sobota, 6 lutego 2016

Lubię, jak drapią


Lubię obrazy z fakturą. Mężczyzn z brodą. Swetry z wełny. Chropowaty koci język. W galeriach przeszkadza mi "niemacalność" obiektów. Chociaż rozumiem przepisy i ich przestrzegam.

Jednak posiadanie obrazu na własność, otwiera zupełnie nową przestrzeń dla wzajemnych kontaktów odbiorca - artefakt. Dopiero kiedy zabierzesz dzieło sztuki do siebie, rozpakujesz, dobierzesz się do niego, możesz zacząć zmysłowe macanki, badanie struktury i głaskanie powierzchni. Możesz zacząć po ciemku.

Wypukłości buduje się na różne sposoby, malarstwo to także zabawa materią. Poprzez wielokrotne nakładanie gęstej farby, ekspresyjny, Pollockowski action painting, lub akcjonizm z użyciem krwi i ekskrementów, (który jest wprawdzie sztuką z pogranicza malarstwa, skandalu i performance'u, ale za to jakie daje wymyślne faktury!). Mieszanie farby ze złotem, z kwarcem, czy ... czymkolwiek, to mała alchemia, która rozgrywa się w pracowniach abstrakcjonistów (i nie tylko). Bogata faktura potęguje wyraz, pobudza ciekawość i apetyt do błądzenia opuszkami po powierzchni. Jest efektem połączenia unikalnej techniki, szaleństwa i ekspresji.

Szorstkie obrazy są przyjemne. Są żywe. Zwłaszcza, kiedy lubi się przesypywać w dłoniach piasek, kruszyć ciastkami na pościeli, i całować brodatych mężczyzn ;)


 Emilia Dadan
Prześlij komentarz