środa, 30 września 2015

Co Bułgaria ma wspólnego z malarstwem..?

Nadmorskie miasteczko Neseber, wpisane na listę UNESCO
Cóż... Właściwie to niewiele :) Ale jako, że mamy w tytule "podróże", a blog ma trzy autorki, nie zaszkodzi wprowadzić trochę tematycznej odmiany. Szczególnie, że Bułgaria jest dla mnie miejscem szczególnie ukochanym (Tak, jak Grecja dla Marioli) i fajnie, gdyby przestała się kojarzyć wyłącznie z tanim alkoholem... a zaczęła na przykład z Figową Konfiturą (która jest absolutnie najlepszym dodatkiem do mięsa! (Kto nie próbował, niech biegnie do najbliższej bułgarskiej knajpy, albo od razu rezerwuje bilet do Burgas!) I w ogóle z kapitalną kuchnią, pełną papryki, baraniny i tradycyjnego bałkańskiego sera. 
Albo z folklorem. Bo w Bułgarii folklor traktuje się całkiem serio - a u nas trochę po macoszemu. Owszem, mamy jakieś skanseny, Mazowsza i Słowianki Donatana. Ale podczas klubowej imprezy w stolicy, tłum raczej nie podrywa się do Poloneza, czy innego Obertasa. A w Bułgarii owszem - tańczy się Horo (tradycyjny ludowy  taniec w kole), co sprzyja budowaniu więzi nawet bardziej niż Rakija (tradycyjny, diabelnie mocny alkohol z owoców). Tym bardziej, że współczesna muzyka klubowa to pop robiony na kanwie folku - Chalga - z królem gatunku, Azisem na czele. Bułgarzy wprawdzie trochę się go wstydzą, jeśli jednak poruszysz wątek wizerunku Conchity Wurst - będą z dumą bronić swojego pierwszeństwa :)
Z mieszkańcami Bułgarii w ogóle łatwo złapać kontakt, bo jak wszyscy południowcy - są otwarci i temperamentni. A przy okazji to Słowianie, więc językowo i kulturowo również bardziej "nasi' niż Hiszpanie czy Portugalczycy. 
Turystyczne jest przede wszystkim wybrzeże. I zdecydowanie warto przejechać je z góry (mapy) na dół - włazić ludziom na podwórka, zwiedzać cerkwie i stare miasteczka jak Neseber czy Sozopol. Jeść papryki, próbować lokalnego wina i kupić znajomym różane mydełka z Doliny Róż.
Za to Stolicę - Sofię - esteci mogą kojarzyć z najbrzydszymi modernistycznymi pomnikami ever - pamiątkami minionej epoki. Jednak hipsterom powinno się podobać ;) Tym bardziej, że Sofia jest wielkim antykwariatem, z ulicami pełnymi starych książek i bibelotów. I tutaj ciekawostka - w Bułgarii nie ma przepisów, dotyczących sprzedaży "reżimowych", pamiątek, więc bez problemu można się zaopatrzyć na miejskim straganie w magnes na lodówkę z Leninem, czy wydanie Mein Kampf. 
W dodatku na każdym kroku czekają nas tu niespodzianki pokroju wielkiego, szarego, klocowatego Domu Handlowego z epoki głębokiego socjalizmu - którego wnętrze okazuje się oszałamiać przepychem drogich butików i złotych żyrandoli w pałacowym stylu.
Im więcej piszę, tym bardziej się nakręcam i tym bardziej za Bułgarią tęsknię. To bowiem taki kraj, który ciężko odwiedzić tylko raz.

Nie, ten pomnik nie jest w budowie :)
Emilia Dadan