środa, 21 września 2016

Przemyślenia w podróży...




Znajduję się na plaży na Greckiej wyspie Korfu. Takie mikroskopijne czarne maleństwo pędzi po mojej opalonej nodze. Dla tego maleństwa to jakaś góra dziwna, trochę śliska, bo posmarowana oliwką i kremem do opalania. Najłatwiej zgnieść maleństwo… ale to ja na chwilę przysiadłam w jej świecie i trochę się zasiedziałam, stwarzając przeszkodę w eksploracji dziwnego, pełnego poruszających się gór świata. 








Więc delikatnie stworzyłam mikroskopijnej czarnej „robaczywce” most zrobiony z źdźbła trawy morskiej, most – transporter na bardziej stały ląd, choć czy jest coś stałego na tej przedziwnej planecie? Jestem tu wydaje się bardzo długo i ciągle poszukuję… czego? Pewnie szczęścia. Jak to maleństwo, które przez przypadek zwiedzało nogę Guliwera. Trochę pustka w głowie. Jaki genialnie cudny maleńki ślimaczek, tak naprawdę to domek mikroskopijnego ślimaczka. Te istotki mają źle na tej planecie. Widziałam całe przestrzenie i sama po nich chodziłam, bo nie było innej możliwości, całe jak okiem sięgnąć pagórki zrobione ze skorupek ślimaczkowych. Urodziły się na chwilkę, żeby umrzeć, w męczarniach, bo na palącym słońcu.


Życie na tej planecie potrafi być okrutnością, a może my nie wiemy, może ślimaczki miały radość istnienia. 







Korfu,12 maj 2015r. 19:05
Prześlij komentarz