piątek, 15 lipca 2016

Dmuchawce się sprzedają


Świat sztuki jest nieprzewidywalny. Ten, kto traktuje malarstwo jak inwestycję, musi liczyć się z ryzykiem. Gusta publiczności i krytyków są kapryśne. Trendy zmieniają się coraz szybciej. O ile łatwo sprzedać z zyskiem "wielkie nazwiska", to inwestowanie w młodych twórców znaczne bardziej przypomina hazard. Mamy tu loteryjkę. Jesteśmy zdani na łut szczęścia, wstrzelenie się w moment popytu... Talent artysty odgrywa często drugoplanową rolę. Z resztą talent rzadko bywa obiektywną wartością.
Ciężko przewidzieć, jakie obrazy warto gromadzić, albo oszacować cenę, jaką obraz osiągnie po śmierci autora. Dla artysty to również zagadka, co "opłaca się" malować. Wybory klientów bywają zaskakujące. Czasem łatwiej sprzedać nieudany szkic malarski, dostrzeżony w kącie pracowni, niż dopieszczone dzieło sztuki, o które trzeba się z klientem targować. Nigdy nie wiadomo, co okaże się strzałem w dziesiątkę. Z jednym wyjątkiem.
Dandeliony. Dmuchawce. Mniszki lekarskie. To absolutnie najpopularniejszy z cykli malarskich Marioli. Ich subtelność, delikatność, bezpretensjonalny urok i graficzny charakter obrazów sprawiają, że dmuchawce są hitem na każdej aukcji. Prywatni klienci zamawiają je w ulubionych wersjach kolorystycznych, spersonalizowane, dopasowane do wnętrza i osobowości. Niektórzy wolą bardziej realistyczne i naturalne, inni preferują graficzne i nieco zdekonstruowane, doprowadzone do abstrakcyjnej formy. 
W dzisiejszej notce prezentuję tylko skromną część "dmuchawcowego" dorobku Lusi. Jednak obrazy, które wybrałam, wydają mi się dość dobrze reprezentować ten zróżnicowany świat malarskiej wiosny.

Emilia Dadan





Prześlij komentarz