wtorek, 28 lutego 2017

Magia fotografii - jak zyskać nieziemską pupę

PHOTOGRAPHY / PHOTO MANIPULATION - VANESSA ESLAIN

Pewnego zaczarowanego wieczoru postanowiłyśmy z moją córeczką iść na spacer do pobliskiego uroczego miasteczka...
Obydwie nie byłyśmy w super formie fizycznej i psychicznej, ponieważ często obydwie mamy podobne "mgły umysłowe". Często musimy "delektować się życiem" nie mając najwyższej kondycji życiowej...
Ale jednak tego popołudnia los zgotował nam ogromną "przyjemność istnienia"... Uroczy spacer w blasku zachodzącego słońca stopniowo wprowadzał nas do zaczarowanej krainy przyjemności tego magicznego popołudnia...
Zachwycające, surrealistyczne zdjęcie w kanionie wulkanicznym na Maderze, które widzicie powyżej oraz sesje na końcu, to owoc właśnie tego popołudnia. Wprowadza widza w nadrealistyczny świat, rodem ze świadomych snów.
Nieskromnie zaznaczę, że ta sexi postać którą widzicie wyżej, to moja "stuningowana" przez genialną artystkę osoba. Vanesska jest mistrzynią, jeśli chodzi o przywracanie młodzieńczości mojemu ciału i dzięki jej działaniom powracam do czasów świetności. Choć realia są nieco mniej zachwycające. Szczególnie doskonale udaje jej się "tuningować" moją pupę, której praktycznie nie posiadam... 
Więc... Jeśli jakaś/jakiś Pani / Pan ma chęć "coś" w sobie ulepszyć - zapraszam na sesję do artystki doskonałej.
Kobieta z piękną pupą


 Nawiązując do ostatniej ogromnej pasji mojej córki, czyli fotografii artystycznej...



Moje fascynacje

Czy malarstwo inspiruje modę?
Czy moda inspiruje malarzy?
Nie wiem na pewno...
Ale myślę, że inspirujemy się nawzajem. Gra kolorów, zachwyt grą cieni, półcieni na zdjęciu modowym, które to często są dziełami doskonałymi... Przynajmniej dla mnie... Zdjęcia w Harper's Bazaar są absolutnymi dziełami sztuki fotograficznej... Często genialne fotografie z Harper's Bazaar umilają mi moje częste wojaże zagraniczne... Delektuję się nasyconymi, bądź artystycznie stłumionymi barwami zarówno w hotelu jak i na "szlakach" bo dzielnie dźwigam Harper's Bazaar w moim wypełnionym do granic rozpadu plecaku...


Okładka Harper's Bazaar - marzec 2017

Okładka Harper's Bazaar - marzec 2017


Zdjęcie czasopisma Harper's Bazaar

Zdjęcie czasopisma Harper's Bazaar

Delikatności, przeźroczystości, tiule, ażurowe subtelne koronki, kwiaty, motyle - to mój świat - UWIELBIAM - i kupuję, oszukując samą siebie, że będę to "kiedyś" nosiła...
Suknie Giorgio Armaniego widoczną na zdjęciu też z wielką miłością i zachwytem chętnie bym zakupiła, lecz na razie pozostanie to w kręgach moich marzeń.  

niedziela, 26 lutego 2017

"Różowy jest dla dziewczynek"

Aura piękna

Nie ma drugiego koloru, który tak mocno kojarzyłby się z lalką barbie, rumieńcami i kokieterią. Róż króluje na sklepowych półkach z ubrankami i zabawkami dla dziewcząt. Różowe są nawet zabawkowe żelazka i odkurzacze, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, do jakich zajęć kobiety są stworzone. Wprawdzie różowy jest "dziewczyńskim" kolorem od niedawna, ale ten stereotyp zdążył się już mocno zadomowić w naszych głowach. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu było bowiem zupełnie odwrotnie. Róż uznawany był za subtelniejszą (dziecięcą) wersję królewskiej, dominującej, męskiej czerwieni. Błękitny z kolei był przeznaczony dla małych dziewczynek, jako kolor niewinny i delikatny...
Znaczenie barw się zmienia i stereotypy o płciach też się zmieniają (ludzkość zdążyła już nawet odkryć, że mężczyźni mają uczucia, a kobiety oglądają porno). Poglądy na szczęście także można zmienić. Kiedy byłam nastolatką i kręcił mnie Rammstein (i kilka innych kapel, których dziś trochę się wstydzę wymienić), nosiłam czarne ciuchy i niebieskie włosy. Różowy był "fuj", "fe" i "pedalski", a ja przecież byłam ostrą laską. I tak, zdaje sobie sprawę, że byłam w tym ogromnie pretensjonalna. Ale jako piętnastoletni dzieciak miałam do tego prawo i na szczęście mi przeszło :) Na nastolaty w glanach i z (cholernie niewygodnym) plecakiem kostką patrzę z nostalgią i rozrzewnieniem. 
I tak samo patrzę na facetów, broniących się rękami i nogami przed bladoróżową koszulą, depilacją pach, czy przytrzymaniem damskiej torebki. Bo to też dzieciaki są. Pretensjonalne, zafiksowane na punkcie tego, co ktoś o nich pomyśli, niepewne swojej męskości (bo co to za męskość, którą mogą podważyć spodnie rurki?). 
Natknęłam się kiedyś a facebooku na taką wymianę zdań między znajomymi:
"PRAWDZIWY facet NIGDY nie depiluje pach!"
"Prawdziwy facet robi, co mu się kurwa podoba"
Która wypowiedź wydaje wam się bardziej męska? Mnie uzależnienie od cudzej opinii i uwięźnięcie w stereotypach nie kojarzy się z silnym charakterem i niezależnością. A to ponoć cechy "prawdziwego mężczyzny". Z resztą cała seria zdań zaczynających się od "Prawdziwy facet..." i "Prawdziwa kobieta..." nadają się do kosza. Wszyscy jesteśmy prawdziwi. 
A róż to piękna, intensywna barwa ożywiająca każde wnętrze. Męskie i kobiece :)

Emilia Dadan

Ekspresja

Nadzwyczajny z cyklu Zauroczona Dmuchawcami



wtorek, 21 lutego 2017

Jedno oko na Marko (2)

Tajemnicza, link do pracy znajdziecie tutaj

Kolejnym miastem, które odwiedziłam była Casablanca. Każdy chyba już wie, że film Casablanca ma tyle wspólnego z Marokiem, co nic. Pewnego dnia w Rabacie stwierdziłam, że spróbuje pojechać do Casa autostopem. Chłopaki wytłumaczyli mi którym autobusem można dojechać na wyjazdówkę, miły Pan z autobusu widząc karton z napisem „Casablanca” i wiedząc, że to już teraz trzeba wysiadać nie umiejąc powiedzieć po angielsku tego, krzyknął tylko „CASABLANCA” i wysiadłam. Długo czekać nie musiałam, bo od razu zatrzymała się dziewczyna jadąca do mojego miejsca przeznaczenia. Po dowiedzeniu się skąd jestem, czemu Maroko i kim w ogóle jestem, zostałam zaproszona przez Nią na obiad do jej domu.
Jeśli chodzi o samo miasto. To było moje największe rozczarowanie. Ojej. Po obiedzie w domu Sary i jej rodziny poszłam odkrywać miasto. Największe miasto w Maroko, gdzie ekskluzywne domy łączą się ze slumsami. Od razu wiedziałam, że to nie jest bezpieczne miasto dla samotnej podróżującej dziewczyny. Kiedy przyjechałam na miejsce, to otworzono pierwszą linię metra, także panował olbrzymi chaos przy biletomacie. Coś okropnego. W głowie miałam tylko to, że jeszcze brakuje, ażeby ktoś mnie okradł z telefonu, pieniędzy i dokumentów. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Ale nie obyło się od chamskich podrywów czy gwizdania w moim kierunku. Im dłużej spóźniał się mój Host, tym coraz większa grupka mężczyzn zaczynała mnie otaczać, niby nie zagadując, niby tylko przechodzili, by stanąć w bezpiecznej odległości i mnie obserwując. Telefon miał coraz słabszą baterię, a we mnie adrenalina wzrastała. Już w głowie kotłowały się chore myśli, że już po mnie. Jednak nie minęło 10 minut, kiedy przyszedł mój Host Mohamed w miejsce, gdzie się umówiliśmy i mnie zgarnął od tej hordy napaleńców.

Zaprowadził mnie do swojego apartamentu w którym mieszkał ze swoimi współlokatorami. Zjedliśmy wspólnie żarełko i przez cały wieczór graliśmy w monopol przy akompaniamencie gitary, na której grał jeden z nich.  Następnego dnia Mohamed dał mi klucze do mieszkania i prosił mnie, żebym się nie zgubiła, bo będzie w pracy do 18 i nie będzie mógł wyjść z niej wcześniej. Przyrzekłam mu, że będę ostrożna.

  Symbolem miasta jest olbrzymi meczet Hassana II. Jego minaret jest najwyższą sakralną budowlą na świecie. Jego budowę rozpoczęto w 1986 roku jako spełnienie woli króla Hasana II, wyrażonej w dniu jego urodzin. Świątynię ukończono jednak dopiero 30 sierpnia 1993 roku. Wznosi się ona na sztucznym nasypie ponad wodami Oceanu Atlantyckiego. Niekiedy otwierany jest też ogromny dach świątyni, aby wierni zgodnie z nauką Koranu mogli podziwiać boski ocean i nieboskłon. Dlatego chciałam zobaczyć tego kolosa. Wiecie co? Budowla robi naprawdę olbrzymie wrażenie. Jest MEGA. Piękny. Niesamowity i daje poczucie jak mały jest człowiek. Cały teren jest zaplanowany z dużą starannością o szczegóły. Budynek jest bardzo bogato zdobiony, wręcz z przepychem. Budzą podziw piękne, olbrzymie bramy. Całość tworzy niesamowity efekt wizualny.


Wydaje mi się, choć pewności zupełnie nie mam, że to właśnie jeden jedyny Meczet Hassana II oraz Mauzoleum Mohameda V jest otwarty dla innowierców i każdy może do niego wejść w Maroku (Większość meczetów na świecie jest jednak otwartych na zwiedzających). 
Muzułmanie uważają to za wyraz swojego pokojowego stosunku do reszty świata, jak również środek służący zachęcaniu innowierców do konwersji na islam). Oczywiście nie było żadnej wątpliwości, że skorzystam z okazji zwiedzenia. Obiekt jest olbrzymi wyściełany dywanami. 
W związku z tym zachodzi konieczność zdjęcia obuwia. Dostaje się specjalne torby plastikowe. 
Wnętrze robi wrażenie a co najważniejsze, można zobaczyć miejsca modlitwy ale również miejsca rytualnych ablucji (obmycia rąk przed modlitwą). To wyjątkowe miejsce. Przede wszystkim miejsce kultu religijnego, pełne spokoju a jednocześnie egzotyki dla ludzi innego wyznania. Będąc w Casablance nie można go pominąć.  Historia tego meczetu jest ciekawa, a jego architektura zarówno zewnętrzna, jak i wewnętrzna oraz wyposażenie wzbudzają zachwyt. Ciekawe są też łaźnie na niższym poziomie. Po prostu tego się nie da opisać. I nie da zawrzeć piękna w słowach. Tam trzeba pojechać. Mówiąc szczerze i bez ogródek warto pojechać do Casablanki może na jeden dzień, bo jedyną atrakcją, która jest warta tej wizyty jest właśnie ów Meczet. 

Agnieszka Goździk


Jeśli jesteś zainteresowany zakupem mojego obrazu zachęcam do odwiedzenia mojej strony internetowej tutaj. 

Dla czytelników mojego bloga oferuję 15% obniżkę ceny, z kodem rabatowym "Feeria", dla obrazu który znajdziecie tutaj, a jego zdjęcia zamieszczam poniżej:

Feeria, 50x70 (cm), olej na płótnie


Feeria


Wizualizacja
Abstrakcje wprowadzają nas w zaczarowany, nieokreślony, niczym nieograniczony świat fantazji artysty. Patrząc na abstrakcję na chwilę zapominamy o trudach dnia codziennego. Próbujemy wniknąć w umysł artysty wyobrażając, analizując kompozycje, barwy i dopatrujemy się drugiego dna.
Cena obrazu regularna to 600 zł (150 USD), wysyłka na terenie Polski gratis, natomiast za granicę w zależności od kraju od 20 do 65 USD. Cena po rabacie to: 510 zł (128 USD).

środa, 15 lutego 2017

Dopóki to nie przydarzy się tobie...

"Zwielokrotnienie"

Lusia ma odwagę pisać o trudnych emocjach. Opowiadać o swojej bezsenności, epizodach depresji, problemach z odżywianiem... Ta odwaga jest wyjątkową sprawą, bo chociaż coraz więcej wiemy (i mówimy) o zaburzeniach snu, nastroju czy żywienia, to wciąż "nie wypada" się do nich przyznawać. Im bardziej człowiek jest wrażliwy, tym bardziej narażony na tego rodzaju kłopoty. I tym dotkliwiej znosi idiotyczne tendencje do bagatelizowania tematu, a nawet zaprzeczania jego istnieniu.
Wiecie, co mam na myśli? Wygadywanie bzdur o tym, że depresja nie istnieje - że ktoś po prostu "ma za dobrze", "przewraca mu się w dupie", "powinien wziąć się w garść i do roboty". Że anoreksja to "próżność", a bulimia - "chodzenie na łatwiznę". I że "jeśli nie możesz spać, to pewnie po prostu nie jesteś zmęczony, bo nie potrafisz właściwie zorganizować sobie czasu". 
Twierdzenie, że depresja czy bezsenność jest "wymówką" od pracy (i pracy nad sobą) to też jedna z najpopularniejszych i najbardziej krzywdzących opinii. Ale akurat Mariola ze swoimi skłonnościami do pracoholizmu, niezwykłą płodnością twórczą i wielogodzinnymi maratonami malarskimi jest żywym zaprzeczeniem tej tezy. 
Najgorsze, kiedy tego rodzaju mądrości puszczają w obieg popularni "coache" i "guru motywacji", pokroju Mateusza Grzesiaka i jemu podobnych. Faceci, którym przecież wielu ludzi ufa! Strasznie mnie to uruchamia i strasznie dziwi. Dlaczego ktoś próbuje przekonać cierpiącego człowieka, że sam jest sobie winien? Albo, że nic mu nie jest? To ma pomóc? 
Mam wrażenie, że żyjemy w czasach, gdzie efektywność, wielozadaniowość i "rozwój osobisty", zastąpiły duchowość, empatię i poszukiwanie równowagi. 
Przy okazji to popieprzone, że najbardziej kompetentne w kwestii zaburzeń psychicznych czują się osoby, które nigdy ich nie doświadczyły (ani, oczywiście, nie studiowały medycyny). Którym się poszczęściło, które nie zachorowały, które może mają silną konstrukcję psychiczną, a może uniknęły kilku życiowych dramatów, wychowały się w fajnym domu, dostały dużo wsparcia. Takie osoby czują się w obowiązku podważać cierpienie innych. 
Znacie analogiczne przykłady z telewizji? Bogaty biały polityk, wyśmiewa problemy czarnych/kobiet/biednych. Bo jemu się nie przytrafiły.
Zaburzenia psychiczne, funkcjonują tak samo, jak wszystkie inne przewlekłe problemy zdrowotne. Jak astma, jak cukrzyca (tych - o dziwo - nikt nie próbuje podważać). Musisz o siebie dbać, zwracać uwagę na ruch i dietę, znaleźć się pod opieką lekarza specjalisty, być może brać leki. Szukać stabilizacji, otrzymywać wsparcie. Ignorować szybkie i "cudowne" rozwiązania, "niezawodne" metody leczenia, pseudo-coachy, czary-mary i baby z lasu. Zaakceptować chorobę i fakt, że czasem będzie bardzo ciężko.
A jeśli jesteś zdrowy i masz się dobrze - pamiętaj, że to nie musi trwać wiecznie. Że choroba i nieszczęście może spaść na każdego. I że dopóki to nie przydarzy się tobie - nie masz prawa podważać czyjegoś cierpienia ani słowem. 

Czarne drzewo


Emilia Dadan

 
"Szare komórki", 100x120 (cm)

"Pędzące myśli", 80x120 (cm)

"Rozbudzenie jaźni", 100x120 (cm)
Atomistyczna przestrzeń, 80x120 (cm)
"Chromoterapia", 80x120 (cm)
"Nadzwyczajne dni", 70x70 (cm)
"Reminiscencje Beksińskiego", 120x80 (cm)
"Zew", 120x80 (cm)
"Drzewo życie", 120x65


"Trzeba czas oszukać", 120x65

"Uchwycone w czasie", 80x120 (cm)                  
"Reminiscencje", 70x70 (cm)
  

"Iluzja światów równoległych", 160x80 (cm)

"Zbliżenie" z cyklu "Zauroczona Dmuchawcami", 70x100 (cm)

"Sen o Dmuchawcach" z cyklu "Zauroczona Dmuchawcami", 100x120 (cm)



Jeśli jesteś zainteresowany zakupem mojego obrazu zachęcam do odwiedzenia mojej strony internetowej tutaj. 
Dla czytelników mojego bloga oferuję 15% obniżkę ceny, z kodem rabatowym "Drzewo życia", dla obrazu który znajdziecie tutaj, a jego zdjęcia zamieszczam poniżej:




Drzewo życia, OLEJ 30x60 (cm)

Jedno z moich ulubionych drzew jakie dotychczas namalowałam. Mimo czarno - białych barw napełnia optymizmem ukazując piękno, siłę i niezniszczalność przyrody. Cena obrazu regularna to 900 zł (225 USD), wysyłka na terenie Polski gratis, natomiast za granicę w zależności od kraju od 20 do 65 USD. Cena po rabacie to: 765 zł (191 USD).
 

Zainteresowanych zapraszam do kontaktu mailowego: mariola.swigulska@wp.pl obraz zostanie dostarczony za pośrednictwem kuriera maksymalnie w ciągu dwóch tygodni :)


poniedziałek, 13 lutego 2017

Prestiżowy ranking - Maffashion najbardziej wpływową blogerką!

Źródło: http://plejada.pl/newsy/maffashion-najbardziej-wplywowa-blogerka-swiata-ranking-wwd/43m3cy


Miło  mi pogratulować jednej z najbardziej znanych polskich blogerek modowych Julii Kuczyńskiej autorki bloga Maffashion.

„Polska blogosfera, a przynajmniej jedna blogerka ma co świętować. Julia Kuczyńska znana jako Maffashion może zamknąć usta wszystkim hejterom, którzy twierdzą, że jej praca jest jest nieistotna i że polskie szafiarki są gorsze od tych z zagranicy.  Blogerka została wyróżniona pierwszym miejscem w rankingu WWD.COM. Kryterium rankingu, w którym na pierwszym miejscu pojawiła się Maffashion, była nie popularność, czyli np. liczba obserwujących, subskrybentów czy polubień, ale wartość przychodu, który dzięki gwiazdom internetowym udało się wygenerować markom. Kuczyńska znalazła się na podium z wynikiem ponad 65 mln dolarów.” – źródło: spider’s  web.  (blog blisko technologii).


Źródło: https://maffashion.pl/

Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że praca Julii Kuczyńskiej „Maffasshion” została doceniona.  Sama prowadzę bloga i wiem ile pracy i zaangażowania to pochłania. Co prawda głównie angażuje mnie malarstwo, ale „posty” same się nie tworzą. Jestem architektem i malarką a „moda” to dla mnie ogromna przyjemność. Uwielbiam oglądać stylizacje, uwielbiam kupować zupełnie „zbędne”  ciuszki, na które często tylko patrzę jak na „dzieła sztuki” nie mając możliwości zbyt częstego ich zakładania.


Źródło: https://maffashion.pl/

… i wiem, że to próżność… Bo jest tak wiele „istotnych” ważnych zadań na tej planecie, którym można by było się poświęcić… Ale od zarania dziejów ludzie poszukują przyjemności… A „ciuchy”, „fajne ciuchy” na pewno ją dają. 

Źródło: https://maffashion.pl/

Z wielką przyjemnością obejrzałam kilka wywiadów z Julią Kuczyńską i jestem oczarowana szczerością i autentycznością, i normalnością tej przemiłej, uroczej i pięknej dziewczyny. 
Ponieważ kocham zwierzątka - obecnie posiadam 2 piękne szlachetnie urodzone kundelki i 5 kotów szlachetnie urodzonych śmietnikowców, więc najbardziej ujęła mnie szlachetna i bohaterska postawa małej Julii Kuczyńskiej - o czym opowiada w wywiadzie 20m2 prowadzonego przez Łukasza Jakóbiaka z dnia 10 lipca 2016... Jak dzielnie "dowaliła" w zęby swoim niedorozwiniętym koleżkom, którzy maltretowali żabki, wybijając jednemu z nich dwie jedynki.
Uwielbiam małą bohaterską Julkę. Trzymam kciuki za jej sukcesy, mam nadzieję, że jeszcze nie raz "zawalczy" o prawa zwierząt.


Źródło: https://maffashion.pl/

Źródło: https://maffashion.pl/
Jej reakcja na to, że jest na pierwszym miejscu w rankingu  WWD.COM, jeszcze bardziej sprawiła, że moja sympatia do tej młodej blogerki jest jeszcze większa niż do tej pory. 

"Co za dzień! Co za miesiąc! Ciągle nie wierzę, że takie rzeczy się dzieją. TA informacja jest jakimś szokiem nie do opisania! To chyba jedno z najważniejszych wyróżnień, sukcesów jakie go tej pory mi się przytrafiły! Jedno wielkie WOW !!!" ( źródło: instagram//maffashion_official)


Źródło: https://maffashion.pl/

Źródło: https://maffashion.pl/

Zachęcona sukcesem polskiej blogerki, chciałabym podzielić się z Wami zdjęciami z mojej sesji zdjęciowej w sukience Zary, zrealizowanej na Maderze w Camara de Lobos. Autorem zdjęć jest Vanessa Eslain Świgulska.


Madera, autor zdjęć: Vanessa Eslain Świgulska