środa, 10 lutego 2016

Urok niedoskonałości


Starsze prace Lusi są perfekcyjne. 
Krawędzie idealnie wygładzone, rozproszone światło, brak konturów, doskonale zatarte linie i granice między surrealizmem, a jawą. Rzeczywistość utkana z mgły i marzeń sennych. To bardzo piękne obrazy. 
W tamtym okresie Lusia i jej mąż (także artysta) inspirowali się i wzajemnie oddziaływali na siebie. W tych "idealnych" pracach widać silny wpływ stylu malarskiego Radka.
Z czasem jednak Mariola poszła własną drogą. Odkryła malarstwo, które daje jej radość. Dalekie od dopracowywanej godzinami perfekcji. Bliskie jej własnej naturze i prawdzie. 
Kontur, faktura, przypadkowe chlapnięcia farby. Ekspresja, spontaniczność i swoboda wyrazu. 
Bo czy szlifując dokładnie każdą krawędź, nie zatracamy elementu autentyczności?    
Tak, jak modelki w reklamach - są pięknie oświetlone i umalowane, obrobione w Photoshopie. Idealne. Lubimy na nie patrzeć, a jednak z daleka czujemy fałsz.
Zakochujemy się w niedoskonałościach. W znamionach i w zmarszczkach. W osobach, pod makijażem.
Mariola zrobiła krok naprzód, przestając udowadniać, że potrafi namalować obraz bez skazy. 
Odrzuciła wszystko, co było zbędne, co hamowało jej temperament. 
Teraz widać wyraźny kontrast między tym, co dopracowane i tym, co puszczone swobodnie. Uwaga nadaje znaczenie. Widać ruch pędzla, subtelny modelunek twarzy, abstrakcyjne plamy. Zapis twórczego procesu, szkiców, warstw, zmian i przypadków.
Dwa obrazy, które ze sobą zestawiłam dzieli niemal 20 lat. Dzięki podobieństwu kolorystyki i tematu najłatwiej zauważyć progres w twórczości Marioli i przemianę, która w tym okresie zaszła w niej samej.  


Emilia Dadan
Prześlij komentarz