środa, 6 lipca 2016

Bramy Światów

"Bramy Światów", olej na płótnie

            Przybyła do mojej pracowni niezwykle wrażliwa, zakochana w malarstwie; subtelnie z ogromną miłością rozprawiająca o swojej fascynacji sztuką. Zauroczyła tą niezwykłą melomankę sztuki moja malarska twórczość. Zaprojektowała z ogromną dozą smaku i dobrego gustu proste w duchu wszechkrólującego i ponadczasowego minimalizmu wnętrza swojego domu i chciałaby, aby pojawił się w tym wnętrzu obraz niebanalny, delikatny, ale mający moc opowieści; nieprzedstawiający, ale dający „do myślenia”; „minimalistyczny”, ale niepozbawiony detali; pozwalający fantazji widza rozwijać skrzydła wyobraźni; monochromatyczny w bardzo stonowanych barwach, ale jednocześnie tworzący złudzenie głębi; pasujący do wystroju wnętrza, ale pełniącego delikatną i poetycką w nim dominantę, dodającą smaku, niepowtarzalności, korespondującego z duszami właścicieli wnętrza.
           
            Zadanie trudne, ale ja bardzo lubię wyzwania. I tak powstał obraz pod niebanalnym tytułem, który nasunął mi się w chwili, kiedy Pani Joanna spytała o tytuł obrazu wcześniej wyrażając swoje zadowolenie i satysfakcję z powstałego dzieła. Przed spotkaniem z przyszłą właścicielką mówiłam o nim „minimalistyczny”, sugerując się wnętrzem, w którym zawiśnie.

            Bramy Światów…
Któż z nas nie myśli o sensie istnienia, o zadziwiającym każdego dnia życiu, o śmierci, o krainach, które odwiedzamy w snach, w fantazjach, podróżach astralnych…
W „Bramach Światów” mamy okazję do puszczenia wodzy wyobraźni. Niektórzy będą dopatrywać się w nich niedostępnych przestrzeni, przerośniętych splątanymi liniami, nieśmiało pnących się roślin, które splątują się tworząc przedziwne, delikatne konstrukcje. A gigantyczne szklane płaszczyzny wpuszczają widza do następujących po sobie, przepełnionych spokojem, ciszą przestrzeni światów, a jednocześnie wiemy, że światy te żyją. Gdzieniegdzie pojawiają się ostrzejsze kontury, przez co do obrazu wkradła się odrobina dramatyzmu. Jednocześnie mocniejsze barwy pomogły wydobyć głębię. Obraz utrzymany w łagodnych szarościach, choć delikatnie przełamany nutką subtelnych, spokojnych beży. Miałam ogromną przyjemność i lekkość pracy przy tym obrazie i delikatne subtelne przestrzenie oczarowały mnie. Szczególnie, że powstał drugi bardzo podobny obraz; często maluję dwa obrazy do wyboru, gdy ktoś zamawia obraz i tak naprawdę nie wiadomo, co powstanie. Więc żeby sprostać wyobrażeniom klienta i żeby nie „umrzeć ze stresu”, (bo bardzo stresuję się malując obraz na „zamówienie”) pragnę wtedy, żeby przyszły właściciel obrazu był naprawdę zadowolony z efektu końcowego jego marzeń i mojej realizacji.

            Często jest tak, że pierwszy obraz jest bardziej „wymęczony”, ponieważ tworzę sobie jakieś własne ograniczenia…, że tego koloru nie mogę użyć…, że to na pewno będzie za kontrastowe itp. Natomiast druga propozycja jest malowana bez ograniczeń, jest takim moim „szaleństwem” na ten sam temat. Tak było i w tym przypadku. I sprawdziła się po raz kolejny moja zasada…, że im więcej mam swobody i radości tworzenia, tym lepszy obraz powstanie. Kolory wtedy są czyste, obraz posiada głębie i bije od niego „pozytywna energia” zawarta i zapisana w pociągnięciach pędzla, bądź ruchu szpachelki. I to dziwne, ale taki obraz do końca swego istnienia wypromieniowuje tą dobrą energię, sprawiając radość patrzącym. 

Detale obrazu


Prześlij komentarz