poniedziałek, 25 lipca 2016

Liceum plastyczne? Nienajlepszy pomysł


Jedyne, co wyniosłam z liceum plastycznego to uprzedzenia do artystów. 
Cztery lata paranoicznej atmosfery, toksycznych relacji i problemów z kosmosu. 

Kiedy jest się nastolatkiem, ma się pełne prawo do bycia idiotą. Człowiek szuka tożsamości i dużo mu się wydaje. Ma ochotę być punkiem, walczyć z systemem, nosić kolorowe włosy. Albo koszulkę z głową kozła i biżuterię z kości. Albo zostać dziunią (lub dziuniem) i ubierać w to, co wydaje mu się seksowne.
W plastyku można sobie pozwolić w kwestii wyglądu na nieco więcej niż w normalnej szkole. 
Jeśli zechcesz zrobić tatuaż na twarzy - spoko. Jednak bluzka z głębokim dekoltem może już stanowić poważny problem. "Bo niby nie oceniamy po wyglądzie, ale tak naprawdę..."

Tak naprawdę - w liceum chwalącym się "klimatem tolerancji i otwartości" byłam świadkiem niewiarygodnej skali uprzedzeń, pochopnych ocen i gigantycznej fiksacji na punkcie tego, kto co ma na sobie. Seksistowskich uwag, kpin z nadwagi, zawiści i bezinteresownej złośliwości. Również ze strony "pedagogów".

Zobaczyłam też wiele niezdrowych relacji pomiędzy nauczycielami, uczniami, dziwnych humorów, afer i absurdów, rodem z kiepskiego sitcomu. Sytuacji tyle śmiesznych, co przerażających. Traktowania dorosłych ludzi z góry, a także przedziwnej kontroli.
Pamiętam, jak po zdanych maturach, osiemnastolatkowie nie mogli rozejść się do domów, bez pisemnej zgody rodzica. Pytałam wtedy dyrekcję, czy jeśli wyjdę za mąż (co mogłam już legalnie zrobić) usprawiedliwienie będę musiała mieć od mamy, czy od małżonka.

Licea plastyczne nie podlegają zwierzchnictwu Kuratorium Oświaty. Pieczę nad takimi szkołami powinno sprawować Ministerstwo Kultury, z zasady niedofinansowane i zajęte własnymi kłopotami. Jeśli więc napotkamy na problem administracyjny, lub będziemy chcieli zgłosić nieprawidłowości - prawdopodobnie znikąd nie otrzymamy pomocy.

Plastyk nie nauczy cię też rysować. Ale może sam się nauczysz, podpatrując jak inni to robią. Szybko się z resztą przekonasz, że uczą cię osoby, mniej zdolne od twoich znajomych. Malarze, którzy ostatni obraz sprzedali w '85. Wśród uczniów zdarzają się jednak niewiarygodne talenty i to na nich warto się wzorować. 
Podczas zajęć zrobisz kilkadziesiąt szkiców postaci, kilka widoczków plenerowych i trochę martwych natur, z kompozycjami dzbanków i plastikowych owoców. Raczej nic, na czym można zarobić.

Licea plastyczne kuszą "dyplomem zawodowym". Jednak dyplom jest nic nie warty, gdy nie stoi za nim portfolio. A jeśli masz dobre portfolio - nie potrzebujesz dyplomu. Naprawdę. Zleceniodawcę obchodzą twoje umiejętności i ma w nosie, czy są potwierdzone jakimś świstkiem. Taki papier nie jest również przepustką na żadne, związane ze sztuką studia. Znacznie lepszą inwestycją będzie kurs rysunku architektonicznego, czy lekcje malarstwa u profesorów ASP.

W liceum spotkałam też kilka naprawdę wspaniałych osób. Na przykład Panią Agnieszkę, która uczyła historii sztuki i pozwoliła mi coraz mocniej zakochiwać się w tym przedmiocie, będąc jednocześnie jedną z najcieplejszych i najbardziej czarujących kobiet. 
Warto było skończyć plastyka chociażby z tego powodu.

Jednak kolejnym pokoleniom nie polecam. Miałam nadzieję, że to moje osobiste doświadczenia nastroiły mnie tak gorzko, jednak rozmawiając z absolwentami innych szkół plastycznych, zrozumiałam, że wszędzie, w każdym mieście jest podobnie. 
Szkoda.

Emilia Dadan
Prześlij komentarz