wtorek, 31 maja 2016

Garance Dore - wyraża prawdy życiowe

Ciąg dalszy...
… I przyszło mi bardzo szybko przekonać się, że UBRANIA mogą przyczynić się do wzrostu pewności siebie, poczucia własnej wartości – wydaje się ta teza tylko dla snobów, którym pieniądze wychodzą uszami, niepotrafiących w żaden sposób udowodnić światu swoją wartość istnienia, na tej planecie…

Jednak… Wylatując z Polski byłam przeziębiona i osłabiona przez pana, który przyniósł jakieś pismo w sprawie nieruchomości i przez mojego sławetnego sąsiada Piotrusia, który przykuśtykał, bo kuleje (historii związanych z Piotrusiem opiszę moc, bo stworzył ich moc i często zapierają  dech w piersiach). Sama nie wyszłabym do pana z pisemkiem, bo nie działa u nas od dziesięcioleci domofon i tylko psy ujadały wniebogłosy…  Ale Piotruś przykuśtykał, a już wybierał się na tamten świat, więc zdziwiona, że ma się nieźle pobiegłam bez czapki i mnie zawiało. Kiedyś ciągle chorowałam, nigdy nie przestając, nieustannie, więc i tak jestem z siebie dumna, że jest lepiej. 

Następnego dnia świeżo wykąpana wsiadłam na swój zaczarowany rower, który jest tak brzydki, że swobodnie mogę zostawić go w Łodzi bez zabezpieczeń przed kradzieżą. I spędziłam piękny zimowy, ale jakby wiosenny dzień kupując różne najważniejsze na wylot rzeczy. Między innymi cudną, włochatą kurteczkę z Bershki w dobrej promocyjnej cenie… I się działo… no bo nie lubię się pakować… i… jest wszystko w ostatniej chwili na trupa, bo tak mam i chcę to zmienić… i troszeczkę mi się udaje… I zawiało mnie znowu jak wysiedliśmy z samolotu i zwariowałam… cudne słońce… chłodny wiaterek… I zawiało mnie znowu… I noc w moim nowym hotelu ledwo przeżyłam, a zawsze myślę, że nie może być gorzej, kiedy smęcę się na trupa, więc okazało się po raz kolejny, że może być gorzej… I następnego dnia, kiedy ściągnęłam swoje nieżywe, zasmarkane ciało, ubrałam ciepłą czapę, związaną gumką do włosów, bo okazała się za duża i mnie podwiewało… I ubrałam kilka bluzek i na nie moją podróżną niepierwszej nowości koszulę… I do tego opuchnięta niepierwszej młodości buzia, na której pojawiły się po trudnej nocy jakby znaki bojowe, takie dziwne, spuchnięte linie… i… na plaży to jeszcze nie… ale… jak weszłam do kilku sklepów z ubraniami… i panie… tak dziwnie patrzyły… To właśnie wtedy pomyślałam… a nawet byłam stuprocentowo pewna, że GARANCE DORE nie myli się. Ubrania pomagają poczuć się pewniej siebie, może nie zapewniają ją i nie gwarantują…, ale pomagają… więc mogę je kupować wciąż i wciąż, bo właśnie wytłumaczyłam to sobie, jakie są ważne, kocham ubrania!
Ja na Cyprze  w za dużej czapce


Garance Dore – Teraz czuję się naprawdę dobrze – powiedziała w jednym z wywiadów dla NYmag.com. Emmannelle Alt powtarza, że podstawą jest pewność siebie. Mnie bardzo pomogło znalezienie ubrań, w których czuję się pewnie. To właśnie chciałam przekazać kobietom w swojej książce: ubrania są po to, żeby ci pomóc, a nie żeby zrobić z siebie kompletnie inną osobę

Garance Dore uwiodła mnie zwyczajnością, prawdziwością. Mój sukces wziął się także z tego, że nie jestem niedostępna. NIE UDAJE KOGOŚ, KIM NIE JESTEM.   Opowiada swoją historię dając kobietom wsparcie i siłę do walki o siebie, o swoje pasje, o swoje życie. Tak często przywdziewamy się maski i lukrujemy swoje życie na pokaz. A życie jest różne i powalająco okrutne i uszczęśliwiające. Wszyscy przeżywamy wzloty i upadki. Nie jestem pewna, czy istnieje na świecie człowiek w stanie odwiecznej szczęśliwości, choć przeczytałam książki uczące poczucia szczęścia, ale dawały mi ten stan, dopóki jakieś choróbsko nie przyatakowało mnie znienacka i niszczyło radość istnienia. Ale uczę się w każdym momencie mojego życia. Mam nadzieję, że umrę szczęśliwa w jakimś genialnie bajkowym, świadomym śnie.


Garance Dore osiągnęła olbrzymi sukces zarówno zawodowy (jej książka Love, Style, Life bije rekordy popularności, a magazyn Porter zaliczył ją do grona 100 najbardziej niezwykłych kobiet) jak i prywatny – jest szczęśliwie zakochana, a w sylwestra zaręczyła się – nie może być piękniej.
Prześlij komentarz