poniedziałek, 27 czerwca 2016

Moje ulubione słowo


Moje ulubione słowo brzmi: "bardzo". I jest wspaniałym drogowskazem. 
Każe mi szukać intensywności we wrażeniach i barwach. Także w sztuce. Zachwycać się szaleństwem i urodą kontrastów. Pcha mnie w kierunku wyjątkowych obrazów-artefaktów, które zachwycają lub drażnią. Lubię po równo te brzydkie i te ładne. Lubię nawet te, które mi się nie podobają. Byle bardzo. 

Jest coś w tej abstrakcji. Coś co mnie urzeka i ciekawi. Wygląda jak mapa miasta, jak ogromne gospodarstwo rolne widziane z lotu ptaka, jak hydroelektrownia Itaipu Albo jak mechanizm zegarowy z krainy czarów. Element oniryczny i pewna regularność. Coś z Klimta, coś z Chagalla, coś ze spalonej płyty głównej.
Ten obraz to jakby szalona układanka, pozlepiana z przypadkowych kawałków. Rozbity kalejdoskop, po nieudolnej próbie naprawy. Taka połamana, patchworkowa, niezborna całość, która wręcz hipnotycznie przyciąga uwagę. Intrygująca. Bardzo. 

Kiedy pytam o ulubione słowo, łatwo się zawahać. Dla mnie to łatwe, bo  jestem filologiem i żyję w świecie wyrazów. Jednak myślę, że zastanowienie się nad tą sprawą dla każdego mogłoby mieć pewną wartość. Warto bowiem wybrać słowo inne niż "piękno", w kontekście tego, czego  w sztuce (i w życiu) szukamy. I pozwolić mu się poprowadzić. 

Bo może tym, czego skrycie pragniemy wcale nie są "ładne" obrazy. Może się okazać, że szukamy ukojenia, wrażeń, zagadki do rozwiązania. Może bardziej pociągają nas ulotne doznania niż trwałość? Może pragniemy poszukiwać, zamiast podążać utartym szlakiem? Warto czasem konfrontować się z obrazami, które nam się nie podobają. Warto otaczać się sztuką, której potrzebujemy, którą wypełnia prawdziwa moc sprawcza i która stanie się dla nas czymś znacznie więcej niż ładnym przedmiotem, wiszącym w korytarzu. 

Emilia Dadan

Nadmiar



Nadmiar połączeń. Wreszcie zakończył się ten trudny okres jakim jest sesja. Problem w tym, że często skutki przeszłości trwają w najlepsze jeszcze długo po kończącej klamrze wydarzenia. Czuję nadmiar połączeń taki, jak na obrazie. Pełen więzi niewytłumaczonych. I mimo tych neuronów, wciąż pracujących, ich olbrzymiej ilości, nie mogę zaznać spokoju. Wciąż coś mnie rwie wewnątrz do małych codziennych śmierci ciała i duszy. Pamięć nasuwa mi wspomnienia walki każdego dnia o spełnione marzenia. Ciężki orzech do zgryzienia te moje cele :) Niemniej takie wybrałam i nie będę tego zmieniać dlatego, że muszę zapanować nad ludzkimi już tradycyjnymi cechami lenistwa, narzekania, popadania w rozpacz przy każdej porażce. Jak już pisałam – życie to nieustanna walka i albo dąży się do zwycięstwa szukając sojuszników (jak np. sztuka), albo poddaje się i godzi na los. A ja nigdy nie zgodzę się na coś, co mogłoby czynić mnie nieszczęśliwą lub, co gorsza, mogłoby wpłynąć negatywnie na moją wewnętrzną harmonię. Bo chyba to jest dla mnie najważniejsze – by utrzymać życie w równowadze, by nie trawić wciąż jadu i gniewu bądź w drugą stronę nieograniczonego szczęścia i radości. Szukam spełnienia, spokoju, opanowania na każdej płaszczyźnie życia. Niestety ostatni miesiąc nie zapewnił mi tego, jestem pusta w środku jednocześnie wybuchając raz po raz załamującymi się piorunami niekontrolowanej elektryczności mojego mózgu. Granice mojej duszy nie mogą już zmieścić wręcz namacalnej pustki, a mimo to czuję złą siłę, coś mrocznego, co mi rozkazuje, co mówi, że mam harować godzina w godzinę, aż doprowadzę się do samozagłady. Świadomej. Ale to tylko pozorna świadomość, wiadome jest, kto tak naprawdę jest królową mnie samej. Mélancolie. Lecz nie ta współczesna, wymalowana gwiazda melancholia. Przeszłość zawiera dużo wiedzy, trzeba tylko po nią sięgnąć.
Wracając do obrazu, powoduje we mnie odruch nostalgicznego zapadania w rozmyślania o sensie tego wszystkiego. Nie mogę żyć bez samospełnienia. Choćby mnie to zabiło. Jednocześnie wiem, że to mimo wszystko raczej rozsądne. Nie chcę skończyć w określony sposób. Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie takie podejście, moje starania, moje zachowanie. Ale wiem, dokąd pójść za żadną cenę nie chcę i tego się trzymam. A ten obraz… Przypomina mi tylko o tych rozczarowujących aspektach mojej drogi życiowej. Esencja sztuki. Poruszyć. Poruszyło. Te struny jadowite, niszczące. Ale obojętność wobec sztuki rani bardziej, więc piszę to wszystko w smutku, ale i szacunku do tego obrazu i jego autorki. Można szanować nawet najbardziej znienawidzone zjawisko. Bo przecież WSZYSTKO JEST I CZARNE I BIAŁE. A najczęściej szare. 


Excess of connections. At last this hard time which is called „session” in Poland has finished. But it’s some problem because often effects of past time keeps long time after ending buckle of some event. I feel excess of connection which you can see in the picture. Full of bonds which aren’t explained. And although these neurons , still working, their huge number, I can’t taste calmness. Still something shoots inside me to small daily deaths my body and soul. Memory gives me recollections of every day’s battle of come true my dreams. My aims are hard, I know :) But this is what I chose and I am not going to change this due to I have to control human traditional features like laziness, complaining, be depressed every time when meet defeat. I wrote this once – life is an endless war and either we follow to win looking for ally (for example art) or we give up and accept our destiny. And I never be ok for something which can make me unhappy or (what’s more horrible) could influence for my internal harmony. This is the most important for me – keep my life in harmony, do not digest venom and anger or from the other hand endless happiness and joy. I’m looking for satisfaction of myself, calmness, self-control in every aspect of my life. Unfortunately last month didn’t secure my these things, I’m empty inside at the same time exploding collapsing thunderbolts of my mind’s uncontrolled electricity. Borders of my soul can’t contain this tangible emptiness but although this I feel this wrong strength, something dark, what orders me and tells me that I have to slave every hour during the day to this moment of self destruction. Aware destruction. But this is only seeming consciousness, it’s knew who really is the Queen of myself. Mélancolie. But not melancholy at the present day. This made-up star. Past is full of knowledge, just take it!

Coming to the picture, it causes inside me impulse of nostalgic falling in mediating about sense of these all things. I can’t live without complacency. though this could kill me. At the same time I know that this is rather reasonable. I don’t want to live in some way. I don’t know where my current thoughts, behave and efforts will introduce. But I know where I  really don’t want to go and I keep it. And this pic… It reminds me all these disappointing aspects of my life’s way. Essence of art. Move. And moved. These strings full of venom, destruction. But indifference hurts more, so I’m writing this in sadness also in respect to this picture and its author. Yes, it’s possible to respect the most hated phenomenon. Because after all ALL THINGS ARE ALSO BLACK AND WHITE. And the most often grey.   

~~~Kamila Kossowska

niedziela, 26 czerwca 2016

Kojące błękity


Po gorących czerwieniach i szlachetnej purpurze przyszła pora zanurzyć się w chłodnym błękicie. 
Niebieski to spokój bezchmurnego nieba i moc wzburzonego oceanu. Woda, w której rodzi się wszelkie życie, warstwy powietrza w oddali, szklista tafla lodu. Niebieski to również dachy domów na Santorini, sierść rosyjskiego kota lub oczy ukochanego.
W języku reklamy błękitom towarzyszy hasło "refreshing" (niebieska barwa przeważa w spotach past do zębów i innych środków higieny), w biznesie - niebieska koszula uchodzi za strój budzący zaufanie. Z kolei niebieski kolor ścian postrzegany jest jako doskonały do biura (udowodniono, że w otoczeniu barwy niebieskiej pracownicy stają się bardziej wydajni). 
Niebieski to również kolor marzeń. Nie tylko przysłowiowych "niebieskich migdałów", lecz także wyśnionego domu Lusi na lazurowym wybrzeżu, tropikalnej błękitnej laguny, gdzie woda ma dokładnie temperaturę ludzkiego ciała, czy błękitu nieba widocznego z okien samolotu, wysoko ponad chmurami. 
Błękitny kamień Lapis Lazuli, którym inkrustowano dzieła sztuki w starożytności, był droższy niż złoto. Za to urocze niezapominajki są za darmo. 
Dziś prezentujemy najpiękniejsze niebieskie obrazy. Serdecznie zapraszam do oglądania.

środa, 22 czerwca 2016

Zniewalające fiolety


Purpura to kolor królów i mistyków. Tajemniczy i szlachetny. 
Kojarzy się z magią, z ukrytymi i niedostępnymi aspektami życia, wyższą świadomością i szeroko pojętą ezoteryką. 
Kamila wspominała kiedyś, że fiolety działają na nią kojąco. Okazuje się, że nie jest to jedynie subiektywne wrażenie. Dowiedziono, że purpura doskonale wycisza organizm i łagodzi objawy stresu. W otoczeniu fioletów łatwiej nam się zrelaksować, odprężyć i zapanować nad rozchwianymi emocjami. Fioletowe elementy wystroju wnętrza zaleca się osobom cierpiącym na bezsenność, ze względu na ich dobroczynne oddziaływanie na organizm. Prawdopodobnie Mariola i Kamila intuicyjnie odkryły jego moc. Obie są wyjątkowe, wrażliwe i uduchowione, potrafią więc podświadomie odczytywać ukryte znaczenia, Stąd tak wiele fioletowych obrazów w kolekcji Lusi. 
Tym razem przedstawiam kompilację prac, w których dominują odcienie purpury. Serdecznie zapraszam do oglądania.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Tulipany w pędzie


Pomarańczowe kwiaty widziane z okna jadącego samochodu. Niekończąca się łąka rozchwianych kielichów. Aż chce się zatrzymać na poboczu drogi, wysiąść z auta i pobiec. Pomiędzy kwiatami, wgłąb, w dal, na koniec świata.
Kołysane wiatrem tulipany to niezwykle inspirujący widok. Urzekający niezwykłym połączeniem delikatności roślin i energetyzującego koloru. Dla takich kwiatów musiało być miejsce w rajskim ogrodzie.
Praca nawiązuje do twórczości impresjonistów. Zachwyt nad ulotnością chwili, grą światła i koloru. Jednak jego struktura jest bardziej skomplikowana, wielopłaszczyznowa. Widzimy zarówno rozmyte połączenia plam barwnych, jak i wyraziste formy Artystka zdecydowała się podkreślić konturem kształty i dokładnie odzwierciedlić szczegóły. Pierwszy plan obrazu ukazuje kunszt i finezję z jaką natura tworzy każdy detal.
Kwiaty w głębi obrazu zostały potraktowane znacznie bardziej szkicowo, zniekształcone przez prędkość i perspektywę powietrzną. Przypominają ludzkie sylwetki lub tańczące płomienie.
Subtelna harmonia tonów rozbielonych oranżów. Soczyste, energetyczne barwy, które tak zbawiennie działają na organizm, czynią obraz ożywczym i radosnym elementem aranżacji wnętrza.

Emilia Dadan

sobota, 18 czerwca 2016

Magnetyczne czerwienie


Nie ma innej barwy, która tak mocno kojarzyłaby się z cielesną miłością - nie ma również drugiego koloru, który tak nierozerwalnie wiązałby się z agresją i krwią. Czerwień skupia w sobie całą energię życia, ze wszystkimi jego gwałtownymi porywami i różnorodnością. 
W pracach Marioli możemy znaleźć czerwień we wszystkich odcieniach i odsłonach. Od delikatnej czerwieni drobnych naczyń krwionośnych, poprzez szlachetną czerwień drogocennych klejnotów, aż po gorącą czerwień zachodzącego słońca. 
Kolor czerwony silnie stymuluje psychikę, rozbudza emocje, wywołuje apetyt, jak dojrzały owoc. Jego wpływ na człowieka jest nie do przecenienia. To barwa siły, dominacji i zwycięstwa. 
Czerwień bywa ekscentryczna i widowiskowa, jak neony Moulin Rogue czy karoserie sportowych samochodów. 
W wielu kulturach symbolizuje szczęście, pomyślność i piękno - dlatego chińskie panny młode tradycyjnie noszą ubiór w tym kolorze. 
Czerwony obraz prezentuje się fenomenalnie jako element aranżacji gabinetu czy biura. Jego ożywcze i pobudzające działanie sprawdzi się również w sypialni. 
Nad notką film z prezentacją czerwonych prac Lusi.
Serdecznie zapraszam do oglądania, odkrywania nowych odcieni i wyboru tych najpiękniejszych.


Emilia Dadan

wtorek, 7 czerwca 2016

Idealny obraz do wnętrza



Co my tu mamy? Trochę Pollocka w kolorystyce Mondriana. Chlapnięcia pędzla, bryzgi farby, barwne plamy i przypadki. 

Gdybym miała wybrać do wnętrza tylko jeden z obrazów Marioli - ten byłby idealny. 
Pasuje zarówno do hipsterskiej nory, jak i do nowoczesnego designu. A także do tego, co nazwalibyśmy "ładnym, przytulnym mieszkaniem". Potrafię sobie wyobrazić, jak doskonale komponowałby się z szaloną aranżacją. Albo jak ożywiłby konwencjonalną ścianę.

Zaskakująco łączy w sobie urodzaj (zróżnicowanie kształtów, dynamika, bogactwo form) i minimalizm (kolory podstawowe, przestrzeń, brak tematu). Przyciąga wzrok na dłużej i pobudza wyobraźnię. Niemal jak badanie psychologiczne z plamami Rorschacha. Z czymś nam się kojarzy, coś zaczynamy zauważać. Kwiaty? Planety? Postaci? Indianskie polowanie na wielkiego ptaka? Patrzący próbuje odgadnąć. Dostrzega coraz więcej szczegółów, lecz nie rozwiązane zagadki. A przynajmniej - nie od razu.

Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt. Abstrakcyjna kompozycja we wnętrzu szybko się nie znudzi. 
I nie stanie się banalna. W odróżnieniu od oldskulowego portretu przodka, czy "misy z owocami" w jadalni. 

Emilia Dadan

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Aukcja charytatywna dla Maxa

Moi mili czytelnicy!

Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie dla chorego Maxa, dla którego w Pragalerii zostanie zorganizowana 3 Aukcja Charytatywna.
Gdzie? - Pragaleria, ul. Stalowa 3, Warszawa
Kiedy? - 8 czerwiec 2016 r. godzina 19.30

Licytowanych będzie wiele prac polskich artystów, w tym mój obraz "Terakota 2". Gorąco zachęcam!
Terakota 2, 40x80 (cm), akryl na płótnie

sobota, 4 czerwca 2016

Piekło? Czy tylko lato?


Wiecie, co mnie wkurza? Skandynawskie kryminały. I ich okładki. Wszystkie te zbrodnie w kolorach szaro-czarnych, z tytułami w kontrastującej czerwieni. Nocne morderstwa i zwłoki przysypane śniegiem. Wkurzają mnie też brunatne filtry na kamerach, którymi kręcą filmy wojenne. Czyżby w 39' rzeczywistość miała jakieś gorsze barwy? A może po prostu nie wypada, żeby azalie kwitły szaloną fuksją, kiedy ojczyzna się wykrwawia? A jednak kwitły! Dlaczego nikt tego nie pokaże? Nudzi mnie banał. Lubię niejednoznaczności. I lubię prawdę. Moim ulubionym thrillerem jest "Piknik pod wiszącą skałą", bo cały dramat rozgrywa się w pełnym słońcu i w bajkowym otoczeniu australijskiej przyrody. Nie staje się przez to mniej tragiczny. Bynajmniej.
Dzisiejszy obraz ma w sobie tą samą moc, złowrogiego ostrego słońca. Jest niepokojący i skomplikowany, choć Mariola użyła niemal wyłącznie ciepłych barw. Jest tak gorący, że niemal można się oparzyć. Gorący jak wnętrze atomowego wybuchu, jak piekło, trawiące grzeszników, jak eksplodująca gwiazda. A może po prostu, jak upalne lato? Ze swoim jaskrawym, fruwającym robactwem, piorunami kulistymi i nieziemskimi kolorami. 
Energia tego obrazu jest niepowstrzymana. Kręgi zdają się wykraczać poza granice płótna, roztaczać swój diabelski czar, wyzwalając moc i chaos. Taki obraz, wprowadzony do wnętrza, natychmiast zabija rutynę i stagnację.
Mamy tu pochwałę wszystkiego co gwałtowne, rozpędzone i niepowstrzymane. Mamy tu lato w piekle. Szalone, niekończące się wirowanie. 
Mamy także, może przede wszystkim, afirmację żywiołu ognia w każdej jego postaci. Tej, która trawi lasy i tej, która rozprasza ciemności. To nieoczywiste połączenie dobrego i złego ognia, spodoba się indywidualistom, niespokojnym duszom, nieustannym poszukiwaczom. Tym, którzy nie kojarzą żółcieni i pomarańczu wyłącznie ze słodkimi landrynkami.
Oraz tym którzy podobnie jak ja, nie lubią szwedzkich kryminałów. 

Emilia Dadan