poniedziałek, 15 lutego 2016

Co o Lusi myślą jej przyjaciele? Oto artykuł Moniki - wieloletniej przyjaciółki i współpracownicy

18 lat nie spałam, malowałam!

Wystawy, obrazy, Lazurowe Wybrzeże, mata na środku kuchni, będącej środkiem pracowni, kawa razy dziesięć, kwiaty, kwiaty, kwiaty. Mariola Świgulska to wulkan energii. Do niedawna uśpiony gdyż artystka nie spała przez ostatnich osiemnaście lat.

Dlaczego? Wynika to z jej wrażliwości. Odpowiedzi Marioli na to pytanie są dość enigmatyczne. Jednak pewne jest to, że pseudonim artystyczny - Lusia Seenna - etymologicznie pochodzi właśnie z permanentnego stanu niespania. Mariola sypia regularnie i snem zdrowym dopiero od dwóch lat – przeżywając właśnie drugą młodość. W otoczeniu młodych ludzi, czy w swoim ogrodzie Lusia gimnastykuje się i obmyśla plan podboju świata – lub choć jego części. Nieustannie pokazuje swoje prace malarskie – ostatnio Białystok, teraz Olsztyn i Poznań (na targach Festiwal Sztuki i Przedmiotów Artystycznych). Najnowsza wystawa ma mieć miejsce w mieście, w którym tworzy – Łodzi. Jej wrażliwość i otwartość jest niesamowita – zapewne też ze względu na pochodzenie – od najmłodszych lat mogła czerpać inspiracje z krajobrazów Doliny Narwi.

Ekscentryczka
Jadę po Lusię do Warszawy. Mróz. Mała osóbka zdąża w moją stronę, w puchowej kurtce i z bosymi stopami w japonkach. Ekscentryczne? Już nie. Uśmiecha się i od wejścia opowiada o przeżyciach, kolejnych pomysłach. W moich pierwszych rozmowach z Mariolą dużo dowiedziałam się o świadomym śnieniu, czy pozyskiwaniu dużych ilości energii, dzięki czemu można wyeliminować ze swojego życia, elementy, wydawałoby się niezbędne dla istnienia – sen czy odżywianie się. Artystka interesuje się tematyką ezoteryczną od momentu, w którym zaczęła tracić siły witalne – w ciągu tych wszystkich lat bez snu – aby móc je stale odzyskiwać, dla przyjemności tworzenia i dla „najwspanialszej istoty na świecie” – Vanessy Świgulskiej – córki.
Czy artyści zawsze są wrażliwi? Czy każdy artysta ma predyspozycje do samodestrukcji? Bulimia, anoreksja, czy stany depresyjne dotykają również Lusię. Spalona kasza na obiad. Za chwilę ćwiczenia na macie. Regeneracja, spadek, regeneracja, spadek. „Jestem trupolem Moniczko” po czym uśmiecha się szeroko, aby nie załamywać się swoją formą fizyczną i chwyta za pędzel. Wieczorem, w pracowni patrzę w prawo – na ogród. Znów obrazy, tym razem na plexi. Abstrakcje w ciężkich kolorach, które jednak oświetlane lampą (pomysł autorski) ocieplają przestrzeń. Już niedługo mam nadzieję zobaczyć ich więcej, pośród drzew.


Transy
O malowaniu mówi wiele. Przede wszystkim, że nie może bez niego żyć. Nie wyobraża sobie życia bez malowania: „wpadam w trans, maluję, aż padnę”. Przede wszystkim kwiaty, choć bywają też abstrakcje. W pracowni nie można się przecisnąć, ani wyjść stamtąd czystym. Farby są wszędzie. Lusia zabiera je w każde miejsce, do którego jedzie. Maluje dużo, bardzo dużo. Sporo osób już zakochało się w jej obrazach. Dla tych, którym ciężar cenowy przeszkadza w cieszeniu się dziełem, istnieje możliwość dosłownie odpracowania należności w ogródku mamy, lub spłacenia w ratach. Dlaczego Mariola to robi? „Obraz ma dawać radość, czerpię przyjemność z dawania szczęścia innym”. Jeśli osoba cieszy się, patrząc co dzień na jej obraz, to największe szczęście. Przy okazji nie ustaje w nawiązywaniu kontaktów, również zagranicą – z Francją, Anglią, czy Stanami Zjednoczonymi. Jej pomysłowość jest spora: „Dobrze byłoby umieścić te obrazy u Guggenheima”, kolejnym razem zestawia swoje dzieła z felgami samochodowymi w jakimś salonie dla zmotoryzowanych.
Lusia i Moniczka podczas sesji zdjęciowej
Książka
Skąd salony meblowe i samochodowe? Lusia Seenna maluje, gdyż nie potrafi bez tego żyć. Maluje tak jak czuje i widzi. Stale bada rynek wystawienniczy, aukcyjny, dekoratorski, czy czysto komercyjny, z każdego zakątka kraju. Niedługo ukaże się jej książka „18 lat nie spałam, malowałam!” i jak sama pisze: „To jest zupełnie niekonwencjonalna książka, bo jest moim tworem, a ja zupełnie nie jestem konwencjonalna! Uwielbiam np. zmywać podłogę, ale czasami zajmuje mi to dwa dni. Kiedyś tak spędziłam sylwestra i Nowy Rok. Z wiadrem brudnej wody i zanurzonym ręcznikiem nie pierwszej piękności wystającym z wiadra.” Oprócz tego dowiemy się jak wyglądało jej pełne przygód życie i zobaczymy dobrej jakości reprodukcje obrazów artystki.
 Lazurowe Wybrzeże chce podbić za dziesięć lat. „Oby szybciej!” – śmieje się. Takie jest jej największe marzenie.

Monika - przyjaciółka Lusi
Portret Moniczki, który wisi u Lusi w pracowni


Monika Latkowska
Prześlij komentarz