poniedziałek, 27 czerwca 2016

Nadmiar



Nadmiar połączeń. Wreszcie zakończył się ten trudny okres jakim jest sesja. Problem w tym, że często skutki przeszłości trwają w najlepsze jeszcze długo po kończącej klamrze wydarzenia. Czuję nadmiar połączeń taki, jak na obrazie. Pełen więzi niewytłumaczonych. I mimo tych neuronów, wciąż pracujących, ich olbrzymiej ilości, nie mogę zaznać spokoju. Wciąż coś mnie rwie wewnątrz do małych codziennych śmierci ciała i duszy. Pamięć nasuwa mi wspomnienia walki każdego dnia o spełnione marzenia. Ciężki orzech do zgryzienia te moje cele :) Niemniej takie wybrałam i nie będę tego zmieniać dlatego, że muszę zapanować nad ludzkimi już tradycyjnymi cechami lenistwa, narzekania, popadania w rozpacz przy każdej porażce. Jak już pisałam – życie to nieustanna walka i albo dąży się do zwycięstwa szukając sojuszników (jak np. sztuka), albo poddaje się i godzi na los. A ja nigdy nie zgodzę się na coś, co mogłoby czynić mnie nieszczęśliwą lub, co gorsza, mogłoby wpłynąć negatywnie na moją wewnętrzną harmonię. Bo chyba to jest dla mnie najważniejsze – by utrzymać życie w równowadze, by nie trawić wciąż jadu i gniewu bądź w drugą stronę nieograniczonego szczęścia i radości. Szukam spełnienia, spokoju, opanowania na każdej płaszczyźnie życia. Niestety ostatni miesiąc nie zapewnił mi tego, jestem pusta w środku jednocześnie wybuchając raz po raz załamującymi się piorunami niekontrolowanej elektryczności mojego mózgu. Granice mojej duszy nie mogą już zmieścić wręcz namacalnej pustki, a mimo to czuję złą siłę, coś mrocznego, co mi rozkazuje, co mówi, że mam harować godzina w godzinę, aż doprowadzę się do samozagłady. Świadomej. Ale to tylko pozorna świadomość, wiadome jest, kto tak naprawdę jest królową mnie samej. Mélancolie. Lecz nie ta współczesna, wymalowana gwiazda melancholia. Przeszłość zawiera dużo wiedzy, trzeba tylko po nią sięgnąć.
Wracając do obrazu, powoduje we mnie odruch nostalgicznego zapadania w rozmyślania o sensie tego wszystkiego. Nie mogę żyć bez samospełnienia. Choćby mnie to zabiło. Jednocześnie wiem, że to mimo wszystko raczej rozsądne. Nie chcę skończyć w określony sposób. Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie takie podejście, moje starania, moje zachowanie. Ale wiem, dokąd pójść za żadną cenę nie chcę i tego się trzymam. A ten obraz… Przypomina mi tylko o tych rozczarowujących aspektach mojej drogi życiowej. Esencja sztuki. Poruszyć. Poruszyło. Te struny jadowite, niszczące. Ale obojętność wobec sztuki rani bardziej, więc piszę to wszystko w smutku, ale i szacunku do tego obrazu i jego autorki. Można szanować nawet najbardziej znienawidzone zjawisko. Bo przecież WSZYSTKO JEST I CZARNE I BIAŁE. A najczęściej szare. 


Excess of connections. At last this hard time which is called „session” in Poland has finished. But it’s some problem because often effects of past time keeps long time after ending buckle of some event. I feel excess of connection which you can see in the picture. Full of bonds which aren’t explained. And although these neurons , still working, their huge number, I can’t taste calmness. Still something shoots inside me to small daily deaths my body and soul. Memory gives me recollections of every day’s battle of come true my dreams. My aims are hard, I know :) But this is what I chose and I am not going to change this due to I have to control human traditional features like laziness, complaining, be depressed every time when meet defeat. I wrote this once – life is an endless war and either we follow to win looking for ally (for example art) or we give up and accept our destiny. And I never be ok for something which can make me unhappy or (what’s more horrible) could influence for my internal harmony. This is the most important for me – keep my life in harmony, do not digest venom and anger or from the other hand endless happiness and joy. I’m looking for satisfaction of myself, calmness, self-control in every aspect of my life. Unfortunately last month didn’t secure my these things, I’m empty inside at the same time exploding collapsing thunderbolts of my mind’s uncontrolled electricity. Borders of my soul can’t contain this tangible emptiness but although this I feel this wrong strength, something dark, what orders me and tells me that I have to slave every hour during the day to this moment of self destruction. Aware destruction. But this is only seeming consciousness, it’s knew who really is the Queen of myself. Mélancolie. But not melancholy at the present day. This made-up star. Past is full of knowledge, just take it!

Coming to the picture, it causes inside me impulse of nostalgic falling in mediating about sense of these all things. I can’t live without complacency. though this could kill me. At the same time I know that this is rather reasonable. I don’t want to live in some way. I don’t know where my current thoughts, behave and efforts will introduce. But I know where I  really don’t want to go and I keep it. And this pic… It reminds me all these disappointing aspects of my life’s way. Essence of art. Move. And moved. These strings full of venom, destruction. But indifference hurts more, so I’m writing this in sadness also in respect to this picture and its author. Yes, it’s possible to respect the most hated phenomenon. Because after all ALL THINGS ARE ALSO BLACK AND WHITE. And the most often grey.   

~~~Kamila Kossowska

Prześlij komentarz