środa, 17 maja 2017

A może kiedyś będę malarką?


Fot. Vanessa Eslain


Miałam taką dziwną wizję. Byłam 11 - 12 letnią dziewczynką i szłam cudną aleją przepełnioną rozdygotanym światłem w złotawych kolorach zachodzącego słońca.  Nie pamiętam nazwy miejscowości, myślę, że były to jakieś kolonie, na które prawie co roku wyjeżdżałam dofinansowywane przez zakład pracy mojego ojca... I SZŁAM SOBIE TĄ BAJKOWĄ ALEJĄ... I wypełniało mnie poczucie nieskończonego piękna i wiążąca się z nim wszechogarniająca radość... I pomyślałam wtedy... Zupełnie bezpodstawnie... Bo przecież mała dziewczynka, z małej wsi, zajmująca się trojgiem młodszego rodzeństwa, królikami, które ojciec hodował i którym trzeba było "narwać" pożywienia i opiekująca się ogródkiem warzywnym latem co nie było łatwe bo podlewać było trzeba wodą ze studni i przelewać w konewkę... I nikt nie myślał o rozwijaniu w dziewczynce jakiejkolwiek pasji... I pomyślałam wypełniona uśmiechem wewnętrznym - A MOŻE KIEDYŚ BĘDĘ MALARKĄ? - tak zupełnie znikąd... Taka dziwna wizja od Boga? Radosna wizja... Mglista nierealna, ale wypełniająca małą dziewczynkę z małej dość ponurej wsi... Radością... O wizji tej zupełnie zapomniałam... Przypomniałam sobie o niej kilka lat temu zupełnie przypadkiem... Sama łagodnie wypłynęła z niepamięci... I rozbłysła poczuciem spełnienia, a może to tylko taki pomysł Boga na małą dziewczynkę, żeby wypełnić jej życie radością. I kupowałam w kioskach, w małej wiosce pocztówki z reprodukcjami portretów dziewczynek. Nie pamiętam autorów.... Ale one były takie piękne na tych pocztówkach... I z wielką radością kredkami na brystolu przemalowywałam je ciesząc się każdą chwilką tworzenia... I tak zostało do tej pory... Już nie przemalowywuję pocztówek, ale malarstwo wypełnia moje życie, pochłonęło mnie bez reszty, jak pozytywny, choć nie zawsze narkotyk i cieszę się nadal każdą chwilką tworzenia. Dzięki Ci Boże, za Twój chytry plan wobec małej dziewczynki z małej dość smutnej wsi bez perspektyw.
















Prześlij komentarz