czwartek, 20 sierpnia 2015

Po co komu abstrakcja?



Polacy rzadko są fanami abstrakcji. W odróżnieniu od Skandynawów, którzy ozdabiają abstrakcyjnymi kompozycjami każdą przestrzeń, nawet w najmniejszym mieszkanku.

Trudno powiedzieć, czy winna jest wątpliwa edukacja w zakresie sztuki w polskich szkołach, czy jakiś specyficzny "gust narodowy", czy może podejście "ja też bym tak umiał" (powodzenia!).

Nie każdy musi abstrakcje kochać. Warto jednak spróbować ją zrozumieć i docenić, zanim wzruszymy ramionami w galerii i wygłosimy: "Pff, po co to komu?". Spróbujmy więc rozwiać przynajmniej elementarne wątpliwości.

Co to w ogóle przedstawia?

Emocje. Zmysłowe doznania. To, czego nie da się wysłowić. Jak pokazać złość? Rysunkiem na którym pani daje w twarz panu? W niektórych przypadkach pokazywanie postaci, czy malowanie widokówek wydaje się druzgocąco banalne.

A czasem pokazywanie postaci jest zupełnie nie na miejscu.Po koszmarze II Wojny Światowej pojawiła się wręcz teza, że człowiek nie jest godny, by prezentować go w dziełach sztuki.

Można też zadać sobie pytanie, czy obraz w ogóle musi coś przedstawiać. Czy nie możemy skupić się na studiowaniu kolorów i faktur? Poprzestać na biologicznych, zmysłowych reakcjach - pozwolić czerwieni, by rozgrzewała naszą krew. Pozwolić kompozycji z linii diagonalnych budzić nasze subiektywne skojarzenia?

Możemy szukać intelektualnych kontekstów, badać miejsce obrazu w historii estetyki, możemy rozpatrywać abstrakcje na tysiące sposobów. Płytko i głęboko. Możemy patrzeć na powierzchnię i dokonywać wielopłaszczyznowej analizy.


Dla artysty często abstrakcja "coś przedstawia". Coś bardzo osobistego. Niekoniecznie to, co zobaczy odbiorca. Zgódźmy się na mnogość perspektyw. Powyższy obraz w zamyśle Lusi był aktem. Kiedy dobrze się przyjrzysz, zobaczysz, że kompozycja plam barwnych bazuje na zarysie kobiecego ciała. Dla mnie, odkąd pierwszy raz go zobaczyłam, był "onirycznym koniem", widzianym przez ogień, przez dym i mgłę. I jego też zauważysz, jeśli dobrze się przyjrzysz.

To nawet nie jest ładne.

Dla mnie jest. Ładne jest to, co się podoba.Z resztą - dlaczego w ogóle miałoby być ładne?

Sztuka to nie dekoracja. To coś znacznie więcej. Ma poruszać, niepokoić, stawiać pytania, poszukiwać nieoczywistego piękna. W brzydkim obrazie można zakochać się równie mocno i trwale co w brzydkim mężczyźnie. Ciekawie brzydkim :)

Też bym tak umiał!


Argument koronny! Jeśli choć raz go użyłeś, na co jeszcze czekasz? Może czeka Cię kariera na światową skalę i zawrotne ceny, jakie osiągają abstrakcje Marka Rothko?

Myślę, że podjęcie próby stworzenia dobrej abstrakcji mogłoby utrzeć nosa wszystkim domorosłym znawcom. Powinieneś przynajmniej raz spróbować budowania kolorów, mieszania ich przy każdym dotknięciu pędzla (w szkole artystycznej straszliwie tępili nas za używanie farb prosto z tuby), zachowywania równowagi między świadomym tworzeniem, a zdawaniem się na przypadek i "boską interwencję", przedstawiania, przy jednoczesnym zachowywaniu tajemnicy (jak w poezji!). Spróbuj. Nie bój się. Jeżeli okaże się, że abstrakcje są dla Ciebie zbyt trudne - może docenisz je bardziej podczas kolejnej wizyty w galerii.

I jeszcze jedno. Abstrakcje prezentują się nieprawdpodobnie dobrze w surowych, nowoczesnych wnętrzach. Nie tylko zdaniem Skandynawów.

 

 Emilia Dadan