicznych, jak i tych położonych pędzlem na płaszczyźnie. Nakładanie na siebie laserunkowych sylwetek zaciera granice, między tym co realne, a tym, co duchowe. Między tym co "z krwi i kości", a tym, co metafizyczne.
Wychodzenie poza ramy sylwetki, rozmyte relacje między obiektem, a tłem, gradienty kolorów, są również formalnym wyrazem poszukiwania w sferze przekraczania granic własnego ciała. Aktu transgresji, którego można dokonać dwojako - poprzez praktykowanie medytacji, astralnych podróży i innych form duchowości, lub przez seksualne wniknięcie w granice innego ciała. 


 Emilia Dadan

czwartek, 20 sierpnia 2015

Sandra



Sandra to "ta odpowiedzialna", która wszystko potrafi znaleźć, zarówno w czeluściach pracowni, jak i w czeluściach twardego dysku. Nieoceniona pomoc, zwłaszcza w biurowych aspektach pracy artysty. 

Mariola Świgulska

Po co komu abstrakcja?



Polacy rzadko są fanami abstrakcji. W odróżnieniu od Skandynawów, którzy ozdabiają abstrakcyjnymi kompozycjami każdą przestrzeń, nawet w najmniejszym mieszkanku.

Trudno powiedzieć, czy winna jest wątpliwa edukacja w zakresie sztuki w polskich szkołach, czy jakiś specyficzny "gust narodowy", czy może podejście "ja też bym tak umiał" (powodzenia!).

Nie każdy musi abstrakcje kochać. Warto jednak spróbować ją zrozumieć i docenić, zanim wzruszymy ramionami w galerii i wygłosimy: "Pff, po co to komu?". Spróbujmy więc rozwiać przynajmniej elementarne wątpliwości.

Co to w ogóle przedstawia?

Emocje. Zmysłowe doznania. To, czego nie da się wysłowić. Jak pokazać złość? Rysunkiem na którym pani daje w twarz panu? W niektórych przypadkach pokazywanie postaci, czy malowanie widokówek wydaje się druzgocąco banalne.

A czasem pokazywanie postaci jest zupełnie nie na miejscu.Po koszmarze II Wojny Światowej pojawiła się wręcz teza, że człowiek nie jest godny, by prezentować go w dziełach sztuki.

Można też zadać sobie pytanie, czy obraz w ogóle musi coś przedstawiać. Czy nie możemy skupić się na studiowaniu kolorów i faktur? Poprzestać na biologicznych, zmysłowych reakcjach - pozwolić czerwieni, by rozgrzewała naszą krew. Pozwolić kompozycji z linii diagonalnych budzić nasze subiektywne skojarzenia?

Możemy szukać intelektualnych kontekstów, badać miejsce obrazu w historii estetyki, możemy rozpatrywać abstrakcje na tysiące sposobów. Płytko i głęboko. Możemy patrzeć na powierzchnię i dokonywać wielopłaszczyznowej analizy.


Dla artysty często abstrakcja "coś przedstawia". Coś bardzo osobistego. Niekoniecznie to, co zobaczy odbiorca. Zgódźmy się na mnogość perspektyw. Powyższy obraz w zamyśle Lusi był aktem. Kiedy dobrze się przyjrzysz, zobaczysz, że kompozycja plam barwnych bazuje na zarysie kobiecego ciała. Dla mnie, odkąd pierwszy raz go zobaczyłam, był "onirycznym koniem", widzianym przez ogień, przez dym i mgłę. I jego też zauważysz, jeśli dobrze się przyjrzysz.

To nawet nie jest ładne.

Dla mnie jest. Ładne jest to, co się podoba.Z resztą - dlaczego w ogóle miałoby być ładne?

Sztuka to nie dekoracja. To coś znacznie więcej. Ma poruszać, niepokoić, stawiać pytania, poszukiwać nieoczywistego piękna. W brzydkim obrazie można zakochać się równie mocno i trwale co w brzydkim mężczyźnie. Ciekawie brzydkim :)

Też bym tak umiał!


Argument koronny! Jeśli choć raz go użyłeś, na co jeszcze czekasz? Może czeka Cię kariera na światową skalę i zawrotne ceny, jakie osiągają abstrakcje Marka Rothko?

Myślę, że podjęcie próby stworzenia dobrej abstrakcji mogłoby utrzeć nosa wszystkim domorosłym znawcom. Powinieneś przynajmniej raz spróbować budowania kolorów, mieszania ich przy każdym dotknięciu pędzla (w szkole artystycznej straszliwie tępili nas za używanie farb prosto z tuby), zachowywania równowagi między świadomym tworzeniem, a zdawaniem się na przypadek i "boską interwencję", przedstawiania, przy jednoczesnym zachowywaniu tajemnicy (jak w poezji!). Spróbuj. Nie bój się. Jeżeli okaże się, że abstrakcje są dla Ciebie zbyt trudne - może docenisz je bardziej podczas kolejnej wizyty w galerii.

I jeszcze jedno. Abstrakcje prezentują się nieprawdpodobnie dobrze w surowych, nowoczesnych wnętrzach. Nie tylko zdaniem Skandynawów.

 

 Emilia Dadan

środa, 19 sierpnia 2015

Emilia


Jak pogodzić pracę twórczą, życie osobiste, kontakty z klientami, wizyty na wernisażach, promocję sztuki... i nie pogubić się w tym wszystkim? Przy tak szalonym trybie życia, asystentka bywa niezbędna.
Pomagam Lusi w kontaktach z galeriami i prywatnymi klientami. Pracując blisko sztuki jestem szczęśliwa, a jeszcze szczęśliwsza - mówiąc i pisząc o sztuce. Moje plastyczne wykształcenie okazało się przydatne, zupełnie niespodziewanie, kiedy zaczęłam inne studia (filologiczne) i poznałam Lusię.

Do jej pracowni staram się przemycać moją miłość do ekspresjonizmu, Bałkanów i gorących kolorów. Na bloga również spróbuję. Gdzieś pomiędzy obrazami, podróżami, pracownią i ogrodem. I wszystkimi innymi miłościami Marioli :)

Emilia Dadan

Kim jestem?




Jestem artystką malarką. I kobietą, która postanowiła iść za głosem serca i podporządkować swoje życie pasji. Mam za sobą osiemnaście lat bezsenności, podróże po całej Europie, wielką miłość, narodziny ukochanej córki i karierę architekta. Ale wierzę, że to co najlepsze dopiero przede mną. Mam w sobie nienasycony apetyt na życie i na piękno świata, który mnie otacza. Moja praca to hołd dla tego piękna.

Droga, którą wybrałam nie jest łatwa, ale pasjonująca. Wiąże się z nieustannym rozwojem i poszukiwaniem inspiracji. Dlatego wyjeżdżam - by chłonąć lazurowe błękity oceanu, psychodeliczne barwy kwiatów i odcienie opalonej skóry cudzoziemców.

Moja sztuka jest odbiciem tych doświadczeń i zmysłowych impresji. Maluję ekspresyjne obrazy, wykorzystując formy zaczerpnięte ze świata przyrody. Zachwycają mnie kwiaty przeskalowywane do olbrzymich rozmiarów i wyrwane z kontekstu. Poszukuję w nich pierwiastka abstrakcyjnego. Inspiruje mnie ulotność przyrody, bogactwo kształtów i kolory, dzięki którym mogę przetwarzać rzeczywistość Najchętniej tworzę w ogromnych formatach, które ledwo mieszczą się w mojej pracowni.

Razem z moimi asystentkami, chciałabym pokazać cząstkę codziennego życia malarki. I oczywiście moje prace, które powstają zarówno dla klientów, jak i dla czystej radości tworzenia. 
  
Mariola Świgulska

Ja... uwielbiam to...







"Niebezpieczne" schody w mojej pracowni/kuchni/pokoju gościnnym/galerii/przytulisku dla zwierząt. Tutaj toczy się moje życie, po którym będę was oprowadzać.

Wokół eteryczne akty mojego autorstwa.

Sweter: C&A, rajstopy: H&M, buty: House, spódnica: uszyta przeze mnie, bluzka: Second Hand

 Mariola Świgulska