środa, 1 lutego 2017

Czasami "zdycham ze szczęścia"... ciąg dalszy!

Nieoczekiwana grecko-ukraińsko-polska impreza (Korfu, 2015)


  Opiszę teraz wieczór bardzo interesujący, jaki spędziliśmy w Agios Stefanos: ja, moja sąsiadka Kristina z Ukrainy, nasi gospodarze Veta i Jorgos oraz ich przyjaciel Spiros. Wróciłam do hotelu bardzo zmęczona po długiej wyprawie i kiedy przywitała mnie moja wesoła sąsiadka lekko podpita i spytała… Możem poznakomitsja?... Czy możemy się zapoznać?... Szto ja piju?… Co ja piję? Pomyślałam… no ładnie… koniec mojego idyllicznego spokoju… Jakaś „Ruskaja dziwaczka” chyba lubi popić.  Powiedziałam, że ja nie piję alkoholu, bo nie mogę, bo choruję... Była zdziwiona i zawiedziona, ale opowiedziałam jej o wszystkich pięknych miejscach, które zwiedziłam na Korfu i poszłyśmy razem do sklepu. Akurat skończyła mi się oliwa z oliwek. 



Kristina chwiejnym krokiem, wesoła, głośna, szczęśliwa pytała o moje życie, ile mam lat, co robię. Mój wiek zawsze był powodem mojego dużego zakłopotania, bo mam bardzo dużo młodych znajomych i często nie przyznaję się do mojego wieku. Staram się delikatnie omijać ten temat, ponieważ dziwnie czułabym się na imprezach z dwudziestoletnimi teraz, a wcześniej 16 - 18 letnimi moimi przyjaciółmi. Powoli uczę się akceptować swój wiek a będę miała w lipcu 2015 roku 54 lata.  Kristina powiedziała, że wyglądam młodo i że to jest nie do wiary, głośno zdziwiona, że ja z mężem mieszkamy tyle lat razem, około 10 lat bez seksu. Ojej, troszkę mnie to zraziło.


"Stale płynne"


 Szalona współlokatorka
Pomyślałam, że alkoholiczka i prymitywna, dobrze że wesoła, ale jak ja to przeżyję z taką sąsiadką prawie tydzień wczasów... A było tak spokojnie... Pani w sklepie  zapytała… Is she your friend? Zauważając stan nieważkości mojej sąsiadki. Gdy wracałyśmy do swoich pokojów zawołała nas gospodyni hotelu Veta, że zaprasza nas na chwilkę i nie było możliwości odmówić. Na stole stała duża butelka Uzo – greckiego narodowego trunku, obok na talerzu oliwki, ser biały, kawałki dziwnej, twardej, podsuszonej niezjadliwej kiełbasy.  Krisitina była w formie.  Głośno opowiadała o wszystkim, komentowała, zachwycała się mężem Vety – Jorgosem, starszym, łysawym panem, bardzo radosnym i wyraźnie zachwyconym, dość nachalną adoracją 35 letniej Kristiny, dążącej do jak najbliższego kontaktu z Jorgosem. Dodam, że Kristina nie zna angielskiego, więc zaciekle „dyskutowała” po ukraińsku. Tłumaczyłam „entuzjastyczne” wypowiedzi  Kristiny, na szczęście nie było to trudne, ponieważ Krisitna się powtarzała…



Tu zakończyłam swoją opowieść o niezwykłej sąsiadce… Ale później, we wrześniu odwiedziłam znowu tą przepiękną wyspę i przepełniona wspomnieniami mogę kontynuować opowieść o niekonwencjonalnej sąsiadce Kristinie z Ukrainy. Która była jedyną moją sąsiadką w tym czasie w hotelu.  Bardzo ucieszyłam się, że nie będę sama  mieszkać w uroczym hotelu, ale bądź co bądź trochę strasznie byłoby przebywać samotnie w dość dużym budynku. Na szczęście paręnaście metrów dalej mieszkają właściciele hotelu... Jednak nie czułabym się szczęśliwa… 

"Zamglona cisza"


Ale wracając do ciekawego wieczoru spędzonego z pijaną Kristiną  i przemiłymi właścicielami hotelu i ich przyjacielem i kuzynem Spirosem...  Zachwycona, egzaltowana, głośna, radosna Kristina cały wieczór właściwie tylko zachwycała się mężem właścicielki, więc moja rola jako tłumacza ograniczała się do powtarzania co chwilę jednego zdania... Entuzjastycznie wykrzykiwanego przez Kristinę… YOU HAVE SO BEAUTIFUL MAN!!… I obłędnym wzrokiem patrzyła na promieniejącego, aczkolwiek chyba bardzo zaskoczonego, bo lata świetności miał już za sobą,  Jorgosa… 

"Kraina delikatności"


Ale któż to wie… Faceci może nie czują upływającego czasu i do „grobowej deski” w lustrze widzą przystojniaka tryskającego testosteronem!! W każdym bądź razie Jorgos z wielką radością podlewał komplementy Uzo… Kristina była lekko zdegustowana i z wielką mocą podkreślała wyższość ukraińskiego bimbru nad tym według niej prawie bezalkoholowym trunkiem. Oczywiście nie pozwoliła sobie bezcześcić Uzo wodą jak na prawdziwą Ukrainkę przystało, z pogardą patrząc na współbiesiadników, jak delektują się białym rozcieńczonym wodą alkoholem. Ojoj... Pomyślałam… Ciężko będzie,  ale nie miałam wiele momentów na rozpacz…. Musiałam bezustannie tłumaczyć wyrazy uwielbienia coraz to bardziej rozentuzjazmowanej Kristiny niesamowitą urodą około 60 – 70 letniego Jorgosa. Jedyny minus jaki co chwilę zauważała i podkreślała Kristina... To nędzne procenty greckiego UZO w porównaniu do ukraińskiego bimbru… Spokój mojego sielskiego pobytu, legł w gruzach… Oczami wyobraźni widziałam codzienne „libacje” z moja natarczywą sąsiadką... Po kolejnych porcjach Uzo, odprowadziłyśmy dzielną Ukrainkę aczkolwiek w stanie coraz to większej nieważkości. Kochana Veta – kobieta Anioł pomogła mi bezpiecznie zaprowadzić chwiejną Kristinę do jej pokoju...


Na szczęście Kristina okazała się wspaniałą, skromną, mądrą i przesympatyczną osobą i miałam dużo radości z miłej współmieszkanki na Agios Stefanos!

Prześlij komentarz