piątek, 26 sierpnia 2016

„Jesteś naszą polską Georgią O’Keeffe” 2 ciąg dalszy...


 „Georgia O’Keeffe przeżyła 98 lat w zdrowiu, dobrobycie i sławie’’ (cytat z Harper’s Bazaar „Kwiat jej sekretu”).  Nie przeżyłam jeszcze 98 lat, ale zamierzam nawet żyć dłużej…



Niestety do tej pory od 15 roku życia ciągle choruję, więc Georgia miała albo lepsze geny albo była mądrzejsza, na szczęście nie żyła w epoce powszechnej anoreksji, bulimii gdzie „dobrobyt” zafundował nam łatwy dostęp do trującego zniewalającego jedzenia a media wciąż mimo ciągle podejmowanych prób zmiany lansują długonogie, wychudzone nieludzko piękne i tylko młode, trudno powiedzieć kobiety, bo modelki często rozpoczynają swoją karierę w wieku 13 lat i od razu słyszą od swoich agencji, że muszą schudnąć. Georgia O’Keeffe była na pewno mądrzejsza. Mnie kiedyś powiedziała koleżanka, przez którą nabawiłam się bulimii i anoreksji, że mam twarz okrągłą i jeśli by włożyć cyrkiel w środek nosa to powstałoby idealne, koło jako obrys mojej twarzy, na to ja… rozpacz, głodzenie się, wymioty. Bardzo trzeba uważać na słowa przy dojrzewających dziewczynkach. A teraz bardzo chciałabym mieć „okrągłą” twarz. Mojej siostrze wujek podobno powiedział, że ma twarz „jak księżyc w pełni” – to była obraza i nienawiść „do końca życia” a obydwie z siostrą na każdym zdjęciu z młodości mamy wciągnięte policzki. 



A jeśli o związki … czy jesteśmy podobne z Georgią O’Keeffe. Przed najdłuższym i tak naprawdę jedynym oficjalnym z Alfredem Stieglizem, który z zamiłowania fascynował się fotografią i kobietami i potrafił oczarować, jako 53-letni dojrzały mężczyzna z skłonnościami hipochondrycznymi. „Pomimo zaawansowanego wieku i manier hipochondryka, Stieglitz wciąż ma w sobie spore zapasy samczego seksapilu, po dwóch latach podchodów Georgia ulega mu w malowniczej scenerii letniskowego domku w Lake George” (cytat z Harper’s Bazaar „Kwiat jej sekretu”).


 Nawiasem mówiąc …. Kiedyś próbowałam niestety z różnym skutkiem uwieść największą, najtragiczniejszą fascynację mego życia podobnie jak Stieglitz….  Na hipochondryka i na „dziadziusia”. Najwidoczniej faceci są bardziej przebojowi w zdobywaniu – mnie- i na szczęście się nie udało, choć różnica wieku była podobna. Ledwo przeżyłam to „fatalne zauroczenie”. Georgia też przypłaciła 2-letnim pobytem w szpitalu, lecząc się z depresji po niszczącym związku z Stieglitzem. Natomiast on sam bardzo przyczynił się do rozsławienia jej malarstwa i osoby. Georgia była jego modelką, a zdjęcia robił odważne prowokacyjne. „W 1924 r. biorą ślub, ale już wcześniej O’Keeffe zgadza się pozować Stieglitzowi. Podczas ciągnącej przez blisko 2 dekady sesji powstaje ponad 300 portretów i aktów pokazywanych publiczności. Stieglitz jest erotomanem i erudytą czyta Freuda, pod jego wpływem forsuje teorie, że seks wyzwala wyobraźnię. Intymne części ciała Georgii określa mianem miss fluffy, w wolnym tłumaczeniu panna puchatka” (cytat z Harpers Bazaar „Kwiat jej sekretu”).
 


Georgia podobno przynajmniej 2 razy w życiu była lesbijka, ale „artystce to uchodzi” a nawet dodaje splendoru. Niekonwencjonalne związki. Ludzie przy okazji zakupu obrazu lubią dostać gratis trochę sensacji z życia artysty. Najciekawszy jest ostatni związek platoniczny z Iwanem Hamiltonem, który wkroczył do jej życia, jako 27 letni przystojny mężczyzna, złota rączka. Wypłoszył swym pojawieniem się kucharkę mocno „zżytą” z Georgia, która „zaczęła rozpowiadać na lewo i prawo, że O’Keeffe na stare lata dostała hyzia, zafundowała sobie gacha, który cały dzień chla piwo, a wieczorami wiadomo co robi” (cytat z Harper’s Bazaar „Kwiat jej ssekretu”). Jest to najbardziej fascynujący związek i widocznie bardzo ważny dla artystki, bo przepisała jemu cały swój ogromny majątek, gromadzony przez ponad 77 lat, więc na pewno się działo.


 Marketing Georgii O ‘Keeffe 

Oprócz ponad 300 portretów i aktów pokazywanych publiczności Stieglitz wydawał magazyn o fotografii „Camera Work”  i prowadził galerię 291. Ponadto „ w latach 70 i 80 każdy Amerykanin, który odwiedzi salon piękności, spa lub sklep z kartkami pocztowymi musiał nadziać się na reprodukcję storczyków Georgii - wychodziły mu bokami (cytat z Harpers Bazar „Kwiat jej sekretu”). Pomimo wręcz obsesyjnej pracowitości Georgia namalowała ponad 3 tysiące obrazów to jednak jej na początku bardzo inspirujący później destrukcyjny związek z artystą pomógł rozsławić jej twórczość. Ja również jestem w związku z artystą, co prawda teraz jesteśmy współlokatorami i przyjaciółmi, choć ta przyjaźń jest bardo specyficzna, ale dobrze rozumiem Georgię, jak intensywnie na początku inspirujący i jak bardzo intensywnie niszczący może być związek dwojga artystów. Ciągła świadoma i podświadoma rywalizacja, jest twórcza i bardzo destrukcyjna zresztą nie jestem pewna czy istnieją idealne związki… Ja przynajmniej niestety takiego w swoim życiu nie doświadczyłam, choć przez około 10 lat moje małżeństwo było idealne później legło w gruzach zostawiając ból, rozpacz, wzajemne żale.



 „W listopadzie 2014 roku na aukcji w nowojorskim Sotheby’s wystawiono obraz O’Keeffe White Flower No1” (cytat z Harper’s Bazar). Obraz ten sprzedał się za 44 miliony dolarów i jest najdroższym sprzedanym obrazem stworzonym przez kobietę. Wielka szkoda, że Georgia nie doczekała tego sukcesu finansowego, choć podobno nie umiała za bardzo korzystać ze swoich pieniędzy. Ja bardzo życzę sobie takiego sukcesu, ale poproszę jeszcze za mojego życia, ja bardo lubię korzystać z radości, jakie dają pieniądze.
 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Droga do utraconego "Raju"...


Agios Stefanos - Korfu - Grecja


Tak musi wyglądać Raj. Wymarzony, wyśniony. Marzenie „o Raju” przekazywane z pokolenia na pokolenie istnieje. Właściwie… to jest wszędzie i każdego dnia. Nie zawsze chcemy go zauważyć… Nie zawsze chcemy go sobie stworzyć… Jak to? Więc każdy może mieć codziennie w każdej chwili Raj. Jedyne, co powinien zrobić to go po prostu zauważyć, odczuć, nasycić się nim, pokochać, pławić się radością, którą ofiaruje? Jestem pewna, że jest to możliwe do odczucia w każdej sekundzie naszego istnienia na tej fascynującej planecie pełnej kontrastów, pełnej „Raju” wymarzonego i „Piekła” przeklętego… „do wyboru”.


Agios Stefanos - Korfu - Grecja


Ja jeszcze nie potrafię być tylko w „Krainie Szczęśliwości”… Niestety czasami przekraczam granicę „cudu istnienia” i eksploruję krainę „wiecznej nieszczęśliwości”. Na szczęście znam ścieżki wyprowadzające z zapętlonego labiryntu zła. 




Dostać się tam łatwo, ale wydostać się to sztuka trudna, wymagająca wielu lat mozolnego uczenia się i poznawania malutkich, wielkiej mocy sekretów, które szybko ulatują nam z głów, gdy zapomnienie się na chwilkę… i znów małymi kroczkami próbujemy przypominać sobie wąskie, kręte ścieżki prowadzące do Raju utraconego… I tak. Każdego dnia lub prawie każdego dnia… Ciągle od nowa… Upadamy… Zatracamy się w niemocy… i wystarczy uśmiech dziecka ukochanego, promyk słońca łagodnie zapraszający do radości, cudny maleńki kwiatek wyrastający nagle z nikąd, radość pieska tępiącego sobie pazurki na nowych rajstopach, straszliwy zapach świeżo uczynionej kupy naszej szarej kociej miłości… sekreciki… elfy… ledwo wyczuwalne ruchy anielskich skrzydełek… acha?... to my już znowu jesteśmy w Domu „wiecznej szczęśliwości” wypełnia nas „Boska” miłość i radość, promieniejemy dobrem i życzliwością… a ptaszki śpiewają tak… jak byśmy byli na koncert zaproszeni do Boga i robią to od tak… przy okazji zalotów.

Agios Stefanos - Korfu - Grecja

Agios Stefanos - Korfu - Grecja

… Siedzę po raz kolejny w najpiękniejszym miejscu świata na piaskowej skorupie, a Morze Śródziemne jeszcze chłodne, bo majowe prawie dociera do moich stóp. I znowu jestem na koncercie jednym z moich ulubionych, koncercie morskim… dzisiejszy tytuł koncertu to… łagodne fale w akompaniamencie zachodzącego słońca… a widownia… to ja… i jak okiem sięgnąć w prawo… w lewo… to tylko ja i aż ja i wynudzone mrówki – ignorantki anty melomanki. Zachodzi słoneczko… robi się chłodno i pupa trochę boli… gdzie będę za chwilę? Czy pozostanę w raju czy znowu zboczę z drogi… 
Agios Stefanos - Korfu - Grecja
Agios Stefanos - Korfu - Grecja
Agios Stefanos - Korfu - Grecja
Agios Stefanos - Korfu - Grecja
Agios Stefanos - Korfu - Grecja

Agios Stefanos - Korfu - Grecja





niedziela, 21 sierpnia 2016


Huragan na pustyni, w miejscu opustoszałym, niezamieszkanym przez żadną istotę. Walczy z nicością, może ze sobą? Skoro miejsce nie daje mu pokarmu, szuka go wewnątrz siebie. Znajduje się tam przecież tylko on. Jest zatruty swoim własnym jadem. Wie, że się rozpada; że nie wytrzyma długo własnego buntu. Lecz przeciw czemu? Przeciw komu? Kim jest ten wróg największy, który każe mu prowadzić beznadziejną bitwę o marne ideały? Często zło, słabość nie biorą się z krzywdy zadanej przez jakąś materię. One znajdują się w duszy, są wytworem własnych przekonań, często bardzo mylnych. Często my sami, pewni co do swojej racji, pewni co do swojego zakrzywiania rzeczywistości, idziemy drogą absurdu, okłamując siebie i wszystkich wokół. Huragan walczy, ale po co? Ale z kim? Walczy, bo chce zmienić swoją strukturę. Myśli, że jego barwy, osmolone czernie, narodziły się z błędów innych. Nie. One są dziećmi jego umysłu, który niekiedy podjudza go do niewłaściwej perspektywy. On musi się temu oprzeć, musi być sprawiedliwy, musi widzieć jakim świat jest naprawdę. Musi znaleźć w sobie zapomnianą szlachetność, bo tylko ona pozwoli mu zaakceptować obecny stan rzeczy. Pozwoli pogodzić się z bólem i otworzyć na piękno. Po cóż przeklinać samotność, gdy można podziwiać cuda pustynnych barw, pustynnego nieba, oszałamiającą swą prostotą ciszę? To wszystko również istnieje, bywa że należy dostosować giętkość swej duszy do kierunku przeciwnego niż własne pragnienia, marzenia, potrzeby. Trzeba nauczyć się korzystać z tego, co mamy tu i teraz. Inaczej można całe życie przejść z głową spuszczoną w dół i rezygnacją w sercu. 

______



Hurricane on a desert, which is a place wihtout some creatures, which is a place desolate. He's fighting with nothingness, maybe with himself? Since this place doesn't give him nutrition, he's looking for this inside him. After all there is only him here. He's poisoned by him own venom. He knows he's falling apart. He knows he won't bear him rebellion long time. But against what? Against who? Who's this the biggest enemy, who commands him conduct a hopeless battle in name of miserable ideas? It's often when evil and weakness aren't made by something or somebody who hurt us. These features are inside soul, are made by our own thoughts, convinctions often very wrong. Often we're sure that we've right and that reality is what we want to see that we're going on the way of absurd, lying ourselves and everyone around. Hurricane fights, but why? With who? He fights because he wants to change his structure. He thinks that his colors, black like the tar, are born by mistakes of other people. No. They're children of his mind, which sometimes incites him to see in wrong perspective. He has to defend, he has to be fair, he has to see the world in truth way. He has to find inside him forgotten noble things, beacuse only they can help him accept all around in truth way. They help him accept the pain and see a beauty things in life. Is it right to complain about loneliness when it can admire wonderful colors of desert, of desert sky and great, simple silence? All these things are also here. Sometimes we must adjust our soul, its flexibility, to something other than our own desires, dreams, needs. We should learn how use what we have here and now. Or we can live with head low and resignation in heart.   


~~Kamila Kossowska

piątek, 19 sierpnia 2016



Dwie piękne róże, przypominające mi kobiecie piersi. Cały ten obraz kojarzy mi się z esencją erotyzmu. Wszystko jest delikatne, a zarazem pełne namiętności. Kusząca czerwień kobiecych ust i płomień w oczach rozszalałego mężczyzny. Przewaga jednego i uległość drugiego po to, by za moment zrównać się w uniesieniu. Widzę przyciąganie, ten moment, gdy za chwilę zburzy się mur nieśmiałości, a górę weźmie pożądanie i miłość. Bo nie chodzi o sam seks. Istotą jest połączenie dwóch elementów znaczących. Fizyczności, jej odczuć, z psychiką, z jej emocjami, z jej przywiązaniem do poczucia bezpieczeństwa, ufności, a zarazem ryzyka i autodestrukcji. Rozdzielone charaktery tych jednostek nie są tak fascynujące i pełne, jak jedność. Jedność zadziwia, jedność zniewala, jedność doprowadza do szaleństwa, do pomieszania zmysłów. Istnieje coś piękniejszego? Dla mnie nie, dla mnie to urzeczywistniony sen. Taki, o jakim nie można zapomnieć z powodu jego wspaniałości. Sen, który działa jak narkotyk. Otumania przyjemnością, uzależnia szczęściem. Sen, w którym czuję się piękna. Duchowo i cieleśnie. W którym on jest piękny, silny, męski. Dba o mnie, obdarowuje rozkoszą. Gładzi dreszcze. Prowokuję go do utraty kontroli nad sobą. Podjudzam do panowania nade mną, nad nami, nad wszystkim, co znajduje się wokół. Odczuwam urok tych chwil, a muśnięcia czerwonych kwiatów, ich gra, ich rywalizacja, ich pragnienia budzą we mnie słodki niepokój. Chcę wydostać się ze sztywnej harmonii, która choć potrzebna mi w życiu codziennym, byłaby wrogiem w trakcie tego aktu kapitulacji. Będąc bezbronną, przeżywając największą ekstazę, żadne więzy nie mogą być silniejsze. Bo nie ma mocy silniejszej niż seksualny szał, mający swoje fundamenty w miłości, w szczerym, wiernym, szlachetnym uczuciu. Kończąc, odsyłam w tym momencie do Podkowińskiego po więcej wrażeń, po "Szał uniesień".
________
Two beautiful roses, reminds me women breast. All this picture reminds me essence of erotism. All is gentle but full of passion in the same time. Tempting red of women lips and fire in mad men eyes. One superiority and one subjection for in a moment to equal in ecstasy. I see attraction, this moment when in a moment wall of shyness will be destroyed and lust and love will take up. Because it's not only a sex. The essence is the connection of two major components. Physicality, its feelings, with psyche, its emotions its attachment to feeling safe, trust and the same time risk and self-destruction. Separated characters of these units aren't as fascinating and full, like unity. Unity amazes, captivates, unity leads to madness, to the confusion of the senses. Is it something else so beautiful? For me no, for me is a dream, which is came true. It's impossible to forget this dream, its greatness. It's like a drug, it dazzles by pleasure, makes addiction by happiness. In this dream I feel I'm beautiful. Spiritually and physically. In this dream he is beautiful too, strong and male. He cares about me, gives me pleasure. He strokes my shivers. I provoke him to lose his self-control. I incite him to reign over me, over us, over all things, which are around us. I feel charm of these moments and brushes red flowers, their game, their rivalry, their desires awake in me sweet anxiety. I want to get away from stiff harmony, which is important in daily life, but not in this capitulation. Being defenceless, being in the biggest ecstazy, no fetters can be stronger. Because there is no power stronger than sexual frenzy, which have its fundaments in love, truthful, faithful and noble feeling. Finishing, I refer to Podkowinski painting if You want to more impressions, I refer to <<Szał uniesień>>. 

~~ Kamila Kossowska

środa, 10 sierpnia 2016


Wojna. Tak ciężki temat, tak skłaniający do refleksji nad sobą. Dosyć jednoznacznie widzę na tych obrazach krew wymieszaną ze smołą i pyłem. A czymże jest czerń tej mieszanki, jak nie prochem powstałym w wyniku rządów najsilniejszej pani tego świata – śmierci? Ona lubi panoszyć się ze swoją siłą, ze swoją władzą i możliwościami. Ale problem jest w tym, że niewzywana, nie przywoływana zbyt intensywnie, sama zaczyna interesować się swoją zdobyczą dopiero u schyłku wieku. Pomijając bolesną kwestię chorób oraz czynników losowych, co skłania część ludzi do odbierania życia innym jednostkom? Nienawiść? Walka w imię jakiejś „słusznej” idei? Wypełnianie rozkazów swojego charyzmatycznego (bądź nie) idola? Moralność jest wyborem. Decyzją, pojawiającą się tak często w trakcie naszej egzystencji, że nie sposób udawać, że ona nie istnieje! Jak więc niektórzy zagłuszają jej rozpaczliwe nawoływania, lekceważą jej troskę o nas samych? Czy zabójca, gwałciciel, ludzka bestia wiedzie żywot spokojny, w pełnej harmonii ze sobą i z naturą? Czy nie może on doczekać się kolejnego poranka żeby zobaczyć niebo, rośliny, sztukę, swoją miłość, dzieci? Nie. Odbierając życie komuś, odbiera też sobie. Czy warto? Warto jest aż tak wpływać na szczęście tak wielu ludzi? Warto jest zniszczyć siebie, zatruć jadem swoje przyszłe pragnienia w pogoni za samospełnieniem tej złej części naszej duszy? Każdy z nas ma w sobie siłę. Dobrą i złą. Obie kuszą, ale robią to w różny sposób. Obie coś obiecują i obie nas czymś obdarowują. To od nas zależy, której z tych części posłuchamy, którą wybierzemy na swoją partnerkę. Czasami ciężko jest odróżnić te dwie struktury, codzienność bywa rozczarowująca, przynosząca cierpienie. Ale chodzi o konsekwencję i doskonalenie się. O decyzję wiążącą niczym przysięga złożona pomiędzy naszym sercem a rozumem. Ważne jest życie w zgodzie samym ze sobą. Ale ważne jest również nie krzywdzenie innych.
________

War. Such a hard topic, so encouraging to think about yourself. Unequivocally I see on these pictures blood mixed with tar and dust. And what is blackness of this mixture ? This is ash made in result of the strongest lady of this world – death’s rule. She likes boss with her strength, power and possibilities. But the problem is that she is interested in her victim at the end of century if she isn’t called too intense before. To the exclusion of painful issue of ilnessess and random factors, what prompts some group of people to deprive other life's? Hate? Fight in the name of some "right" idea? Filling orders its charismatic (or not) idol? Morality is a choice. It's decision which appears so often during our existence that it isn't possible to pretend that it doesn't exist. So how some people drown its desperate shouts, how ignore its care about ourselves? Does murderer or rapist, human beast lead life calm, full of harmony with himself and nature? Does he wait for next morning to see sky, plants, art, his love, kids? No. Depriving someone's life, he deprives his life. It is worth? It is worth to influence on someone's hapiness so much? It is worth to destroy yourself and poison with venom your future desires in pursuit of this evil part of our soul's self-fulfillment? Each of us have inside a power. Good and bad. Both tempt us, but they are doing this in other way. Both are promising us something and giving us something. It depends on us which one we want to listen, which we want to choose as our partner. Sometimes it's difficult to distinguish these two structures, everyday life is disappointing and giving us suffering. But all thing is in consequences and self-improvement, in decision binding like a took oath between our heart and judgement. It's important to be in agreement with ourselves. But it's also important to do not hurt other people.

~~ Kamila Kossowska

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

„Jesteś naszą polską Georgią O’Keeffe”


Georgia O'Keeffe. 1918 rok. Zdjęcie Alfred Stieglitz.


„Jesteś naszą polską Georgią O’Keeffe”- powiedziała do mnie Tatiana Wojda, właścicielka galerii znajdującej się na Starym Rynku w Łodzi. Bardzo urokliwa i zupełnie zapomniana, piękna część Łodzi z ogromnym potencjałem rozwoju i ciężarem historii. 

Nie studiowałam historii sztuki tylko architekturę i urbanistykę, więc niestety nie wiedziałam, czy jest to komplement nobilitujący moją twórczość? Tak podejrzewałam... i bardzo spodobało mi się nazwisko, niestety nieznanej artystki. Po przyjściu do domu zapoznałam się oczywiście z genialną osobowością i twórczością najsłynniejszej artystki XX wieku- Georgii O’Keeffe. Fakt, jesteśmy podobne... na pewno nie osobowością, ale nasza twórczością- TAK!!! Przeskalowane do gigantycznych obrazów kwiaty... zniewalające swą doskonałością... czarujące... hipnotyzujące... zwabiające... żyjące, bo całym swoim jestestwem pragną podziwu... zwabiają... widzą... wabią, więc „ŻYJĄ”... 

W kwiatach Georgii od zawsze doszukiwano się kojarzeń z seksualnością człowieka, porównując rozchylone wnętrze do wabiącej waginy, a dumnie sterczące pręciki utożsamiano z narządami męskimi... „Wszyscy przecież już wiedzą, że te przeskalowane kwiaty to tak naprawdę intymny portret kobiety i jej erotycznych fantazji, rozłożony kielich równa się wagina, a pręcik to penis. Autorka najpierw potwierdzała: Myślę, że w kobiecie jest tajemnica, którą może odkryć tylko kobieta, i zaraz zaprzeczała: Jeśli ludzie w moich pracach widzą tylko erotyczne symbole, świadczy to tylko o tym, że jedno im w głowie.[1]

Jimson Weed / White Flower No. 1 - obraz sprzedany za 44,4 miliona dolarów, najdroższe stworzone przez kobietę dzieło sztuki w historii.

 A u mnie? Ileż to razy słyszałam o ogromie plemników zabiegających o względy purpurowych maków omamiających swą doskonałością. Czy miałam jakiekolwiek wizje erotyczne malując „pędzące plemniki”? Oczywiście, że nie - maluję tak, by sprawić przede wszystkim SOBIE jak największą przyjemność z samego procesu twórczego, jak i z „efektu końcowego” dzieła skończonego... Maluję tak... BY OBRAZ DAWAŁ MI JAK NAJDŁUŻEJ, A CZASEM WIECZNIE, UCZUCIE NIEKOŃCZĄCEJ SIĘ PRZYJEMNOŚCI, RADOŚCI,  POCZUCIA BŁOGOŚCI I ZACHWYTU. Niestety nie zawsze się to udaje... ale na szczęście często... Podobno ludzi najbardziej motywują do każdego działania nie pieniądze, nie słowa, nie zaszczyty... ale przyjemność, szczęście, zadowolenie... nawet jak maluję na jakieś konkretne zamówienie, to praca i efekt daje mi szczęście, oczywiście nie zawsze, bo czasem jestem bardzo przemęczona, gdy zapracowuję się „na śmierć” i przez kilka dni nie wychodzę z malutkiej,   śmierdzącej farbami i olejem, zagraconej do granic niemożliwości pracowni, lub gdy jestem nieprzytomna kilkanaście dni z rzędu... a muszę malować, bo przekroczyłam termin a pieniądze niestety się skończyły. 


 Uwielbiam kwiaty, wszystkie... i te powszechnie uznane za piękne - i te szlachetne, arystokratyczne dumnie podnoszące głowę, świadome swego piękna i dostojeństwa, rozbrzmiewające feerią kolorów, i tych danych od Stwórcy... i tych, gdzie w Boga pobawił się człowiek. Uwielbiam też te niedocenione, uważane za „chwasty” z drobnymi, często mikroskopijnymi płatkami, jak przepięknej urody kobiety nigdy niewidzące swojej urody, bo w czasopismach lansowane są tylko młode, długonogie po photoshop’ie... a tak bardzo zdobią naszą planetę.


 Kwiaty mnie hipnotyzują, sprawiają że życie jest piękniejsze, choć dusza moja wybrała je, jako powalająco trudne do przeżycia. Są tak delikatne, tak aksamitne, tak kruche i nietrwałe, że trzeba śpieszyć się z podziwem nad cudem ich nietrwałości. Kiedyś w jakiejś mądrej książce przeczytałam, że roślinki ze sobą ROZMAWIAJĄ, nie jestem pewna, ale na pewno ja do nich przemawiam jak najczulej sławiąc ich piękno, urodę i zapachy sprawiające rozkosz. niestety nie jestem doskonałą ogrodniczką... ale każdej wiosny wsiadam na swój bardzo „przetyrany” ukochany rower i pędzimy (ja i rower, on też ma radochę) po pierwiosnki, stokrotki, niezapominajki na łódzki ryneczek. Moja ukochana córeczka, zarażona od dziecka miłością do kwiatów, znosiła z pobliskich, opuszczonych działek, najpiękniejsze twory dzikiej, prawdziwej przyrody, tworząc przepiękne bukiety, niedoścignięte przez najlepsze kwiaciarnie światowej sławy...



Dużo podróżuję... wcześniej pisałam ten artykuł w samolocie lecąc do Splitu, zafascynowana artykułem o Georgii O’Keeffe w Harper’s Bazaar „Kwiat jej sekretu”... następnego dnia wylegując się na plaży... teraz siedząc na ławeczce w porcie w Splicie piję piwko i oczekując trochę nieprzytomna, bo słabo spałam ciągle budzona przez złowrogie dźwięki atakujących pewnych zwycięstwa komarów. I kilka razy podejmowałam próbę pójścia na dworzec autobusowy z powodu wielkiego „przymulenia” mózgu... ale przyjemność posiedzenia na przepełnionym deptaku z widokiem na port i jakby perspektywa popłynięcia taksówką wodną, na którą musiałam poczekać tylko 4 godziny, sprawiła, że siedzę, piję piwko i delektuję się światem z Georgią w myślach...



Właśnie przypłynęła moja wodna taksówka i trochę buja mnie i wieje, ale jestem szczęśliwa. Na deptaku w Splicie zauważyłam osobliwego sprzedawcą sznurowadeł, który jako jedyna osoba, podczas mojej dzisiejszej wizyty w tym mieście, zrobiła na mnie wrażenia. Pan siedzi, przysypiając przy swoich dumnie zwisających różnorodnie kolorowych sznurowadeł, a obok ma zestaw ekskluzywnego czyści buta i tak zupełnie „na luzaku” oczekuje na potencjalnego „elegancika” z zakurzonymi butami... bo „ubłoconych” na ekskluzywnym „deptaku” w Splicie nie da się posiadać. Umilając sobie oczekiwanie na „Okurzonego”  lub „Gubiciela Sznurowadeł”, bądź szalonego kolekcjonera sznurowadeł splickich... więc pan umilając sobie drzemkę, delektuje siebie i przechodzących nędznych „klapkowiczów” piosenką trochę zapomnianą ale pewnie przywołującą u pana „drzemiącego czyścibuta” czas młodości a może świetności firmy... bo może kiedyś było moc dżentelmenów w przykurzonych lakierkach w szpic. Właśnie takie „szpicówki” długonose posiada mój kolega Robert. Gdy spytałam go, czy nie wykopał ich z jakiegoś grobowca, oburzony poinformował mnie, ze to najnowszy szyk nowego gustu i elegancji męskiej... a ja inne buty oglądam w programie Horodyńskiej i Jacykowa, ale może to dopiero przyjdzie i Robert wyprzedza epokę. 
Ciąg dalszy nastąpi...





[1] Kwiat jej sekretu, [w:] „Harper’s Bazaar”, nr 06 (35).